Nieszczęścia chodzą parami, czyli jak zniszczyłem dwa koła w S-klasie.

Czasami właśnie wtedy, gdy najbardziej się starasz los daje kopa w cztery litery. Tak się stało w przypadku mojej przygody z Mercedesem S560L, który wrócił do właściciela na lawecie. Ale od początku…

 

To miał być perfekcyjny dzień. Poprzedniego wieczoru odebrałem od Mikołaja kluczyki do najnowszej klasy S 560L 4Matic. Jako zapalony fan limuzyn Mercedesa jarałem się jak biblioteka aleksandryjska już na jakiś miesiąc przed testem eSki. Moim zadaniem było zatankować wóz, przygotować do sesji zdjęciowej, zrobić pełną sesję i po kilkunastu godzinach przekazać auto z powrotem. Jakoś tak to już jest, że im ciekawszy wóz trafia do redakcji, tym mniej czasu jest na zapoznanie się z nim.

Wszystko było już umówione: fotograf oraz wjazd na teren pałacu, pod którym miały być robione zdjęcia. W pracy już z tydzień wcześniej wziąłem dzień wolny, by spędzić go na oddawaniu się przyjemności prowadzenia S-klasy. Los miał jednak wobec mnie inne plany.

Rano przed zdjęciami postanowiłem odwieźć swoją dziewczynę do pracy w komforcie, prestiżu i muzyce sączącej się z audio Burmestera. Było jeszcze ciemno i zimno, na drogach w nocy sypnęło śniegiem, ale remontowana trasa nr 8 wyglądała w miarę przyzwoicie. Obecnie droga ta jest mocno prowizoryczna, ale miejscami zrobiono dwa pasy w stronę Warszawy, by można było wyprzedzić maruderów. Mając 4-litrowe V8 wspomagane turbinami nie było to specjalnie trudne.

 

DSC 0075 1024x576 Nieszczęścia chodzą parami, czyli jak zniszczyłem dwa koła w S klasie.

 

Niestety lewy pas czasami skrywa pułapki, jaką w tym wypadku była samotna podstawka od słupka drogowego rozdzielającego pasy ruchu. Tak bardzo nie spodziewałem się przeszkody na środku pasa, że przy prędkości 80 km/h nie zdążyłem nawet zahamować, a omijanie nie wchodziło w rachubę – z lewej auta jadące z przeciwka i słupki rozdzielające, z prawej gość w punto, którego wyprzedzałem. Nie pomogły w tym wypadku nawet reflektory MultiBeam LED.

BUM. Natychmiastowy komunikat z czujników ciśnienia powietrza w oponach wydał jasną diagnozę – poddały się obydwie lewe opony o niskim profilu. Udało się zatrzymać auto bezpiecznie na poboczu. Po początkowym szoku trwającym kilkanaście sekund zacząłem dopiero trzeźwo myśleć. W głowie miałem przede wszystkim dwie myśli – co powie po tym wydarzeniu centrala Mercedesa oraz gdzie do cholery jest przycisk świateł awaryjnych?! Na przestrzeni lat przycisk ten powędrował ze środka konsoli centralnej na środek tunelu pomiędzy fotelami. Na szczęście trójkąt był tam, gdzie w moim W124, czyli w schowku na wewnętrznej stronie klapy bagażnika.

 

DSC 0076 1024x576 Nieszczęścia chodzą parami, czyli jak zniszczyłem dwa koła w S klasie.

 

 

Co dalej? Szczerze mówiąc nie wiedziałem. Na szczęście gdy w Mercedesie czegoś nie wiesz, zawsze masz kogo zapytać. S klasa warta 780 tys. złotych nigdy nie zostawia kierowcy samego. Skierowałem swoją dłoń w kierunku podsufitki, gdzie jest przycisk łączący nas z konsultantem Mercedesa w trybie 24/7. Przywitał mnie głos w języku angielskim. Lekkie zaskoczenie, bo testowałem to w klasie E i wtedy rozmowa była po polsku. Wygląda na to, że to zależy od pory dnia – akurat polska infolinia była niedostępna. Wytłumaczyłem pokracznie, że najechałem na coś, dwie opony pękły i nie wiem co dalej. Pan polecił mi użycie drugiego przycisku łączącego z serwisem.

Tym razem już rozmawialiśmy po polsku. Szybki opis sytuacji, kilka pytań dodatkowych i konsultant obiecał mi, że załatwi lawetę. Pozostało mi czekać wraz z kilkoma innymi kierowcami, którym przytrafiło się to samo – trafili dokładnie w tą samą rzecz na drodze, choć miałem zaszczyt trafić w nią jako pierwszy.

 

 

mms 20180117 075956 768x1024 Nieszczęścia chodzą parami, czyli jak zniszczyłem dwa koła w S klasie.

 

Później nie było już nic ciekawego. Wycieczka lawetą do centrali Mercedes-Benz Polska, moja bardzo skruszona mina, wypełnianie papierów, kilka minut tłumaczenia ubezpieczycielowi przez telefon, że auto nie jest moje i mogłem wracać do domu. W drodze powrotnej musiałem jeszcze przejść najcięższą próbę – poinformować kolegów z redakcji, że test się zakończył, a ja nawet nie mam porządnych zdjęć…

W sumie wyszedł z tego dość nietypowy minitest. Nie każdy ma szansę przetestować usługi zdalne Mercedesa Connect Me rozwalając nową S-klasę za prawie 800 patyków. Niemałe wrażenie zrobiło na mnie dobre ogarnięcie konsultantów i sprawność działania systemu. No i warto podkreślić, że nawet na dwóch przebitych oponach S-klasa nie straciła stabilności.

A jaki jest ten samochód gdy ma do dyspozycji wszystkie 4 sprawne koła? O tym przeczytacie w teście Mikołaja.

 

Bartłomiej Puchała

fot. autor, nagłówkowe: Kamil Pawlak Photography

Dyskusja

komentarzy

Bartłomiej Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.