Ma nowoczesne jednostki w tym hybrydę typu plug-in, ma wiele możliwości aranżacji wnętrza, a przy tym pozwala na wygodne podróżowanie bez wielkich wyrzeczeń. Oto najnowszy Volkswagen California.
Być może willa dla większości z czytelników będzie się kojarzyć z przestrzenią, luksusem a wręcz przepychem. Jednak dla mnie to słowo idealnie pasuje do Californii. W tej klasie samochodów to absolutny lider. A nowe wcielenie tego modelu przenosi nas na jeszcze wyższy poziom.
Zmiany nie dotyczą tylko nadwozia i jednostek napędowych. Dla klientów najbardziej istotne będą zmiany we wnętrzu. A tu Volkswagen naprawdę się postarał. W przypadku Californii Volkswagen postawił na różnorodność. Mamy do wyboru pięć wariantów wersji i to one są wyznacznikiem tego co otrzymujemy we wnętrzu. O jedno możemy być spokojni. Każda z pięciu wersji ma otwierany dach oraz przesuwane drzwi tylne po obu stronach samochodu. To nowość, która do tej pory nie była dostępna.

W wersjach Beach i Beach Tour możemy liczyć na układ foteli 2+2+2 lub opcje z dwoma niezależnymi fotelami z tyłu. Wariant Beach Camper wyposażony jest w małą kuchnię z tyłu. W razie potrzeby można ją wysunąć. Nie powinno to stanowić żadnego problemu, bo wyposażona jest w jeden palnik, a Markiza, w zależności od preferencji, może być zamocowana po lewej lub prawej stronie pojazdu.

Naprawdę luksusowo robi się od wersji Beach Tour. Na uwagę zasługuje tu przede wszystkim elektroniczny panel, przy pomocy którego sterujemy wszystkimi udogodnieniami skrytymi w Californii. Ukryty on został w słupku C. Samochód można też obsługiwać przy pomocy dedykowanej aplikacji mobilnej. Na tym jednak nie koniec. W tej wersji otrzymujemy także trzy fotele z tyły (przesuwane) i dodatkowy rozkładany materac, który tworzy drugie łóżko.
Bardzo ciekawie wygląda też wersja Coast. California w tym wydaniu upodobniła się do Grand Californii. W tej wersji zmieniono położenie kuchenki z jednym palnikiem, przesunięto zlew oraz dodano otwierane szafki. Z tyłu zamiast kanapy otrzymamy dwa indywidualne fotele.

Najdroższa wersja Ocean uraczy nas podgrzewanymi fotelami, zauważalnie lepszym oświetleniem we wnętrzu oraz automatyczną klimatyzacja w tylnej części nadwozia. Zarówno wersja Coast jak i Ocean wyposażone są w zbiornik na wodę o pojemności 28 litrów.
Pod maską też można spodziewać się zmian. Największą jest ta, że wprowadzono tu także hybrydę typu plug-in. Jednostka bazuje na silniku benzynowym o pojemności 1,5 litra z serii TSi i osiąga łączną moc 245 KM. Pomimo tego, że samochód został wyposażony w sporej pojemności baterię udało się zachować sporą ładowność i uciąg przyczepy na poziomie 2 ton. Oprócz hybrydy pod maską Californii znajdziemy także diesla o pojemności 2.0 litra i mocy 150 KM oraz silnik benzynowy o mocy 204 KM. Wszystkie wersje silnikowe połączono z automatyczną skrzynią biegów typu DSG.
Pierwsze auta pojawią się w salonach sprzedaży w drugiej połowie roku. Na ceny nowego Volkswagena California przyjdzie nam jednak jeszcze poczekać.
Tekst: Paweł Oblizajek
Zdjęcia: Volkswagen






