Nad dobrze znaną japońską marką zbierają się czarne chmury. Czy Nissan dołączy do marek, które zniknęły z rynku?
Japońska marka w dalszym ciągu ma swoich zwolenników. Niestety wyniki sprzedaży i wyniki finansowe są zdecydowanie poniżej oczekiwań na czym cierpi jej rentowność. A to kluczowy czynnik decydujący o utrzymaniu marki przy życiu. Dla przypomnienia, nie tak dawno z rynku zniknęły samochody marek Saab, Pontiac, czy Oldsmobile. Więcej szczęścia miało Volvo, które od bankructwa uratował chiński inwestor. Lancia, która również niemal zniknęła z rynku jest na siłę wskrzeszana przez Stellantis. Gdyby nie jej historia – głównie ta z rajdów, pomysł na odrodzenie marki byłby uznawany za całkowicie bezsensowny.
A jak wygląda sytuacja Nissana? W roku fiskalnym 2024 (liczonym od kwietnia 2024 do końca marca 2025 roku) koncern miał niemal 671 miliardów jenów (4,6 mld dolarów) straty netto. Sytuacja jest daleka od wymarzonej do dalszego planowania i nie ma potencjału do wprowadzania nowych modeli, których opracowywanie pochłania ogromne nakłady finansowe.

Dlatego by uniknąć najgorszego Nissan zamierza wprowadzić plan naprawczy. Założenia są następujące: Nissan chce do końca marca 2028 roku zamknąć siedem z 17 obecnie działających fabryk i zwolnić 20 tys. osób. Liczba ta uwzględnia zapowiedziane już w ubiegłym roku zwolnienia 9 tysięcy pracowników. To z kolei znacznie odciąży budżet. Oszczędności z tego tytułu są szacowane na o 500 miliardów jenów (3,46 mld dolarów). Dalszy plan zakłada zmniejszenie udziałów w marce Renault. Procentowo proces ma zmniejszyć udziały z 15% do 10%. Przy takiej strategii uda się uzyskać około 100 miliardów jenów (640 milionów dolarów), bo na tyle wyceniane są wstępnie akcje francuskiego producenta.
Tekst: Paweł Oblizajek
Zdjęcia: Nissan







