Mitsubishi przywraca Pajero. Problem w tym, że Europa może obejrzeć ten powrót tylko z daleka. Informacji jest wciąż niewiele, a europejski rynek najprawdopodobniej nie jest zbyt atrakcyjny dla japońskich marek.
Mitsubishi Pajero wraca do korzeni
Są motoryzacyjne nazwy, które nie potrzebują reklamy. Wystarczy je wypowiedzieć, a w głowie od razu pojawiają się obrazy pustynnych rajdów, błota po klamki i samochodów, które nie pytały kierowcy, dokąd chce jechać po prostu tam dojeżdżały. Pajero należy właśnie do tej kategorii.
Po pięciu latach nieobecności Mitsubishi oficjalnie przywraca do życia jeden ze swoich najbardziej rozpoznawalnych modeli. To nie jest już plotka ani kolejny internetowy przeciek. Japończycy potwierdzili, że nowa generacja legendarnej terenówki zadebiutuje jesienią 2026 roku. Brzmi jak świetna wiadomość? Owszem. Jest tylko jeden haczyk wszystko wskazuje na to, że polscy kierowcy raczej nie zobaczą jej w salonach.

Nowe Mitsubishi Pajero nie będzie miejskim SUV-em udającym terenówkę. Producent zapowiada konstrukcję opartą na ramie znanej z pick-upa Triton, czyli klasyczne rozwiązanie, które od razu ustawia ten model po właściwej stronie motoryzacyjnej barykady. To sygnał, że Mitsubishi chce wrócić do swoich terenowych tradycji i zbudować samochód zdolny konkurować z autami pokroju Toyoty Land Cruiser czy Forda Everesta.
Co wiemy o technice? Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada wykorzystanie 2,4-litrowego diesla, znanego już z Tritona. W grze są dwa warianty mocy — słabszy oraz mocniejsza odmiana biturbo. Napęd trafi na cztery koła, a całość ma współpracować z automatyczną skrzynią biegów.
Mitsubishi podkreśla jednak, że Pajero nie będzie po prostu zabudowanym pickupem. Kabina, zawieszenie i charakterystyka jazdy mają zostać opracowane specjalnie dla tego modelu, tak aby połączyć terenową odporność z komfortem flagowego SUV-a.
To dopiero początek większego planu
Powrót Pajero jest częścią znacznie szerszej ofensywy produktowej. Mitsubishi zapowiedziało wprowadzenie 13 nowych modeli do początku kolejnej dekady. W planach są auta spalinowe, hybrydy oraz samochody elektryczne. Producent chce odbudować pozycję i mocniej zaznaczyć swoją obecność na kluczowych rynkach.
W praktyce oznacza to jednak jedno: marka wybiera regiony, w których nadal ma silną pozycję. Priorytetem są Japonia, Australia oraz kraje ASEAN. To właśnie tam Mitsubishi wciąż ma klientów oczekujących prawdziwych samochodów terenowych. Europa? Na razie trudno znaleźć ją na tej mapie.
To właśnie tutaj zaczyna się największy zgrzyt. Podczas gdy świat czeka na odrodzenie legendarnego Pajero, europejska gama Mitsubishi coraz mocniej opiera się na modelach opracowanych wspólnie z Renault. ASX, Colt czy Grandis to konstrukcje, które trudno nazwać w pełni autorskimi projektami marki. Nawet jeśli technicznie są poprawne, trudno doszukiwać się w nich tego samego ducha, który kiedyś definiował Mitsubishi.
Jedynym modelem zachowującym wyraźniejszą własną tożsamość pozostaje Outlander, ale i on powstał we współpracy z aliansem Renault-Nissan. Dla fanów marki to dość gorzka zmiana.
Legenda wraca, ale nie dla nas
Nowe Pajero ma wszystko, by stać się jednym z najciekawszych powrotów ostatnich lat. Ikoniczna nazwa, solidna rama, terenowe ambicje i globalna premiera budują wokół tego modelu atmosferę, jakiej Mitsubishi dawno nie miało. Tyle że entuzjazm europejskich fanów może szybko ustąpić rozczarowaniu.
Na dziś nic nie wskazuje na to, by Mitsubishi planowało szeroką sprzedaż nowego Pajero na Starym Kontynencie. Jeśli sytuacja się nie zmieni, polscy kierowcy będą mogli śledzić jego premierę wyłącznie przez internet i najwyżej zazdrośnie spoglądać na rynki, które faktycznie dostaną szansę usiąść za jego kierownicą.
Legenda wraca. Szkoda tylko, że najprawdopodobniej zaparkuje w garażach gdzieś bardzo daleko od Wisły.
Paweł Zaorski
Mitsubishi







