BMW Z3 to bez wątpienia samochód, obok którego nie da przejść się obojętnie. W mojej opinii to brzydal, ale mam w domu kogoś, komu się to auto podoba. Może kiedyś trafi do mojego garażu i będę niczym Bond.
W sumie po 25 latach to auto nadal szokuje i zdecydowanie nie przypomina motoryzacji z tamtych lat, chociaż jest pięknym wizualnym wyjątkiem, a było ich kilka. W mojej opinii Z3 nigdy nie pasowała do stajni BMW, a mój wzrok zawsze bardziej milej patrzył na Mercedesy lub włoskie auta.
W tym przypadku mamy do czynienia z niezłym egzemplarzem o małym przebiegu (niecałe 60 tysięcy km), z automatyczną skrzynią biegów i pakietem M-sport. Podobno samochód jest w bdb stanie technicznym, a jego historia pozbawiona jest wypadków. Tak przynajmniej mówi właściciel i raport CarFaxu na życzenie…

Tak się składa, że od razu widać iż auto przypłynęło do nas z USA, chociaż nikt o tym w ogłoszeniu nie wspomina. Mały przebieg, Carfax, niewielka tablica czy potrzeba opłacenia akcyzy jednak to zdradzają.
Oczywiście sprzedawca (prywatny) udostępnia nr VIN, więc możecie go indywidualnie sprawdzić – 4USCH9349YLG04380 lub wybrać się do Warszawy na oględziny.
Jeśli szukacie taniego ubezpieczenia, to warto przejrzeć porównywarkę Mubi – dzięki nim dostaniecie 150 złotych zwrotu

54 900 złotych za tę sztukę
Samochód jest po przeglądzie i detailingu, więc może jeszcze posłużyć. Szkoda, że nie pojawiły się fotki wnętrza, to może bardziej te prace byśmy docenili. Pod maską pojawił się 6-cylindrowy silnik, ale to 2,2-litrowy motor z mocą 170 KM, więc nie brzmi jakoś szokująco. Na szczęście jest chociaż otwierany dach i RWD, no i w gamie były nawet jednostki 4-cylindrowe, ale do 343-konnej eMki trochę brakuje.
Tak ten motor ma VANOS, ale nie ma się co bać!
Konrad Stopa
fot. Ogłoszenie







