Myjnia automatyczna czy bezdotykowa?

Z garścią drobniaków w kieszeni postanowiliśmy znaleźć odpowiedź na odwieczne pytanie kierowców.

Nasz test rozpoczęliśmy od myjni automatycznych, usytuowanych przy stacjach paliwowych koncernów BP, Statoil, Shell i Orlen, a także działającej niezależnie – Robo Wash Center. We wszystkich myjniach korzystaliśmy ze standardowych programów mycia auta (ceny od ). W ramach tego programu samochód jest dwukrotny myty szamponem i suszony. Na stacjach koncernów zagranicznych funkcjonują tak zwane myjnie bramkowe – w skrócie oznacza to, że przed myciem musimy opuścić auto i złożyć lusterka. Oczywiście, płacimy najpierw przy kasie, dostajemy kartę lub numer na paragonie i przed wjazdem do myjni, na specjalnym urządzeniu, programujemy mycie. Sam proces szorowania auta obserwujemy zza szyby, denerwując się, czy lusterko się nie rozłoży i czy potężna suszarka nie urwie niedawno zamontowanego spoilera.

Mycie auta, nawet w programie standardowym, trwa 4-5 minut. Większość klientów wybiera najdroższe programy z myciem podwozia, podwójnym woskowaniem i ozonowaniem, co znacznie wydłuża czas mycia (nawet 10 minut!) i podnosi cenę usługi dwukrotnie (grubo ponad 30 zł). Trudno się jednak dziwić. Podstawowe programy nadają się jedynie do umycia lekko zabrudzonego samochodu, a obrotowe szczotki, bez względu na wybrany program, nie docierają do wszystkich zakamarków, pozostawiając niedomyte plamy. Korzystanie z tego typu myjni regularnie uszkadza też lakier, na którym tworzą się koliste zarysowania.

Odwiedziliśmy również myjnię Robo Wash Center – jedyną w zestawieniu myjnię tunelową, w której samochód przeciągany jest przez stanowisko do mycia na specjalnej taśmie. Nie trzeba wyłączać silnika, cały proces obserwujemy ze środka samochodu. Podstawowy program z myciem i suszeniem kosztuje 14,90 zł. Naszym zdaniem, spośród myjni automatycznych, efekt umycia samochodu był najlepszy, poza tym przy wjeździe każdy kierowca otrzymuje choinkę zapachową. Z minusów, nie wiedzieć czemu, pracownicy myjni nakładają na tylną wycieraczkę specjalną folię, o której zdjęciu należy pamiętać po wyjechaniu z tunelu.

Od kilku lat zauważalna jest rosnąca popularność myjni ręcznych, w których za pomocą specjalnej myjki ciśnieniowej możemy samodzielnie przywrócić błysk swojemu autu. Aby skorzystać z tego typu usługi, wystarczy wjechać na specjalne stanowisko, wrzucić monety o nominałach 1, 2 lub 5 zł i nacisnąć przycisk „start”. Wśród kierowców panuje przekonanie, że myjnie bezdotykowe nie niszczą lakieru i są o wiele tańsze od automatycznych. Z tym pierwszym argumentem, o ile korzystamy z wysokiego ciśnienia rozważnie, nie zbliżając myjki do karoserii na odległość bliższą niż kila centymetrów, trudno się nie zgodzić. W przypadku ceny, wszystko zależy od wielkości i stopnia zabrudzenia auta. Koszt mycia średniej wielkości lekko zabrudzonego auta wynosi około 12 zł, ale jeżeli przyjedziemy bardzo zabrudzonym, większym samochodem terenowym, może podskoczyć do 30 zł. Niektórych zabrudzeń nie da się zmyć nawet pod dużym ciśnieniem i z użyciem bardzo mocnych detergentów. Wtedy pomocne może okazać się użycie gąbki. Niestety, na większości myjni bezdotykowych korzystanie z własnych środków czyszczących jest surowo zabronione.

panel3 Myjnia automatyczna czy bezdotykowa?

fot. smart-wash.pl

Na potrzeby testu wybraliśmy pięć myjni, w których postanowiliśmy sprawdzić siłę strumienia wody oraz czas pracy myjki po wrzuceniu do urządzenia jednej złotówki. Jako pierwszą odwiedziliśmy myjnię Niebieski Słoń. Czas mycia za złotówkę wyniósł 29 sekund – to najkrócej w zestawieniu, ale prosty mechanizm przestawienia trzech programów i bardzo silny strumień rekompensują teoretycznie najwyższą cenę.

Następnie wybraliśmy się do myjni należącej do sieci Polskie Myjnie. Czas mycia za jedną złotówkę wyniósł tu 59 sekund, ale wiele można zarzucić intensywności strumienia myjki. Samochód po 10 minutach mycia wyjechał tylko pobieżnie spłukany. Sytuacji nie ratuje nawet sześciostopniowy proces mycia z użyciem bardzo silnych środków czyszczących.

Po nie najlepszych doświadczeniach postanowiliśmy odwiedzić BP Car Wash. W przeciwieństwie do dość drogich programów w myjniach automatycznych sieci, w przypadku myjni bezdotykowej, po wrzuceniu złotówki, myjka działała aż 42 sekundy. Szkoda tylko, że strumień jest przeciętny, przez co dwa razy trzeba powtarzać program mycia początkowego. Efekt był tylko zadowalający.

Następnie wybraliśmy placówkę Auqua na warszawskim Ursynowie. Za złotówkę myjka pracowała 40 sekund. Bardzo silny strumień, kilka programów, w tym m.in. świetna szczotka z wodą, pozwoliło mi szybko i tanio umyć cały samochód. Jeżeli chodzi o specjalną szczotkę, to zgodnie z regulaminem można jej używać tylko po wrzuceniu monety, w przeciwnym razie brak strumienia może uszkodzić lakier. To oczywiście tylko próba wymuszenia od klienta jak największej ilości monet, bo użycie szczotki „na sucho” jest w stu procentach bezpieczne – możecie nam wierzyć, usłyszeliśmy to od pracownika myjni.

Jako ostatnią postanowiliśmy odwiedzić myjnię z sieci ABOX system. Po wrzuceniu złotówki myjka pracowała równe 36 sekund. Niestety, strumień wody pozostawiał wiele do życzenia. Na plus zasługuje jedynie specjalny program do mycia mocno zabrudzonych felg – użyte w nim detergenty faktycznie usuwają nawet największy brud. Tego programu nie wolno stosować jednak do mycia karoserii.

Korzystając z myjni automatycznych, warto pamiętać o wybieraniu takich, na których szczotki są regularnie wymieniane. W przeciwnym razie może dojść do poważnego uszkodzenia lakieru. Mycie bezdotykowe sprawia wiele radości, ale jest dość uciążliwe, jeżeli samochód jest bardzo brudny, bądź gdy na dworze jest zimno. Po 10 minutach mycia drętwieją ręce, a buty są całe mokre. Taniej i zdecydowanie dokładniej możemy umyć samochód samodzielnie. Ekologiczny szampon to wydatek 7 zł, a czas spędzony ze swoim samochodem można uznać za bezcenny!

I na koniec łyk historii…

Pierwsze automatyczne myjnie tunelowe, w których samochód przesuwał się za pomocą specjalnej taśmy przez ścieżkę zwisających z góry i boków myjek powstały w latach 30-tych poprzedniego wieku w Stanach Zjednoczonych. W Europie automatyczne myjnie rozpoczęły ekspansję w czasach mniej kanciastych samochodów – co by nie mówić, wygładzoną karoserię myje się zdecydowanie łatwiej. 8 sierpnia 1962 roku dwóch Niemców skonstruowało samoczynną myjnię dla samochodów. Urządzenie posiadało tylko dwie szczotki i jeden program pracy. Pomysł szybko opatentowano. W 1963 zainstalowano trzecią szczotkę i dodano funkcję suszenia. Kilkanaście lat wcześniej, bo w roku 1950, firma Alfred Kärcher GmbH opatentowała pierwsze w Europie czyszczące urządzenie wysokociśnieniowe z podgrzewaniem wody – DS 570. Musiało minąć kilka lat zanim myjki ciśnieniowe znalazły się w powszechnym użyciu, ale dzisiaj stanowią bez wątpienia najtańszy sposób na wyposażenie myjni samochodowej.

Adam Gieras

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Skoda Octavia III 1.4 TSI 150 KM oraz pomału doprowadzane do perełki Audi A4 B5 1.9 TDI 116 KM. Chciałbym na co dzień jeździć japońską limuzyną z lat 90-tych, np. Lexusem LS400. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...