Maxus to azjatycki producent, który twierdzi, że jego samochody posiadają off-roadowy charakter. By nas do tego przekonać zabrał dziennikarzy i parę aut w teren. Czy to wystarczyło?
Jakie jest wasze pierwsze skojarzenie z nazwą Maxus? Moim, kilka lat temu, były marnej jakości chińskie auta dostawcze. W wakacje tego roku jednak miałem okazję testować Maxusa e-Terron 9, który odmienił moje postrzeganie o tej marce o 180 stopni.
Czemu? Zaimponował mi jakością wykonania, sprawnością, a także możliwościami terenowymi. Tym bardziej z radością pojechałem na Tor Modlin sprawdzić jak naprawdę można w terenie katować zarówno elektrycznego e-Terrona, jak i jego nowego spalinowego brata – T60 Max. Jeden na prąd, drugi zasilany silnikiem diesla. Oba z pełnoprawnym napędem na cztery koła, gdzie zarówno mechaniczne jak i elektroniczne anioły stróżę dbają by zawstydzić konkurencję.
Maxus Off-road 4×4 Test Day na filmie:
Co mieliśmy do dyspozycji?
Maxus T60 Max napędzany jest przez znaną i lubianą, dwulitrową jednostkę wysokoprężną. Generuje skromne 218 KM i aż 500 Nm momentu obrotowego. Wszystko (głównie dzięki podwójnemu doładowaniu), naprawdę sprawdziło się to w terenie. Dla sztywności i stabilności zintegrowano tu podwozie z ramą, w wyniku czego ładowność paki to 1000 kg. O to by w terenie sobie radził bez ingerencji sił wyższych zadbały 4 tryby jazdy, w tym jeden automatyczny, oraz 8-stopniowa skrzynie biegów ZF, a także skrzynia rozdzielcza BorgWarner. Dzięki temu moment obrotowy dystrybuowany jest bez opóźnień, niezależnie od podłoża. Cena T60? Od 135 tysięcy złotych netto. Jak na te możliwości – niemal jak za darmo.

E-Terron 9 z kolei jest kompletnie nowym podejściem do połączenia offroadu i komfortu. Moc 442 KM dostarczana jest przez dwa zestawy silników – ten na przedniej osi ma 170 KM, a drugi 272 KM. Dzięki niezależnemu zawieszeniu pneumatycznemu (135 mm regulacji!) oraz podwójnym wahaczom przy każdym z kół to, co wyczynia w terenie to auto przeczy logice. 5.8 sekundy do setki na asfalcie i dosłownie minimalnie mniej w terenie robi ogromne wrażenie. Niemal jakby potrafił latać. Mimo wagi 2850 kg… Jest ciężki, ale niesamowicie stabilny.

Najbardziej byłem ciekawy jednak tego bardziej nowoczesnego modelu. Rozwiązania związane z reduktorem i trybami pełzania oraz zjazdu z góry są mi już znane. Ale już podczas testu zachodziłem w głowę jak elektronika napędzająca każde koło oddzielnie poradzi sobie w prawdziwym terenie. Czy się zawiodłem? Kto był górą? Jak wyglądają te napędy w szczegółach? I czy najpierw złamaliśmy się my czy auta? (w sumie było do tego blisko…).
O tym wszystkim opowiadam w materiale video podlinkowanym wyżej.
Mateusz Próchnicki
Zdjęcia Maxus Off-road 4×4 Test Day:






Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube







