Bugatti La Vioture Noire – one-off za kosmiczne pieniądze

Bazujące na Chironie i Divo Bugatti La Voiture Noire to zlepek kosmicznych liczb. Przy tym nie kosztuje walizki pieniędzy, bo nikt nie produkuje tak dużych walizek.

Dawno, dawno temu Jean Bugatti posiadał na własność jedno z 4 sztuk modelu 57 SC Atlantic. Akurat losy tego egzemplarza nie są znane, gdyż zaginął on podczas II Wojny Światowej. Pozostałe 3 auta istnieją do dziś i mają się dobrze, ale Bugatti postanowiło wypełnić lukę po brakującym Atlanticu czymś świeżym.  Efektem prac jest La Voiture Noire, czyli Czarny Samochód – najdroższe nowe auto kiedykolwiek wyprodukowane.

Za unikalny one-off ze stajni Bugatti trzeba było słono zapłacić. Podczas prezentacji z ust prezesa firmy padła kwota – 16,5 mln euro, czyli ok. $18,68 mln. Dla porównania dotychczasowy rekordzista – Rolls-Royce Sweptail – kosztował około $12,8 mln. Podobno nabywca znalazł się od razu gdy tylko Bugatti ujawniło plany zbudowania czegoś takiego. Nie wiemy o nim nic oprócz tego, że jest entuzjastą marki.

Oczywiście ten egzemplarz Bugatti to nie tylko imponująca metka z ceną. Tak jak Chiron i Divo ma on układ napędowy oparty na silniku 8.0 W16 quad-turbo o mocy 1500 KM i momencie 1600 Nm. Możemy tylko domyślać się, że osiągi ma równie imponujące.

Z zewnątrz hołd modelowi Atlantic oddano wieloma ciekawymi detalami. Z tyłu widać aż 6 końcówek wydechu, tak jak w legendarnym poprzedniku. Przez całą długość nadwozia poprowadzono charakterystyczny grzebień – dziś to tylko estetyka, a kiedyś właśnie tam nitowano ze sobą panele nadwozia. Poza tym wydłużony przód i reflektory pociągnięte głęboko na błotniki oraz wloty powietrza na masce wykończone unikalnym wzorem.

bugatti la voiture noire 1024x576 Bugatti La Vioture Noire   one off za kosmiczne pieniądze

Interesujące, że nie pokazano wnętrza samochodu. Albo nie zostało ono skończone przed salonem genewskim, albo jest mocno spersonalizowane dla właściciela, który nie życzy sobie tego ujawniać.

Bartłomiej Puchała
fot. Bugatti

Dyskusja

komentarzy

Bartłomiej Puchała

Bartek Puchała

Nie jest fanem szybkiej jazdy. Dużo większą przyjemność sprawia mu płynność prowadzenia. Dziennikarstwo motoryzacyjne to dla niego zabawa i hobby, choć marzy o przejściu na zawodowstwo. Miłośnik youngtimerów i sleeperów oraz kultowego już Top Gear - posiadacz wszystkich wydanych numerów polskiej wersji magazynu. Na co dzień upala prawie trzydziestoletnie W124.