Cadillac Escalade znany jest z amerykańskich ulic, ale też filmów i teledysków. Ten ogromny SUV mocno kojarzy z Ameryką niczym Mustangi. Właśnie pojawiła się jego nowa wersja.
Nowy Cadillac Escalade to klasa sama w sobie. Auto jest na tyle duże i luksusowe zarazem, że zapewne znalazłoby na siebie chętnych w wymagającym rynku arabskim lub chińskim. W USA na pewno też nikt nim nie pogardzi.
Wizualnie samochód wygląda tak jak każdy Escalade. Duże koła (22-24 cale), proste kanciaste rysy, sporo chromu i przyciemniane szyby. Do tego niczym w europejskich autach – świeci się grill i znaczki.

Do środka prowadzą spore drzwi, które mogą elektrycznie otworzyć się w czasie kiedy ktoś z kluczykiem podchodzi do auta. Taki bezkluczykowy dostęp 2.0.
W środku oprócz przestrzeni wrażenie zrobią świętne materiały jak skóra i drewno, ale chyba największe wow, to 55-calowy ekran na desce rozdzielczej. Tak dobrze napisałem, w rozmiarze mojego TV z salonu Cadillac wyposażył flagową limuzynę. Ekran ten jest jednocześnie wirtualnymi zegarami, systemem infomedialnym i dotykowym wyświetlaczem dla pasażera.
Pasażerowie z tyłu muszą korzystać ze zwykłych ekranów w zagłówkach i wysuwanych stolików, o ile ktoś kupi te opcje.

Pod maską tej niemal ciężarówki jest tylko jeden motor o pojemności 6,2 litra i ośmiu cylindrach w układzie V. W najsłabszej wersji generuje on 426 KM (624 Nm), ale jest jeszcze wariant ze sprężarką i mocą 691 KM (885 Nm).
Kierowca do dyspozycji ma oczywiście napęd 4×4 i 10-biegowy automat.
Oficjalnie auto nie trafi do Europy
W Stanach ceny modelu startują od 112 tysięcy dolarów, więc może za jakiś czas na Coparcie uda wam się ustrzelić go taniej, ale transport wyniesie na pewno sporo.
Konrad Stopa
fot. Cadillac







