Niemiecki tuner ma na swoim koncie kilka świetnych projektów, lecz najnowszy przywodzi nam na myśl najbardziej kontrowersyjne samochody innego tunera. Mansory Pugnator dobitnie popsuło Ferrari Purosangue. Jednak firma dorzuciła nam jeden zasadniczy plus.
W portfolio Mansory znajdziemy kilka naprawdę wyśmienitych samochodów pokroju AMG GT63 S E Performance. Poza tym firma wielokrotnie serwowała nam podrasowane Audi, Mercedesy, czy nawet Maserati i Rolls-Royce’a. Jednak tym razem tuner przeszedł sam siebie. Okej, nie wszystkie projekty były udane i myślałem, że są pewne granice, których Mansory nie przekroczy. Jednak zaskoczyli mnie i przygotowali projekt w stylu Matsuoki. Zasadniczy problem jest taki, że jest to tuner japoński i możemy to zrzucić na lokalne udziwnienie. Jednak Mansory pochodzi z Europy, gdzie mamy zupełnie inne gusta.
Jeżeli rozbijamy ten tuning na części pierwsze, to z pewnością ogromnym plusem jest motyw Tricolore. Rzeczywiście takie ubarwienie w kolorze włoskiej flagi pasowałoby do pierwotnego Ferrari Purosangue. Jednak tunerowi to nie wystarczyło i dorzucił tonę kontrowersyjnych dodatków. Można by rzec, że Mansory kierowało się zasadą aerodynamika ponad wszystko, gdyby nie zasadniczy szczegół. Niektóre dodatki mogą pogarszać aerodynamikę samochodu. Jedno jest pewne, tuner postawił na przepych.

Zacznijmy od tyłu, gdzie Mansory zamontowało aż dwa spojlery. Wygląda to tak, jakby projektant dorzucił główny spojler, a potem bawiąc się photoshopem skopiował go, zmniejszył i zamontował nad tylną szybą. Efekt? Wygląda to co najmniej dziwnie i z pewnością paskudnie. Do tego może poważnie ograniczać widoczność z tylnej szyby. Nieco niżej znalazł się ogromny dyfuzor wraz z czterema centralnymi końcówkami wydechu. Gdyby nie zdublowany spojler to miałoby to ręce i nogi.
Z kolei patrząc na profil boczny widzimy kolejne dodatki na widok których projektanci od Ferrari dostawaliby palpitacji serca. Mansory uznało, że nakładki błotników potrzebują dodatkowych nakładek. Do tego trzeba było dorzucić ogromne boczne progi, poszerzone wloty oraz zmienione obudowy lusterek. Po tym wszystkim co tu zobaczyłem obawiałem się tego, co znajdę z przodu. Jednak Mansory mnie zaskoczyło i przedni pas wydaje się być bardziej stonowany od reszty projektu. To nie oznacza, że tuner nie zdołał dorzucić kilku oszpecających dodatków. Dorzucił zmodyfikowaną przednią maskę oraz zderzak, a także dodatkowe paski świetlne LED nad subtelnym splitterem.

Lepiej zdejmij buty zanim wsiądziesz
Gdy już opróżnisz zawartość swojego żołądka po oglądania tego plebiscytu paskudności i przepychu, to czas zajrzeć do wnętrza samochodu. Poprawka, musisz jeszcze zdjąć swoje ubłocone buty. Po otworzeniu drzwi twoim oczom ukaże się śnieżnobiałe wykończenie z kontrastującymi czerwono-zielonymi wstawkami. Do tego dostaliśmy kilka karbonowych akcentów. Musze przyznać, że wnętrze wygląda naprawdę dobrze i robi ogromne wrażenie. Pojawia się tylko problem z dbaniem o jego czystość. Zwłaszcza w tak pięknym i deszczowym kraju jakim jest Polska. Dostaliśmy jeszcze zmodyfikowaną kierownicę ze zmienionym znaczkiem oraz dodatkowe emblematy Mansory.
Czas na jeden z niewielu plusów całego tuningu od Mansory. Niemieccy inżynierowie postanowili podkręcić 6,5-litrową V12 do 755 KM mocy oraz 732 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Może nie są to powalające wyniki względem bazowych 725 KM i 716 Nm momentu obrotowego. Jednak każdy dodatkowy zastrzyk mocy jest mile widziany. Niestety nie wiemy, jak dodatkowa moc wpłynie na przyśpieszenie samochodu, które bazowo wynosi 3,3 sekundy do setki. Nie znamy również ceny tego potworka, jednak możemy być pewni, że Mansory Pugnator nie jest tanią zabawką.
Damian Kaletka
fot. Mansory







