Benarrow PB5 – ociężałe Audi dla wybrednych

Luksusowe coupe, które – jak bardziej spostrzegawczy zauważą – jest przebudowanym Audi. Nawet dodam, że mowa o S5 i to tej lepszej, z filmu Hitman, w którym czeluście pod maską szczelnie wypełniało wolnossące V8 o pojemności 4.2 litra. Tutaj silnik otrzymał dodatkowo kompresor, dzięki któremu produkuje 510 koni dostępnych dopiero przy 7 tysiącach obrotów na minutę.

Jeśli jednak oczekujecie piorunującego przyspieszenia, mimo dość ociężale wyglądającego nadwozia, to dodam, że nie tylko tak wygląda, ale faktycznie jest ciężkie. Benarrow waży tyle, co przeciętny duży SUV pokroju BMW X5, czy Audi Q7, czyli równo 2100 kg. To dlatego sprint do 100 km/h trwa 4.5 sekundy. Prędkość maksymalna za to wydaje się być absolutnie wystarczająca dla Gran Turismo – to 302 km/h. Co więcej, jest ona absolutnie bezpieczna, gdyż za przemyt koni mechanicznych na koła odpowiada napęd quattro, który działa w sposób absolutnie najnudniejszy z możliwych.

„Nudny” nie będzie jednak najodpowiedniejszym określeniem nadwozia. Kiedy patrzę na auto z boku, przychodzi mi na myśl pancernik z Monachium, czyli BMW 5 GT, a to za sprawą ogromnej ilości blach i niewielkich okien. Obła karoseria typu fastback zaczyna się pionowym pasem przednim, który wygląda dość osobliwie – zdecydowanie dominują tu okrągłe światła (podwójne reflektory, światła przeciwmgłowe i kierunkowskazy) rozdzielone wąską atrapą chłodnicy, na której bryluje dość spore logo, wyglądające jak koło zębate. Pod grillem nie znajdziecie za to ogromnych wlotów powietrza do wszelkiej maści chłodnic. Ważniejsze jest, by można było zainstalować tablicę rejestracyjną. Dopiero pod nią znalazły się dodatkowe, symboliczne miejsca uchwycenia życiodajnej zupy, z czego najzdrowszy jest tlen (bo daje siłę ;) ).

Przechodząc do tyłu, wrócę do profilu, gdzie znajdziecie chyba najlepiej dopasowane rozmiarem koła, do masywności błotników. Owe felgi mierzą 20 cali średnicy i szczelnie wypełniają nie mniej wydatne nadkola. Zadek Benarrowa jest najmniej urodziwy, a to za sprawą jego rozmiaru i czterech czerwonych punkcików, które mogą przywodzić na myśl pryszcze piętnastolatka. Gdyby nie sam charyzmatyczny ryk silnika, wydobywający się przez dwie szczeliny w zderzaku, to zapewne nawet nie chciałbym się tam nawet zapuszczać. Szczerze żałuję, że nie można było tego zgrabniej zakończyć.

W środku nie jest normalniej. Co prawda jest tu dość dużo zapożyczeń od Audi, jednak wszechobecność czerwonych skór połączonych z chromem wyglądają dość kiczowato. Jeszcze gorzej prezentują się kratki wlotu powietrza, które pasują tu jak pięści do nosa. Dlatego? Bo kokpit jest praktycznie żywcem przeniesiony ze wspomnianego Audi S5, a owe kratki – wprost z pierwszego Audi TT – auta, które pojawiło się na rynku 9 lat wcześniej od sportowego coupe spod znaku czterech pierścieni. Jakbym miał wybrać najładniejszy element wnętrza, to zdecydowanym faworytem byłyby zegary, które są po prostu piękne. Popatrzcie tylko na klasyczną czcionkę i loga umieszczone na wskazówkach.

Ale Benarrow właśnie musi trochę szokować. Jeśli nie swoimi możliwościami, to właśnie za sprawą dyskusyjnego wyglądu, czy krzykliwego wystroju wnętrza, a indywidualizm ma swoją cenę. I to całkiem nie małą, bo przekraczającą 1 161 000 zł. W gratisie otrzymacie za to świetne osiągi i przepustkę do klubu 300+ km/h.

Marcin Koński

 

 

fot. blog.motosound.de, skyliner42.blogspot.com, n-tv.de, blog.motosound.de, urban-society.de, onlycarsandcars.blogspot.com,diarimotor.com

Dyskusja

komentarzy