Test: Mercedes Klasy S – S350L

Kiedy na rynek trafia nowa S klasa, konkurenci zaczynają się jej bać. Tak stało się z Audi A8, które niedawno przeszło Face Lifting, by dorównać mistrzowi. Czy rzeczywiście inne marki powinny mieć powody do obaw? My uważamy, że jak najbardziej.

Debiut Mercedesa klasy S jest bardzo dużym wydarzeniem, ponieważ przynosi innowacje techniczne, które będą wprowadzane do motoryzacji na przestrzeni kolejnych 10 lat. Dla samego producenta wydarzenia związane z flagową limuzyną ze Stuttgartu również są najbardziej kluczowymi z pośród wszystkich modeli, gdyż to właśnie tutaj zostaje wprowadzonych blisko 90% wszystkich innowacji technicznych.

Jedną z takich nowinek jest system Magic Body Control, który za pomocą kamery w zderzaku skanuje jezdnię w poszukiwaniu dziur. Na podstawie zebranych danych dostosowana zostaje siła tłumienia amortyzatorów jednocześnie zwiększając komfort podróżowania.

A skoro jesteśmy przy komforcie podróżowania, to testowy egzemplarz (co prawda bez systemu Magic Body Control) zapewniał go za pomocą pneumatycznego zawieszenia i funkcji masażu, dzięki któremu będziecie mogli podziękować swojej masażystce (bądź masażyście) za usługi. Jeśli jednak wolisz podróżować z tyłu, to też nie powinieneś mieć powodów do narzekań. A to dlatego, że wersja L została wydłużona względem standardowej (co nie znaczy ciasnej) klasy S o 13 centymetrów, a wszystkie z nich otrzymał pasażer do dyspozycji własnych nóg.

Nawet nie wspominam o skórzanej tapicerce, ponieważ w tej klasie to coś tak oczywistego, jak oddychanie. Pasażer siedzący z tyłu dla poprawienia komfortu będzie mógł również sterować temperaturą swojej klimatyzacji. Wszystko oczywiście na rzecz wygody podróżowania. Przejdźmy jednak za kierownicę, gdyż dyrygowanie – wbrew pozorom – odbywa się jednak tutaj. Przed oczami kierowcy znajduje się dziwaczna, ale pasująca do wnętrza kierownica o dwóch ramionach. To, co zszokuje w większym stopniu, to dwa gigantyczne ekrany znajdujące się na desce rozdzielczej. Pierwszy z nich pełni rolę zegarów, drugi – centrum rozrywkowo-nawigacyjno-“klimatyzacyjne”.

Z tego miejsca można doprowadzić do niemal całkowitej indywidualizacji samochodu, zmieniając np. kolor podświetlenia wnętrza i jego intensywność. Zastanawiać może jedynie kształt wlotów powietrza – okrągłe tubusy chyba nie do końca prezentują się odpowiednio dostojnie, jednakże jest to tylko subiektywna ocena. Konsola centralna poza zegarkiem nie zawiera żadnych innych elementów. Wszystkie powędrowały na środkowy tunel, tak by znajdowały się możliwie jak najbliżej spoczywającej na podłokietniku ręki kierowcy. Tam również znalazło się miejsce dla pokrętła systemu Command i panelu telefonu, który schowany się za skórzaną klapką.

Patrząc na samochód od przodu można odnieść wrażenie, że jest wręcz monumentalnych rozmiarów. To wszystko zasługa ogromnej chromowanej atrapy wlotu powietrza. Innym elementem przykuwającym uwagę są w pełni LED-owe reflektory. Im dalej kierujemy się wzdłuż auta, tym wrażenie wielkości maleje, aż w końcu zostaje zastąpione przez lekkie i zgrabne kształty. Wiele zasługi w tym tylnych świateł, które prezentują wręcz się wspaniale. Z całą pewnością to jeden z najlepiej prezentujących się detali.

S klasa będzie wdzięcznym polem do popisu dla zamożniejszych raperów, ponieważ standardowe 19 calowe felgi aluminiowe wręcz znikają, a profil ogumienia można określić jako „wyjątkowo komfortowy”. Pamiętajmy jednak, że auto ma przede wszystkim zapewnić wygodę podróżowania i to w każdej sytuacji. Nawet przy prędkości maksymalnej, która wynosi 250 km/h.

Za taką szybkość nie jest odpowiedzialny tu topowy silnik, zaś podstawowa jednostka wysokoprężna o mocy blisko 260 KM, która w połączeniu z 7 biegowym automatem katapultuje limuzynę na drugą stronę 100 km/h w niespełna 7 sekund. Co prawda wynik może nie robi wrażenia, jednak sposób, w jaki rozpędza się ten Mercedes można określić jako majestatyczny i zdecydowany. Nawet przy 160-180 km/h auto chętnie wskazuje większe wartości na prędkościomierzu.

Przy ciaśniejszych zakrętach trzeba pamiętać, że prowadzi się auto o długości ponad 5,2 metra – gabaryty nie pozwalają już na szaleństwa, jednak z drugiej strony kto takim autem szalałby na krętych odcinkach? Przecież do tego jest cała masa lepszych aut – nawet spod tego samego znaku. Jednak jeśli ktoś by zapomniał o tym, to do dyspozycji ma funkcję dopompowywania boczków foteli znajdujących się po zewnętrznej stronie zakrętu, dzięki którym ciało nie przesuwa się choćby o milimetr – jak w najlepszych kubełkach!

S klasa to szofer i anioł stróż w jednym. Nie naciska, nie chrząka jak coś wykonamy nie tak, za to zawsze pomoże i będzie czuwać nad tym, byśmy spokojnie i bezpiecznie wrócili do domu po ciężkim dniu pracy. Pewnie teraz zastanawiacie się ile może kosztować taki dom na kołach? Odpowiedzi, jakie Wam się nasuwają pewnie wędrują w okolice kawalerki w centrum i jesteście bardzo blisko prawdy, bo podstawowa S klasa kosztuje minimum 360 tysięcy złotych. Za równowartość prezentowanego auta można byłoby kupić już spore mieszkanie, jednak które miałoby w wyposażeniu podgrzewane i wentylowane fotele, czterostrefową klimatyzację, czy zestaw audio Burmeister? Za to i wiele innych opcji z prezentowanego auta trzeba przeznaczyć ponad 534 tysięcy złotych. To i tak dużo mniej, niż można byłoby przypuszczać.

Tekst i foto: Marcin Koński

Dyskusja

komentarzy