Jeżeli patrzysz na ten nagłówek i zastanawiasz się jak do samochodu spod szyldu BMW trafił absurdalny silnik W10 od Volkswagena, to już Ci podpowiadam. Tym BMW M5 jeździł sam Ferdinand Piëch. Teraz może być twój za „jedyne” 250 000 euro.
Oczywiście to nie tak, że ówczesny szef Volkswagena Ferdinand Piëch, uznał, że jego koncern robi fatalne samochody i chcąc kupić luksusową limuzynę musi zajrzeć do konkurencji. Jego historia jest zdecydowanie bardziej szalona. Otóż za kadencji Piëch powstało kilka absurdalnych pomysłów, a jednym z nich był właśnie ogromny, 5-litrowy silnik W10. Nigdy nie trafił on do seryjnej produkcji, a co więcej, nie trafił nawet do żadnego testowego samochodu Volkswagena. Z bardzo prozaicznej przyczyny – niemiecki koncern nie miał odpowiedniej platformy do tego silnika. Piëch potrzebował solidnej limuzyny z napędem wyłącznie na tył i manualną skrzynią biegów. Więc zamiast tworzyć samochód od zera skorzystał z dobrodziejstwa inwentarza. W tym przypadku inwentarza BMW.
Grupa Volkswagena kupiła BMW M5 E39 i zastąpiło jego V8 nowym, 5-litrowym silnikiem z aluminiowym blokiem i dziesięcioma cylindrami współpracującymi z jednym wałem korbowym. Zapomnijcie też o jakimkolwiek turbodoładowaniu. Ten niedorzeczny silnik serwował nam 480 KM mocy oraz 592 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Czyli de facto więcej od BMW M5 o 80 KM mocy i 92 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Co ciekawe, zachowali seryjną, manualną przekładnię tego samochodu.

Silnik to nie wszystko
Nie jest to jednak jedyna modyfikacja, jaką wprowadził do samochodu Volkswagen. Inżynierowie pozbyli się ABS-u, kontroli trakcji oraz stabilizacji toru jazdy. Mamy też niezależny sterownik silnika, a tradycyjne zegary zastąpiono wyścigowym zestawem wskaźników Stack. Projekt nie wyszedł poza struktury badawczo-rozwojowe Volkswagena, a sam koszt projektu wynosił nawet 2 miliony euro. Co ciekawe, testowe BMW M5 nie służyło wyłącznie jako muł testowy Volkswagena, lecz na co dzień jeździł nim sam Ferdinand Piëch. Finalnie 5-litrowe W10 powstało w nakładzie zaledwie 3 egzemplarzy, w czym tylko jeden trafił do samochodu.
Obecnie jest on zarejestrowany w Słowacji, jednak już wkrótce zmieni swojego właściciela. Dom aukcyjny Broad Arrow Auctions wystawi je 9 października podczas Zoute Concours Auction w belgijskim Knokke-Heist. Szacunkowa wartość tego samochodu wynosi między 250 000 a 350 000 euro. To kwota, która znacznie przewyższa większość seryjnych BMW M5, jednak nie jest to zwykły samochód. Co ciekawe, wraz z tą nietypową maszyną nowy właściciel uzyska drugi silnik W10 jako samodzielną jednostkę napędową. Tym samym będzie miał w swoim garażu aż dwóch z trzech wyprodukowanych silników. Jeżeli jesteś zainteresowany tym samochodem, to musisz pamiętać o jednej rzeczy, mianowicie samochód nie ma świadectwa zgodności CoC, więc jego rejestracja w innym kraju niż Słowacja może być problematyczna.
Damian Kaletka
fot. Broad Arrow Auctions







