Hyundai Genesis radaroodporny

Hyundai, w walce o klienta, wyciąga ciężkie działo. W nowym Genesisie pojawi się w przyszłości system ostrzegający o stacjonarnych fotoradarach. 299 tys zł, które przyjdzie Wam zapłacić za tę koreańską limuzynę może się więc szybko zwrócić… 

Taka informacja została podana do opinii publicznej podczas australijskiej premiery flagowego Hyundaia. System ostrzegania przed radarami stacjonarnymi – niestety nie przed policyjnymi suszarkami – za pomocą GPS i specjalnie opracowanej technologii będzie zbierał informacje o drodze, a następnie wszystkie zebrane dane prześle do komputera pokładowego auta. Dzięki temu już 800 metrów przed urządzeniem mierzącym prędkość, kierowca zostanie ostrzeżony o zbliżających się nieplanowanych wydatkach.

Przejazd bez strachu koło fotoradaru umożliwi też specjalna ikonka, która będzie wyświetlała dozwoloną prędkość, z jaką możemy się na danym odcinku poruszać. Co ciekawe, jeśli kierowca nie zdejmie nogi z gazu, samochód zrobi to za niego. Tak, dobrze myślicie – Hyundai Genesis sam zwolni przed fotoradarem.

179

Jak można się było domyślać, od razu pojawili się przeciwnicy tego pomysłu, którzy zarzucają Koreańczykom, że takim wyposażeniem w samochodzie będą namawiać kierowców do łamania przepisów. Trochę się z tym nie zgadzam. Prawidłowo postawiony fotoradar zmusza do zdjęcia nogi z gazu w obszarze tego wymagającym. Kierowca luksusowego Hyundaia siłą rzeczy przejedzie taki odcinek z dopuszczalną prędkością.

Takie urządzenie może zrekompensować dość wysoką kwotę, którą przyjdzie Wam wyjąć z portfela w salonie Hyundaia. Trzeba przyznać, że Koreańczycy pomysł mają. Ciekawe jak to będzie działało w praktyce.

Adam Gieras

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim garażu stoją obecnie Skoda Scala Style 1.0 TSI 115 KM DSG z 2020, Mercedes W124 E-24 K-Jet, 220 KM, BMW e39 525 TDS 143 KM - ostatni Mohikanin i mój codzienny towarzysz niedoli.Nie jestem entuzjastą elektryków. Zauważam mnóstwo problemów z wprowadzeniem nowej metody napędów i z przerażeniem obserwuję jak bardzo ludzie ulegają nowej fali - w tym wielu kolegów i koleżanek po fachu. Ja z kolei wolałbym podejście "zero waste" - auto powinno służyć latami kolejnym właścicielom, z czego jak najdłużej pierwszemu z nich. Powinno być tak wykonane tak, żeby jego eksploatacja była bezproblemowa i tania. To jest podejście proekologiczne. Każde inne tylko udaje, że nim jest.