Kompaktowy, prestiżowy, dynamiczny, miejski? Poznaj nowe MINI

Producenci samochodów sprzedają nam nie tylko środki transportu, lecz także pewien styl życia, z którym chcemy, lub nie, się utożsamiać. Auto na równi ze stylem ubioru, słuchaną muzyką, czy dietą stało się elementem naszej otwarcie eksponowanej identyfikacji. Jakie cechy samochodu miejskiego budzą w nas lekki dreszczyk podekscytowania i sprawiają, że chcemy jeszcze raz wpisać nazwę wymarzonego modelu w wyszukiwarkę?

Kompaktowy jak smartfon

W życiu większości z nas przychodzi czas na rodzinne auto z wielkim bagażnikiem i supersystemem bezpieczeństwa: mniej więcej wtedy, gdy spontanicznie w mieszkaniu zjawia się golden retriever z wnioskiem o kredyt hipoteczny w pysku. Zanim to jednak się stanie, możemy cieszyć się urokami, które gwarantują auta kompaktowe: w sam raz, by zabrać bliską osobę na wypad za miasto, zapakować aparat, trochę gratów i kilka par ubrań. Jednak nie za dużo, nie mówimy przecież o poważnym, rodzinnym urlopie. Na to jeszcze będzie czas.

Kompaktowość ma też praktyczną stronę: jeśli żyjesz w mieście, godzisz się na pewien zbiór zasad. Spacerujesz prawą stroną krawężnika, nie zostawiasz zużytych biletów miejskich w wylocie biletomatu i zajmujesz tak mało miejsca na parkingu, jak tylko się da. Na pewno znasz to uczucie irytacji, gdy pod Twoim blokiem parkuje czołg-kombiak, który zajmuje bez mała trzy miejsca parkingowe. 3-drzwiowy hot-hatch nigdy by nikogo tak nie skrzywdził.

Prestiżowy jak dobre perfumy

Istnieją takie marki samochodów, które są sprawdzone, pewne, gwarantują rzadkie wizyty w serwisach i wiążą się z niskimi kosztami eksploatacji. Tak samo jak są marki ubrań, które z chęcią polecisz rodzicom na wyprawę do ich domku na wsi. Jednak ani jedne, ani drugie nie sprawią, że będziesz rozglądać się za okolicznymi witrynami, by jeszcze raz zobaczyć, jak świetnie w nich wyglądasz. Tymczasem przecież lekka doza próżności jest impulsem, który kieruje naszymi samochodowymi wyborami na równi, co względy praktyczne, a nierzadko nawet w większym stopniu.

Zygmunt Bauman pisał o tym, że współczesny rynek postawił sobie za zadanie, by nas oczarować ‒ w kontraście do codziennego świata, który uległ odczarowaniu. To może nieco banalne, ale gdy wiesz, że 8 godzin dziennie (co najmniej) swojego życia przez najbliższe kilkadziesiąt lat będziesz spędzać w pracy, nie zawsze robiąc to, na co masz ochotę, masz prawo oczekiwać nieco uroku od swojego samochodu. To zwyczajnie po ludzku przyjemne, gdy auto cieszy oko i daje codzienną frajdę z jazdy. Weźmy choćby auta nawiązujące do oldschoolowego designu z lat 50. i 60. Niejeden dałby się pokroić za trochę krągłości w linii karoserii.


Dynamiczny jak gusta post-millenialsów

Powiedzmy sobie szczerze: większość z nas, mieszkańców miast, spędza ogrom czasu w aucie na pokonywaniu krótkich odcinków pomiędzy kolejnymi skrzyżowaniami. Czekanie na kolejne zielone światło z pewnością umili dobry sprzęt audio (i jeszcze lepsza playlista). Ale tym prawdziwym game changerem jest auto, które potrafi pokazać pazur i lekko wbić Cię w fotel nawet na tych 200 metrach, które dzielą Cię od kolejnego skrzyżowania. 

Wiele osób właśnie dlatego fascynuje się nowoczesnymi elektrykami, choć innych wciąż zastanawia ładowanie samochodu elektrycznego. Rodzaj napędu nie ma jednak takiego znaczenia, jak dynamika auta ‒ odmieniona przez wszystkie przypadki sytuacji na drodze.

Jasne, dynamika to nie tylko prężenie muskułów na krótkich odcinkach. To w znacznej mierze również elastyczność auta: jego zdolność dostosowywania się do różnorodnych warunków, mocne trzymanie się jezdni, brak przechyłów nadwozia na zakrętach. Mocny silnik w małym samochodzie to tylko połowa sukcesu: resztę robi jego wyważenie i konstrukcyjna stabilność. Jedne auta to mają i same proszą się o dodanie gazu na zakręcie, inne będziemy traktować jak pojazdy specjalnej troski. I tyle.

Miejski jak MINI

Morze atramentu zostało wylane na temat tego, czym charakteryzuje się dobre auto miejskie. Można pokusić się o stwierdzenie, że nie da się jednoznacznie wyszczególnić zbioru konkretnych cech, które zawsze sprawdzą się w samochodzie miejskim. To raczej pewna forma synergii tych cech, która pewnym producentom sprawia kłopot, a dla innych jest oczywistym elementem filozofii marki. Jeśli połączysz sztywne i niskie zawieszenie, nisko osadzony punkt ciężkości, spory zapas mocy pod maską i niewielkie rozmiary karoserii… nie zawsze wyjdzie ci udane auto miejskie.

To trochę jak z jedzeniem: nawet jeśli masz wszystkie niezbędne składniki, nie znaczy to, że z automatu zrobisz dobry ramen, baba ghanoush czy podpłomyk. Są marki, które wiedzą jak mieszać składniki w sposób, z którego zawsze powstaje przykuwające uwagę, elektryzujące auto – tak samo jak są te, które stać tylko na nudne pewniaki. Jeśli sam miałbym zdecydować się na auto, które sprawi mi najwięcej frajdy w trakcie jazdy po mieście, to z największym prawdopodobieństwem stanęłoby na MINI hatch.

Sam jestem osobą, która lubi, przynajmniej na jakiś czas, przywiązywać się do konkretnych wyborów: potraw, gatunków muzycznych i ciuchów. MINI trzymam się od czasów, kiedy wypuściło w 2000 roku pierwszą, odświeżoną wersję One. Po pierwszej jeździe próbnej nowym 3-drzwiowym MINI wiem, że ten oldschoolowy maluch po raz kolejny znów zmienił się na lepsze.

Źródło: MINI / art. partnera

Dyskusja

komentarzy