BYD na tle konkurencji wyróżnia się swoją strategią produktową. Nie idzie w półśrodki i serwuje swoim klientom wyłącznie elektryki oraz hybrydy typu plug-in. Dotyczy to także segmentu B. BYD Atto 2 DM-i to jedna z najtańszych hybryd typu plug-in na rynku i możemy ją wyrwać za 114 800 złotych. Gdzie jest haczyk?
Miałem już okazję jeździć elektrycznym Seal oraz hybrydowymi Seal U oraz Sealion 5. Teraz w moje ręce wpadł Atto 2 DM-i, który wyróżnia się na tle rodzeństwa. Wszak mówimy o ich najtańszym SUV-ie, a co więcej, jego nazwa nie nawiązuje do oceanu. Prawdę mówiąc, szyld Atto szybciej kojarzyłby mi się z Seatem niż z chińską marką. Jednak nazwa nie ma tu szczególnego znaczenia, gdy mówimy o samochodzie, który możemy wyrwać w bardzo rozsądnych pieniądzach z ciekawym układem napędowym. Niestety, nie wszędzie jest kolorowo.

Vitara po liftingu
Wizualnie nie jest to samochód, który nas porwie. Oczywiście nie można odmówić mu estetyki czy też nazwać go brzydkim kaczątkiem. Dostaliśmy prosty projekt pozbawiony zbędnych udziwnień i dodatkowych detali. Co ciekawe, jeden z moich znajomych stwierdził, że BYD Atto 2 wygląda jak Suzuki Vitara po liftingu. Cóż, ja aż tak skory do tego porównania nie jestem, aczkolwiek chińskie marki lubią wzorować się na bardziej popularnej motoryzacji. Z przodu znajdziemy proste reflektory LED otoczone chromowaną wstawką oraz czarny panel z szyldem producenta. Nie zabrakło też prawdziwych przelotów powietrza w rogach zderzaka oraz sporego wlotu w jego dolnej części.
Profil boczny jest bardzo stonowany i prawdę mówiąc nie znajdziemy tam nic, co przykuje naszą uwagę. Mamy nadkola oraz progi boczne wykończone plastikowymi nakładkami, 17-calowe felgi o prostym wzorze oraz dwukolorowe wykończenie tylnego słupka. Z tyłu z kolei znajdziemy nieco przereklamowaną listwę świetlną LED łączącą proste światła, które doczekały się sygnatury w kształcie odwróconej ósemki. I to chyba one najbardziej przyciągają wzrok. Całościowo design tego samochodu nie jest powalający, jednak nie możemy odmówić mu estetyki.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Możemy natomiast przyczepić się do bagażnika. Katalogowo pomieści on 425 litrów, jednak szybkie spojrzenie na kufer od razu sugeruje, że Chińczycy mijają się z prawdą. Rzecz jasna podali oni ten wynik wraz z wnękami po bokach oraz miejscem pod podłogą, gdzie możemy wrzucić nasze kable. Jednak podali oni również pojemność z miejscem, które z reguły zajmuje nasze wypełnienie. Możemy w nim umieścić nasz zestaw naprawczy czy trójkąt ostrzegawczy, jednak wyjęcie samego wypełnienia mija się z celem. Skrywa ono powiem nasz osprzęt od hybrydy, więc i tak nic sensownego tam nie wrzucimy. Z kolei po złożeniu tylnych siedzeń uzyskujemy maksymalnie 1335 litrów przestrzeni załadunkowej.

Prostota i użyteczność
Podobnie jak w przypadku nadwozia, Chińczycy zrezygnowali z wszelakich udziwnień i skupili się na tym, czego europejscy klienci potrzebują. Z tego chociażby powodu nie mamy już obracalnego, centralnego ekranu. Osobiście nie narzekam na brak tego bajeru. Był on dla mnie całkowicie zbędny, a do tego w orientacji pionowej nie obsługiwał chociażby Android Auto oraz Apple CarPlay. Sam system jest jak najbardziej przyzwoity, ale brakuje mi przycisku umożliwiającego wyłączenie wszystkich systemów bezpieczeństwa jednym kliknięciem. Niestety w imię tej samej zasady BYD zaserwowało nam okrojone zegary. Nie jestem ich zwolennikem i zdecydowanie lepiej oceniałem wskaźniki, które dostaliśmy w BYD Seal U. Bowiem z poziomu kierownicy mogliśmy ustawić chociażby klimatyzację.
Przynajmniej Chińczycy nie wkleili zegarów chamsko w deskę rozdzielczą jak w Sealionie 5. Zamiast tego został on wkomponowany w kokpit i dostaliśmy chociażby pseudo daszek. Czy wygląda to ładnie? Z pewnością jest to kwestia sporna i mi osobiście takie rozwiązanie nie przypadło do gustu. Ale każdy powinien ocenić to sam. Tuż przed zegarami znajdziemy uproszczoną kierownicę, która prezentuje się przeciętnie. Jej największą zaletą jest brak piano black. Jego nie znajdziemy także w całym kokpicie, co było dla mnie miłym zaskoczeniem. W droższych modelach BYD było go sporo, więc w najtańszym SUV-ie producenta też mogłem się go spodziewać. Kolejnym miłym zaskoczeniem była wentylowana ładowarka indukcyjna, podgrzewane przednie fotele i kierownica oraz możliwość regulacji wysokością fotela pasażera. Tej w innych modelach producenta nie mieliśmy. Z drugiej jednak strony pasażer musi manualnie ustawić fotel, podczas gdy kierowca może posiłkować się elektroniką.
Test wideo BYD Atto 2:
BYD pozytywnie zaskoczyło mnie ilością miejsca w tylnym rzędzie. Jak na samochód mierzący 4330 mm długości, 1830 mm szerokości, 1675 mm wysokości oraz mogącego pochwalić się rozstawem osi wynoszącym 2620 mm, dostaliśmy ogrom przestrzeni. Mając 176 cm wzrostu miałem jeszcze sporo miejsca na kolana i nad głową. Nieco gorzej było ze stopami, ale nadal nie było tragedii. Mamy też bardzo wygodną kanapę, w której możemy regulować kąt oparcia, jednak zabrakło mi podłokietnika oraz cupholderów. Co ciekawe nadal mamy bardzo niewygodne środkowe siedzenia.
Mały pocisk
BYD uznało, że zaserwuje nam w Atto 2 ten sam układ napędowy, co w większym Sealion 5. Tym samym dostajemy 1,5-litrowego benzyniaka, który dostarcza nam 98 KM mocy, natomiast łącznie hybrydowy układ napędowy serwuje nam 212 KM mocy i 300 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Jak na tak kompaktowy samochód są to liczby w zupełności wystarczające i pierwsza setka wskoczy na licznik katalogowo w 7,5 sekundy. O dziwo podczas moich prób udało mi się osiągnąć czas 6,7 sekundy. Być może BYD przekłamuje ten czas na swoim timerze, jednak nie można odmówić Atto 2 dynamiki. Do tego specyfika układu DM-i sprawia, że samochód jest bardzo elastyczny i płynnie przyśpiesza przy każdej prędkości.

Na szczęście miałem okazję testować mocniejszy wariant Boost, więc tym samym dostałem większy akumulator o pojemności 18 kWh i maksymalnej mocy ładowania 6,6 kW. Brzmi to zdecydowanie lepiej niż bateria 7,8 kWh oraz moc ładowania 3,3 kW. Chociaż… maksymalnie udało mi się ładować go z mocą 4,0 kW, a przy 60 procentach moim oczom ukazał się zdumiewający wynik 1,9 kW. Nie wiem czy jest to problem testowanego przeze mnie egzemplarza, czy też całego modelu, ale warto zwrócić na to uwagę.
Gdy jednak mamy w pełni naładowany akumulator to rzekomo zdołamy przejechać do 90 km w cyklu mieszanym oraz do 150 km w cyklu miejskim. Moje wyniki spalania twierdzą, że są to wartości nierealne. Podczas jazdy miejskiej zużywałem między 14, a 14,5 kWh, więc z prostej matematyki wychodzi, że 150 km z takim zużyciem nie wyciągniemy. Z kolei na autostradzie zużywałem 7 kWh i spalałem 6 litrów na setkę. Z kolei gdy już wyczerpiemy nasz życiodajny prąd, to w mieście będziemy spalili blisko 5,3 litra. Nie są to złe wyniki dopóki nie wybierzemy się na autostradę. Tam moim oczom ukazało się spalanie na poziomie 8,5 litra. Dużo.. za dużo. Lepsze rezultaty wyciągałem w większym Sealion 5 czy Seal U.

Jest tanio, ale nieprecyzyjnie
Mamy także zawieszenie, do którego nie mogę się przyczepić. Świetnie radziło sobie na łódzkich ulicach, czyli krainie dziurami płynącej. Nie mogłem narzekać na komfort tłumienia nierówności, a przy dynamiczniejszej jeździe także dawało radę. Nie to co układ kierowniczy. Ten jest ospały i mógłby być bardziej precyzyjny. Jeżeli jednak potrzebujemy tego samochodu wyłącznie do miasta, to myślę, że taki duet nam w zupełności wystarczy. Podobnie jest z wygłuszeniem, które dobrze radzi sobie do 100 km/h potem zaczynają się schody, a przy 140 km/h jest naprawdę głośno. Z kolei asystenci bezpieczeństwa nie są tak nachalni jak u „europejskiej” konkurencji. Czasem informowali mnie o swojej obecności, jednak nie było to drażniące.
Jest jeszcze cena z ogromnym upustem. Katalogowo możemy dostać BYD Atto 2 DM-i w wersji Boost za 134 285 złotych, jednak obecnie wyrwiemy je za 127 600 złotych. Do tego dopłacamy wyłącznie za opcjonalne lakiery 3400 złotych. Jeżeli jednak wystarczy nam słabsza wersja, to te dostaniemy obecnie za 114 750 złotych. W tej cenie mamy 6-letnią gwarancję na samochód oraz 8-letnią gwarancję na baterię i silnik elektryczny. Za tę cenę jest to bardzo przyzwoity samochód.

BYD Atto 2 DM-i ma dwa oblicze. Po pierwsze jest to samochód, który świetnie sprawdzi się jako hybrydowy mieszczuch. Jego układ kierownicy jest momentami ospały, a zawieszenie sprawdzi się świetnie wyłącznie w miejskiej dżungli. Możemy również liczyć na niezłe spalanie. Do tego, gdy mamy możliwość ładowania Atto 2 w pracy lub w domu możemy jeździć nim praktycznie za darmo
Mamy też jego mroczną stronę. Gdy musimy go ładować na publicznych ładowarkach, to pojawia się problem, a mianowicie moc ładowania. Z kolei poza terenem zabudowanym nasze spalanie da nam się we znaki. Dopóki mamy prąd na akumulatorze jest znośnie. Natomiast przy pustej baterii bardzo szybko zaczniemy osuszać nasz bak. Jeżeli ktoś poszukuje samochodu, który posłuży mu do jazdy miejskiej to będzie z niego zadowolony. Natomiast w innym wypadku poczuje rozczarowanie. To nie jest uniwersalny samochód. Teoretycznie damy radę nim jeździć po mieście bez ładowania i nie mamy wówczas wysokiego spalania, jednak w trasie nie jest to najlepszy pomysł.
Damian Kaletka
Zdjęcia BYD Atto 2 DM-i:







































Dane Techniczne BYD Atto 2 DM-i:
Silnik: R4 plus silnik elektryczny
Pojemność: 1498 cm3
Sumaryczna moc: 212 KM
Sumaryczny moment obrotowy: 300 Nm
0 – 100 km/h: 7.5 s (osiągnięty czas: 6,9 sekundy)
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Cena: 134 285 złotych, obecnie z upustem 127 600 złotych







