Dwa nowe modele Hyundaia debiutują na polskim rynku: flagowy SUV Santa Fe oraz sportowy elektryk IONIQ 5 N.
Mniej więcej w połowie zeszłego roku poznaliśmy radykalnie zmieniony styl nowego Hyundaia Santa Fe. Koreański producent zamiast powielać bezpieczne schematy rzucił się na głęboką wodę prezentując mocno kontrowersyjny, pudełkowaty projekt nadwozia. To jasny sygnał, że model ten zyskał nową jakość i jest otwarty na nowych klientów. Właśnie otwartość jest cechą szczególnie eksponowaną w przekazie Hyundaia.
Pod hasłem “otwórz się na więcej” Koreańczycy ukryli wiele ciekawych funkcji, ale jedna z nich jest najważniejsza – tylna klapa. Właśnie od tego elementu zaczęło się projektowanie nowego Santa Fe. Ergonomiczny, szeroki dostęp do przestrzeni bagażowej ma być znaczącym ułatwieniem uprawiania wszelkich aktywności na świeżym powietrzu. W filmie promującym auto widzimy zresztą rodzinę urządzającą sobie piknik na “tarasie” z tyłu nowego Hyundaia. Ponadto w słupku C jest ukryty uchwyt ułatwiający dostęp do ładunku przewożonego na dachu np. boxa czy rowerów. Jeśli jednak nie wieziesz pasażerów, przestrzeń po złożeniu tylnej kanapy wystarczy, aby komfortowo przewieźć aż trzy rowery.


Nowy Santa Fe stawia na praktyczność. Jego walorem ma być przestrzeń i technologia użytkowa.
Tymczasem we wnętrzu rządzi technologia. Po raz pierwszy w samochodzie marki Hyundai zastosowano kokpit złożony z dwóch ekranów pod jedną zakrzywioną taflą szkła. Wygląda to efektownie, podobnie jak jakościowe materiały wykorzystane do wykonania wnętrza. Wiele z nich to tkaniny ekologiczne, jak materiał imitujący skórę posiadający europejski certyfikat klasy 1 (bezpieczny dla niemowląt). Z kolei ciemne elementy ozdobne na zewnątrz wykonano z odzyskanego w procesie recyklingu włókna węglowego. Podobnie jak Kia EV9, Hyundai Santa Fe ma pięć lub siedem miejsc, ale jest w ofercie jedna odmiana z dwoma osobnymi fotelami zamiast normalnej kanapy w drugim rzędzie.
W przeciwieństwie do EV9 nowy Hyundai Santa Fe nie jest elektrykiem, a hybrydą. Pod jego karoserią kryją się dwa warianty napędu – klasyczna hybryda szeregowa (180 KM) lub plug-in (160 KM). W obu typach główne skrzypce gra benzynowy silnik czterocylindrowy 1.6 T-GDI z bezpośrednim wtryskiem paliwa i turbosprężarką. Na innych rynkach Santa Fe będzie miał też hybrydę opartą o wolnossącą jednostkę 2.5 GDI (194 KM) oraz klasyczny napęd spalinowy 2.5 T-GDI (281 KM).
Polskie ceny w momencie prezentacji nie są jeszcze znane. Polski oddział Hyundaia opublikuje je wkrótce, ale z oficjalnego źródła możemy potwierdzić, że cena wyjściowa będzie podobna jak w modelu schodzącym z rynku. W tym momencie za największego SUV-a marki Hyundai trzeba zapłacić około 190 tys. zł. Pierwsze sztuki nowego Santa Fe dotrą do Polski w połowie bieżącego roku.


Drugą polską premierą Hyundaia jest elektryczny hot hatch – IONIQ 5 N
Trudno właściwie powiedzieć czy to hot hatch czy raczej “hot crossover” – bryła elektrycznego IONIQ’a 5 jest większa niż w kompakcie, ale nie jest też typowym SUV-em. W każdym razie jest to pierwszy model elektryczny spod znaku N. To duże zobowiązanie – do tej pory produkty działu N zbierały znakomite recenzje. Teraz marka chce zastosować zdobyte doświadczenie i sukcesy na polu samochodów elektrycznych.

Sportowe EV Hyundaia ma dwa silniki i moc systemową dochodzącą do 650 KM (po użyciu funkcji N Grin Boost). Przyspieszenie do 100 km/h przy użyciu launch control trwa zaledwie 3,4 s, a prędkość maksymalna wynosi 260 km/h. O hamowanie dbają cztery tarcze hamulcowe – dwie przednie o średnicy 400 mm, dwie tylne 360 mm. Na 21-calowe felgi nałożono sportowe opony Pirelli P Zero o szerokości 275 mm. Ta wyliczanka mogłaby trwać i trwać, a w miarę podawania kolejnych faktów trudno uwierzyć, że chodzi o pojazd marki Hyundai. Nie chodzi jednak o same liczby.
Koreańscy inżynierowie przy pomocy swoich kolegów z różnych centrów R&D Hyundaia w Europie i USA, postawili sobie za cel stworzenie pierwszego samochodu elektrycznego prawdziwie angażującego w jazdę. EV dla ambitnego kierowcy. Dlatego wokół IONIQ’a 5 N jest tyle szumu i dlatego bardzo chętnie wybrałem się na jego polską premierę.
Hyundai IONIQ 5 N naśladuje spalinowe hot hatche
Inżynierowie od kalibracji podwozia wraz z programistami spędzili mnóstwo czasu wymyślając jak można uczynić samochody elektryczne bardziej for fun. Wniosek był taki, żeby upodobnić zachowanie auta, jego reakcje i wydawane odgłosy, do spalinowych odpowiedników. Dlatego Hyundai IONIQ 5 N może odzwierciedlać krzywą momentu obrotowego silnika spalinowego, symulować zmiany biegów i hamowanie silnikiem. Ma też system podkładania dźwięku, aby wrażenia akustyczne zgrywały się z zachowaniem samochodu na drodze. Na deser dorzucono tryb Drift i elektroniczny dyferencjał ze szperą, aby efektywnie zamieniać wspomniane opony Pirelli w pisk i dym.

Oczywiście to dalej jest samochód na prąd i podlega normalnym dla EV ograniczeniom. Aby jednak szybko uzupełniać braki energii Hyundai wyposażył IONIQ’a 5 N w architekturę 800V i maksymalną moc ładowania 350 kW. Dzięki temu od 5 do 80% zasięgu można naładować w czasie 18 minut.
Odpowiednie oprogramowanie ułatwia też operowanie tym samochodem na torze. Posiada on rozbudowany system kondycjonowania baterii, który ma gwarantować stabilność osiągów na dłuższym odcinku z pełną prędkością. Kierowca może wybrać tryby Endurance do jazdy dłuższego stintu lub Sprint jeśli chce wykonać jedno maksymalnie szybkie kółko.

Oczywiście można te wszystkie zabawki wyłączyć i cieszyć się normalnymi atrybutami EV w codziennym użytkowaniu. Przy rozsądnej jeździe bateria o pojemności 84 kWh ma wystarczyć na pokonanie odcinka do 450 km (WLTP). Na koniec warto wspomnieć o wyglądzie. Stylizacja IONIQ’a 5 N powiela pewne schematy z innych modeli N. Są rozbudowane zderzaki z powiększonymi wlotami z przodu, duże koła i dedykowany lakier Performance Blue, wizytówka działu N.
Na polskim rynku Hyundai IONIQ 5 N będzie kosztował wyjściowo poniżej 370 tysięcy złotych. To najniższa cena na rynku w kategorii 600+ koni mechanicznych. Jednocześnie koreańska marka wyznaczyła poprzeczkę dla wszystkich, którzy w przyszłości chcieliby w tym segmencie konkurować. Samochody zaczną docierać do dealerów w pierwszych miesiącach tego roku.
Tekst i zdjęcia: Bartłomiej Puchała






