Hyundai Experience Day, tylko z pozoru może brzmieć, jak idealna impreza dla pracowników flotowych. W praktyce, była to nauka driftu, wyprowadzanie samochodu z niepożądanego poślizgu, czy próba czasowa za kierownicą potwora o mocy 650 koni mechanicznych (Ioniq 6N). Na tym jednak nie koniec, dlatego sprawdź, co jeszcze przygotowali organizatorzy tej imprezy?
Środa, godzina 10:30, Tor Jastrząb nieopodal Radomia. Cudownie słoneczna aura, jest zapowiedzią wykańczającego upału, który od południa daje o sobie znać. Tymczasem ja, wysiadam z mojego MINI Clubmana Cooper S, by (a jakże, spóźniony) skierować się do rejestracji uczestników. Po szybkim zameldowaniu, zostałem skierowany do jednej z grup, a pierwszym zadaniem, był turystyczny objazd miejscowości Jastrząb oraz Szydłowiec. Fakt, nie brzmi to, jak Saint Tropez czy Cortina d’Ampezzo, ale nie o to tu chodzi. Jazdy plenerowe miały zapoznać z podstawową gamą samochodów z przekrzywionym „H” w logo.
Na początku, wskoczyłem do auta, którym jeszcze nie jeździłem, a byłem szalenie ciekaw już od samej premiery — IONIQ-a 9. Czarny SUV o wyjątkowo luksusowym i przepastnym wnętrzu zrobił na mnie fantastyczne, pierwsze wrażenie. Niestety, na drugie zabrakło mi czasu, bo po wyjątkowo płynnych i relaksująco spokojnych 5 minutach jazdy, musiałem oddać stery, by zasiąść do znanego mi Hyundaia Santa Fe Hybrid. Następny był Tucson Hybrid. O tych autach możesz już przeczytać na naszym blogu.

Ostatnim w kolejce, był IONIQ 6 N-Line po face liftingu i w tym wypadku mam trochę mieszanych uczuć. Owszem, bardzo podoba mi się lotka w stylu kaczego kupra, choć wielorybi ogon w poprzedniku, również prezentował się świetnie. Lifting ma jednak to do siebie, że potrafi zepsuć całkiem niezły projekt samochodu. I tak też jest w przypadku tego auta.
Speed Dating z Hyundai-ami
Hyundai IONIQ 6 jest samochodem, który powstał w duchu opływowych streamlinerów, którym za nic w świecie, nie pasują ostre rysy przedniej części „polifta”. Samochód wygląda jak twarz Harvey-a Dent-a po bliskim kontakcie z bombą — z jednej strony, niby wszystko jest ok, jednak z drugiej. Cóż, coś tu nie współgra. Wciąż jest to jednak tak fajny samochód, że byłbym gotów ponownie przejechać prawie całą Polskę wzdłuż.
Co działo się dalej? Kolejnym wyzwaniem był szarpak i płyta poślizgowa, a do konkurencji wybrałem sobie Tucsona oraz IONIQ-a 9. Wnioski? Płyta poślizgowa toru Jastrząb jest bardziej śliska i wymagająca, niż w obiekcie Driveland koło Mszczonowa. Tutaj, możliwości hamowania samochodu są mniej więcej takie same, jak kamienia do gry w curling. Nie zmienia to faktu, że sprawność działania systemów bezpieczeństwa, zasługuje na najwyższe uznanie. Później był już drift. W tym wypadku, do dyspozycji posłużył mi IONIQ 6 w najmocniejszym, tylnonapędowym wariancie, o mocy 229 KM i nie. Wcale nie tak łatwo latać bokiem w samochodzie z takim stadem i masie dwóch ton. Granica między odzyskaniem przyczepności a utratą kontroli nad autem, jest tak cienka, że utrzymanie kontrolowanego poślizgu w czasie 3,2 sekundy, można uznać za naprawdę duży sukces.

Wybierz sobie Hyundai-a do slalomu i dlaczego nie jest to INSTER?
Następnie, przyszła pora na testy sprawnościowe. Pierwszym, był slalom za kierownicą INSTER-a. Możecie się śmiać, ale wbrew wymiarom samochodu, najmniejszy z Hyundaiów, wcale nie jest mistrzem zwrotności, o czym pisałem w osobnym teście. Większym wyzwaniem za to, okazał się test Stuarta, polegającym na pokonaniu toru i jednocześnie nie zgubieniu przewożonej na talerzu piłki. Jako że pierwszy raz wziąłem udział w takim teście, to ukończyłem próbę na ostatnim miejscu, ale z piłką na swoim miejscu.
Nareszcie dotarłeś do miejsca, w którym opowiem coś o gwieździe dzisiejszej imprezy. Hyundai IONIQ 6 N, to 650-konny potwór, zdolny rozpędzić się do 100 km/h w 3,2 sekundy i pędzić z robiącą wrażenie szybkością 257 km/h. Powyższy potok mocy oraz 770 Nm momentu obrotowego, trafia na obie osie niemal 5-metrowego auta, którego możesz mieć już za 343 700 złotych. Tyle z suchych danych, pora na fakty. Po pierwsze, moja styczność z samochodem, nie trwała dłużej niż jakieś cztery minuty. Fakt numer dwa — jeśli chcesz jeździć „eNką” w kasku, nie możesz mieć więcej niż 187 centymetrów wzrostu. Tak się składa, że mam tyle i ledwo wcisnąłem się do środka.

W cztery minuty, to można sobie narobić smaka na niebieskiego Hyundai-a.
Trzy, mimo elektrycznego napędu, producent dołożył wszelkich starań, by wrażenia z jazdy były jak najbardziej spalinowe. Dzięki systemowi N e-Shift, auto zachowuje się dokładnie tak, jakby faktycznie było wyposażone w dwusprzęgłową skrzynię DCT. N Active Sound + odpowiada za generowanie dźwięków odpowiednich dla (imitowanych) obrotów silnika, czy też jego obciążenia. IONIQ jest też wyposażony w łopatki, których pociągnięcie sprawi, że samochód zacznie się zachowywać dokładnie tak, jakby faktycznie miało skrzynię biegów. Naturalnie, nie miałem czasu aż tak obcować z samochodem, jednak nawet w trybie czysto automatycznym, dało się poczuć charakterystyczne kopniaki przy wyimaginowanych zmianach.
Powiedzieć, że Hyundai jest szybki, to jak nic nie powiedzieć. Samochód, który pędzi do setki w takim samym czasie, co Lamborghini Huracan Evo, praktycznie teleportuje się między zakrętami. Te z kolei, dzięki nisko położonemu środku ciężkości IONIQ-a, padają łupem przy szybkościach budzących powszechny szacunek. Ale osiągi nie są jedynym powodem, dla którego warto czuć respekt do auta. Rozkład mocy pomiędzy osiami, to 37:63, co oznacza, że „szóstka” ma wyraźną tendencję do nadsterowności. W szybszych i ciaśniejszych sekwencjach zakrętów, łatwo zbliżyć się do granic przyczepności, gdzie tylna oś zaczyna nadawać swój kierunek jazdy, a potem? Przecinam linię mety, atakuję lekki lewy i napadam w ostry prawy. Czas mojego okrążenia, to równe 50 sekund. Niby świetny czas, ale z moim rezultatem, nie znalazłem się nawet w pierwszej dziesiątce, a do najlepszego kierowcy, zabrakło mi prawie czterech sekund.

Na deser, wskoczyliśmy za kierownice gokartów, co było doskonałym wykończeniem fizycznym. Nie wiem tylko jakim cudem, ale mój samochód okazał się być najcięższy w stawce. Jak łatwo się domyślić, tym samym zaliczyłem najwolniejszy przejazd w grupie.
Marcin Koński
Zdjęcia Hyundai Experience Day:



















