Południowokoreańska marka uznała, że w swojej ofercie potrzebuje jeszcze jednego modelu. Nowy Hyundai IONIQ 3 ma łączyć w sobie zalety dwóch segmentów, które zostaną okraszone niską ceną. Jak wypada to w praktyce?
Hyundai postanowił opracować samochód, który na papierze brzmi świetnie. Ma łączyć w sobie zalety segmentu B oraz C, a to wszystko połączono z niską ceną. Pojawia się jednak uzasadniona obawa. Jeżeli chcesz być dobry we wszystkim to może okazać się, że jesteś świetny w niczym. Wtedy niezależnie od wysiłków inżynierów samochód staje się nijaki i niknie w tłumie konkurencji. Koreańczycy jednak się tego nie boją i liczą, że ich nowy elektryk zawojuje świat. Trzeba przyznać, że ma ku temu potencjał.
Jak to wygląda w praktyce? Mamy rozmiary samochodu z segmentu B z niezbyt mocnym napędem, który ma oferować przestronność wnętrza segmentu C. Gdyby tego było mało, Hyundai ubrał swój samochód w odważne ciuszki i ochrzcił go mianem „aero hatch”. Pierwotnie zadebiutowała wersja N-Line, która oferowała nieco agresywniejsze zderzaki, a teraz dołączył do niej standardowy wariant. Ten jest bardziej ugrzeczniony, jednak z pewnością nadal przyciąga wzrok swoją oryginalnością. Czy jest ładny? Oceńcie sami. Hyundai postawił przy nim na aerodynamikę, która w przypadku elektryków jest kluczowa.
Tak też mamy ciekawie pociągniętą linię nadwozia z oryginalnie zakończonym tyłem uwieńczonym niewielkim spojlerem. Poza tym, względem wersji N-Line dostaliśmy mniejsze felgi, które standardowo są 16-calowe, jednak w nadkola możemy zapakować opcjonalne 18-calowe obręcze. Nie wspominając już o 19-calówkach z topowej wersji wyposażenia. Sam design jest delikatnie mówiąc futurystyczny. Mamy proste światła, kilka wyraźniejszych przetłoczeń oraz czarny panel przeciągnięty wzdłuż zderzaka. Tył również kontynuuje te stylistykę. Ja takiego stylu nie kupuję, ale każdy ma swój gust.

Gdzie się podziały zegary?
Z kolei w jasnym wnętrzu znajdziemy standardowo 12,9-calowy ekran, ale opcjonalnie możemy go zastąpić większym, 14,6-calowym wyświetlaczem. Bezpośrednio za kierownicą nie znajdziemy ani tradycyjnych, ani cyfrowych zegarów. Niewielki wyświetlacz umieszczono głęboko na podszybiu i w pewnym stopniu łączy on w sobie zalety zegarów i wyświetlacza przeziernego. Nie musimy odrywać wzroku od drogi, aby na niego spojrzeć, a nadal dostarcza nam wszystkich niezbędnych informacji.
Samochód wykorzystuje platformę E-GMP, którą dostosowano do mniejszych modeli. Jednocześnie poszerzono maksymalnie rozstaw osi, dzięki czemu pomimo kompaktowych wymiarów dostaniemy ogrom miejsca w środku oraz przestronny bagażnik. Z kolei w jego wnętrzu spoczywa niezbyt potężny układ napędowy dostarczający 147 KM mocy oraz akumulator o pojemności 42,2 kWh. Żeby zmaksymalizować zasięg możemy zdecydować się na większą baterię o pojemności 61 kWh, jednak wtedy nasza moc spadnie do 135 KM mocy. Muszę przyznać, że jest to ciekawe zagranie ze strony Hyundaia. Mamy także architekturę 400V, która pozwoli na ładowanie z maksymalną mocą na poziomie 110 kW. Tutaj również bez szału, ale niewielka bateria powinna zrobić swoje.
Ostatnią składową ma być cena. Ta w założeniu producenta będzie bardzo przystępna. Przekonamy się o tym, gdy samochód oficjalnie trafi do sprzedaży. Póki co niedługo ma ruszyć jego produkcja w Izmit w Turcji, skąd będzie przekazywany na wszystkie rynki.
Damian Kaletka
fot. Hyundai
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube:







