Elektryczne Ferrari dla purystów motoryzacji jest już w teorii pewnym problemem. Luce wygląda jednak tak kontrowersyjnie, że Włosi chyba będą mieli większy problem niż napęd. Chociaż pewnie chętnych nie zabraknie.
Osobiście na takie Ferrari bym się nie zdecydował, bo Luce jest dziwnym tworem. Ni to SUV, ni to coupe, a na pewno elektryczne auto mieszczące nawet 5 osób. Trochę w sobie ma z nowej Testarossy, a trochę z konceptów wygenerowanych w AI. Ogólnie chyba do salonu Ferrari nigdy nie zajrzę po kupno ich nowego samochodu, więc zakazu sprzedaży się nie boję!
Już jakiś czas temu, gdy pojawiły się fotki wnętrza Luce czułem, że będzie źle. Niektórzy zachwycali się minimalistycznym środkiem i samochodem z designem Apple. W technologii na pewno to pasuje. W motoryzacji? Moim zdaniem nie.

Podyskutujmy o nadwoziu
Bo jest nad czym. To pierwszy elektryk Ferrari, więc każdy projekt byłby czymś nowym i wymagającym akceptacji. Niestety tutaj projektanci pojechali chyba zbyt mocno. Malutkie światła, dziwna wnęka w pasie przednim i okrągłe światła z tyłu niczym ostatni Mercedes AMG 4-door. W ogóle dwukolorowe nadwozie i pastelowo kolory lakieru pasują bardziej do miejskich aut niż sportowych coupe. Sama sylwetka w ogóle trochę przypomina mi Teslę.
Wnętrze, tak jak wspomniałem jest minimalistyczne, pełne elektroniki i chyba zbyt nowoczesne jak na tę markę. Ciekawi za to kabina pasażerska, bo w tym Ferrari wygodnie ma podróżować więcej niż 2 osoby. Nawet bagażnik jest duży – niemal 600 litrów.

To jednak szybkie auto
Z jednej strony – Ferrari musi być szybkie. Z drugiej, zrobienie szybkiego elektryka to nie problem. Także z architekturą 800 V na pokładzie Luce może pochwalić się łączną mocą 1035 KM wykrzesanych z 4 silników elektrycznych. Większe i mocniejsze są przy tylnej osi (2 z mocą 844 kręcące się do 25 tysięcy obrotów na minutę). Do setki Luce rozpędza się w 2,5 sekundy. 200 km/h pojawia się po niecałych 7 sekundach, a prędkość maksymalna to 310 km/h.
Bateria o pojemności 122 kWh ma zapewnić zasięg do 530 km. Do tego bardzo szybkie ładowanie – do 350 kW.

O niesamowitą jazdę ma dbać system 4 kół skrętnych oraz nowoczesne zawieszenie aktywne znane z Purosangue. No i oczywiście, większa moc na tylnej osi ma również dać kierowcy sporo frajdy. Auto waży ponad 2,2 tony, a rozkład masy jest niemal równy. Więcej, bo 53% jest z tyłu.
W aucie zastosowano autorskie rozwiązanie do przenoszenia napędu, więc nie mamy tu znanej skrzyni biegów. Kierowca będzie mógł jednak zmieniać siłę rekuperacji lub mapę pracy układu napędowego.
Niestety Ferrari zdecydowało się na sztuczny dźwięk silnika V8 lub V12 w środku.

5-metrowe Luce będzie kosztować 550 tysięcy euro. A to oznacza, że będzie to jeden z najdroższych aut na rynku.
Macie wolne ponad 2 miliony złotych na świeże Ferrari?
Konrad Stopa
fot. Ferrari







