Noc Muzeów z Volvo – jak to się wszystko zaczęło?

W stolicy pojawiło się na jeden wieczór pierwsze Volvo z 1927 r. To dobra okazja, by przybliżyć kamienie milowe szwedzkiej marki.

Warszawska noc muzeów w ten weekend przyniosła bardzo ciekawą niespodziankę. W showroomie Volvo na rogu ul. Marszałkowskiej i Żurawiej można było zupełnie za darmo zobaczyć wyjątkową wystawę. Dotyczyła ona oczywiście samochodów – symboli w historii firmy Volvo. Nie zabrakło prawdziwej gwiazdy, czyli Volvo OV4 z 1927 r. To pierwszy automobil wyprodukowany przez tego producenta, a przybył do Warszawy prosto z muzeum marki w Goteborgu.

Skąd się wzięło logo Volvo?

Logotyp jaki znamy został już w 1915 r. zarejestrowany jako znak handlowy przez firmę SKF produkującą m.in. łożyska. Słowo Volvo znaczy dosłownie ‘toczę się’, a sam znak miał być używany przez SKF na rynku amerykańskim. Wtedy szwedzka stal była najlepsza na świecie pod względem jakości, a sam kraj bardzo dobrze się rozwijał.

Potem za sprawą dwóch inżynierów SKF firma postanowiła wejść na rynek automobili. W Szwecji nie było żadnego rodzimego producenta aut i było spore zapotrzebowanie na samochody, które sprostają brutalnej aurze Skandynawii. Nie było czegoś takiego na rynku, a jednocześnie w Szwecji funkcjonowało wiele firm będących podwykonawcami części, zatem wystarczyło trochę dobrej organizacji, żeby cały plan się spiął.

1927 r. – Volvo OV4

Najpierw stworzono OV4 – średniej wielkości kabriolet, który szybko zyskał przydomek Jakob. Wyjechał z zakładu dokładnie 14 kwietnia 1927 r. Miał  ramę z buku i jesionu oraz silnik o pojemności 2 litrów i mocy 28 KM. Nie wyróżniał się właściwie niczym prócz niespotykanej trwałości i wytrzymałości. W końcu taka była idea. Niestety Volvo cierpiało na dużą sezonowość sprzedaży, więc trwały poszukiwania innych sektorów rynku przynoszących zyski.

Założyciele marki znaleźli takie miejsce – były to samochody użytkowe i autobusy. Już w 1928 r. z fabryki w Lundby wyjechał pierwszy pickup, a wkrótce po nim autobusy. W następnych latach właśnie samochody użytkowe stanowiły trzon sprzedaży, a auta osobowe pozostawały w cieniu.

1946 r. – Volvo PV 60

Lata 30. upłynęły w Szwedzkiej manufakturze na stopniowym zwiększaniu mocy produkcyjnych, kapitału i poszukiwaniu własnego stylu. Wczesne auta podobne były do amerykańskich wzorców, ale w 1936 r. zadebiutowało Volvo PV 36. Ten mały samochód był pierwszym ‘garbatym’ Volvo. Kolejne w gamie były większe i bardziej luksusowe modele PV 54 i 55 i silnikami 6-cylindrowymi.

Volvo PV 60 było produkowanym od 1946 roku samochodem klasy wyższej. Szwedzi chcieli już podczas wojny wprowadzić je do produkcji, ale czasy były ciężkie – mimo neutralności kraju brakowało dostawców i materiałów. W końcu udało się wprowadzić PV 60 na rynek po wojnie, ale nie był to wybitny sukces rynkowy. W ojczyźnie auta te służyły najczęściej jako taksówki.


1957 r. – Volvo PV 544 Duett

Równolegle z powyższym, dużym modelem powstawało auto stricte popularne – PV 444. Zaprezentowano je już w 1944 r., ale produkcja pełną parą mogła ruszyć dopiero w 1947. Już podczas prezentacji podano bardzo atrakcyjną cenę 4800 koron i posypało się aż 2300 zamówień pierwszego dnia. Pod maską PV 444 był nowoczesny silnik górnozaworowy o małej pojemności 1414 ccm i mocy 40 KM. Z innowacji w zakresie bezpieczeństwa była przednia szyba ze szkła wielowarstwowego. Auto było hitem sprzedaży w następnych latach do tego stopnia, że produkowano je dalej po prezentacji następcy (Amazona). Inżynierowie zrobili tylko spory lifting i zmienili nazwę na PV544.

Później PV544 zyskało odmianę kombi, czyli Duett. Dokładnie taki samochód z 1957 r. można było podziwiać sobotniego wieczoru. Jest to pierwsze kombi Volvo, a wiemy jak ważne to nadwozie stało się w kolejnych latach. Oprócz tego PV544 znane jest jako pierwsze auto z trzypunktowymi pasami bezpieczeństwa. Były one opcją od 1961 r., a 2 lata później znalazły się w wyposażeniu standardowym.

1961 r. – Volvo P1800

Kolejny wielki sukces sprzedażowy i medialny Volvo to model P1800 z początku lat 60. Auto zebrało mnóstwo nagród za design i zostało zapamiętane jako wóz z serialu “Święty” z Rogerem Moorem za kierownicą. P1800 miało zupełnie nowy silnik o mocy 90 KM, którą stopniowo zwiększano w kolejnych latach. Ciekawostką jest, że P1800 początkowo powstawało w Anglii, bo fabryka w Goteborgu nie miała miejsca na jeszcze jedną linię montażową.

IMG 20190518 223717 1024x768 Noc Muzeów z Volvo   jak to się wszystko zaczęło?

1981 r. – Volvo 244 Turbo

Szalone lata 80. były w Volvo erą przede wszystkim serii 200 wytwarzanej od połowy lat 70. do 1993 r. Były to najbardziej kwadratowe z kwadratowych Volvo, a niektóre z milionów wyprodukowanych egzemplarzy miały pod maską naprawdę ciekawe silniki. Wersja turbo miała 2.1 l i moc 155 KM, co wystarczało do szybkiej jazdy. Trzycyfrowe nazwy oznaczały w tamtych czasach serię modelową, liczbę cylindrów i liczbę drzwi, ale w pewnym momencie zunifikowano oznaczenia. Było po prostu Volvo 240 z ewentualnym innym dopiskiem.

IMG 20190518 224354 1024x768 Noc Muzeów z Volvo   jak to się wszystko zaczęło?

1995 r. – Volvo 850 T5-R

W połowie lat 90. Volvo produkowało taką oto torpedę w kolorze Cream Yellow. Turbodoładowanie nie było już taką czarną magią jak jeszcze dekadę wcześniej, co pozwoliło z silnika 2.5 wyciągnąć aż 250 KM. Osiągi tego auta do dziś robią wrażenie – około 6 s do 100 km/h oraz 245 km/h maksymalnie. I to w rodzinnym kombi z napędem na przód! Mimo urody cegły 850 ma dość dobry współczynnik oporu aerodynamicznego wynoszący 0,29 Cx.

IMG 20190518 224400 1024x768 Noc Muzeów z Volvo   jak to się wszystko zaczęło?

Warto było wybrać się w ten sobotni wieczór na Marszałkowską. Była to unikalna szansa na poznanie historii Volvo na realnych eksponatach. Szczególne wrażenie wywarły na mnie te najstarsze samochody, ale późniejsze kanciaki także mają sporo uroku. Jeśli czegoś mi zabrakło to chyba tylko klasycznego Amazona – to model, który rozsławił markę poza Szwecją, a nawet poza Europą i myślę, że powinien się znaleźć na tej wystawie. Mimo to gratuluję Volvo Cars Polska za tę wyjątkową lekcję historii. Dobra robota!

Bartłomiej Puchała
fot. autor

Dyskusja

komentarzy

Bartłomiej Puchała

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.