Nie każdy kocha kombi, jednak testowane przeze mnie Audi A5 Avant to naprawdę wyjątkowy samochód. Nie tylko wygląda świetnie, lecz również świetnie się je prowadzi. Niestety znajdziemy w nim kilka mankamentów.
Na rynku znajdziemy pełno kombi, które w żadnej mierze nie porwą nas swoją stylistyką. Co gorsza, często wydłużone nadwozia wygląda bardzo nienaturalnie i tylko oszpeca samochód. Jednak nie w Audi. Niemiecka marka pokazała, że potrafi robić nieziemskie samochody, które przyciągają wzrok. Już podczas mojego odbioru tego samochodu z parku prasowego stwierdziłem, iż jest to bardzo widowiskowy samochód. I to wykonany w starej dobre szkole bez żadnych podróbek. Nie znajdziemy tutaj rury wydechowej ukrytej pod zderzakiem, czy też atrap wydechu na zderzaku. Mamy faktyczne dwie końcówki wydechu. Tak samo z przodu nie ma mamy żadnych zaślepek tylko prawdzie przeloty powietrza w rogach zderzaka. Te zostały jeszcze zaakcentowane wstawką z piano black.
Dostaliśmy także agresywnie narysowane przednie reflektory, które doczekały się estetycznej sygnatury świetlnej. Warto także wspomnieć, że mamy do wyboru 8 różnych sygnatur świetlnych, a same reflektory są rzecz jasna adaptacyjne i świetnie oświetlają nam drogę. Centralnie mamy ogromny grill, który dominuje na przodzie pojazdu wraz ze sporym wlotem powietrza w dolnej części zderzaka. Mamy też wiele wyraźnych przetłoczeń, które znajdziemy także na przedniej masce pojazdu.

Oszałamiające nadwozie z kompaktowym bagażnikiem
Jednak najbardziej widowiskowo prezentuje się bok pojazdu. Przede wszystkim nasz wzrok przyciągają ogromne 20-calowe felgi wykonane ze stopów lekkich, za którymi spoczywają czerwone zaciski hamulcowe. Mamy też świetnie narysowane linie pojazdu, które zdradzają nieco sportowy charakter A5. Elementem, który niekoniecznie mnie przekonuje jest czarna wstawka na progu bocznym. Została ona wykończona w kolorze piano black. Z jednej strony sprawia, że z daleka samochód prezentuje się jeszcze lepiej, jednak… po każdej przejażdżce przy gorszej pogodzie będzie ona cała zabrudzona. Mamy też port ładowania i przy nim mam większy zarzut. Otóż nie mamy tu złącza CCS i możemy ładować hybrydę z mocą do 11 kW. Kiepsko. Z kolei z tyłu poza nieco już przereklamowaną listwą świetlną LED mamy zderzak wykończony w kolorze błyszczącej czerni wraz z dyfuzorem oraz mocno pochyloną tylną szybę. Ta niestety poważnie ogranicza nam przestrzeń załadunkową.
Niestety muszę przyznać, że bagażnik Audi A5 Avant mnie mocno rozczarował. Jak na samochód mierzący 4829 mm długości, 1860 mm szerokości oraz 1444 mm wysokości dostajemy minimalistyczny bagażnik. Ten naturalnie zdoła pomieścić 361 litrów. Niestety ze względu na cały osprzęt niezbędny dla hybrydy nie mamy dodatkowego miejsca pod podłogą bagażnika. Z kolei po złożeniu tylnych siedzeń otrzymamy maksymalnie 1306 litrów przestrzeni załadunkowej. Mało. Do tego mamy wyraźny uskok na granicy foteli a podłogi bagażnika. Z kolei gniazdko 12V znalazło się tuż obok siatki ułatwiającej zagospodarowanie przestrzeni w naszym bagażniku. Jeżeli jednak coś do niej wrzucimy, to utrudnimy sobie dostęp do gniazda 12V. Mamy też przycisk od wysuwanego haka. Ten w moim egzemplarzu był źle spasowany i każde jego użycie wiązało się z wyciągnięciem go wraz z kablami. Jednak rzekomo był to problem wyłącznie mojego samochodu, a nie całego modelu.

Plastikoza wnętrza
Największą bolączką tego samochodu jest natomiast jego wnętrze. Szczerze mówiąc po marce premium i modelu A5, który jednak nie znajduje się na dole niemieckiej oferty, nie spodziewałem się takiego wnętrza. Otóż w kokpicie znajdziemy same drogie materiały pokroju… piano black. Przeżyłbym, gdyby znalazło się ono wyłącznie na kierownicy. Ekrany nim otoczone również mógłbym jakoś przełknąć. Jednak zaserwowanie nam całego tunelu środkowego w piano black jest już przesadą. Pomijając fakt, że nie jest to najdroższy materiał, to cholernie się brudzi i kurzy. Jak ktoś lubi, gdy jego ślady palców zostają z nim na dłużej, to może być zadowolony, jednak ja takich przyjemności nie trawię. Do tego ilość twardych materiałów jest powalająca. Deska rozdzielcza pokryta jest materiałami, które choć wyglądają dobrze są cholernie twarde.
Sytuacje ratują nieco opcjonalne fotele ze zintegrowanymi zagłówkami. Są one bardzo wygodne, a do tego oferują funkcję masażu i zapamiętywania ustawień. No i są rzecz jasna podgrzewane oraz wentylowane i świetnie wyglądają. Nieco gorzej przestawia się natomiast kierownica. Ta również jest opcjonalna i muszę przyznać, że świetnie leży w dłoni. Jednak ponownie drażniły mnie „przyciski” wykończone piano black. Tak samo drażniło mnie piano black wokół ekranów. Na szczęście same wyświetlacze były przejrzyste i rzadko kiedy się przycinały. Bardzo szybko odnalazłem się w systemie inforozrywki i nie mogę nic mu zarzucić. Podobnie jak zestawowi kamer, te są bardzo przyzwoite.
Test wideo Audi A5 Avant:
Podobnie sytuacja przedstawia się w tylnym rzędzie siedzeń, gdzie materiały też mogłyby być bardziej miękkie. Jak przystało na samochód o rozstawie osi mierzącym 2892 mm dostajemy ogrom przestrzeni na nogi i głowę. Z wyjątkiem środkowego siedzenia. Mamy ogromny tunel środkowy, który znacząco utrudni podróż naszemu piątemu pasażerowi. Mamy też dach panoramiczny podzielony na segmenty, których możemy zmienić stopień przepuszczalności światła. Miła odmiana dla tradycyjnej roletki. Jednak całościowo zawiodłem się na Audi i materiałach, które nam zaserwowało.

Wiele można wybaczyć
O większości potknięć projektowych A5 Avant zapominamy wraz z pierwszym pokonanym zakrętem, gdyż ten samochód prowadzi się wręcz bajecznie. Muszę przyznać, że miałem miłą odmianę po moim teście Omody 9, gdzie samochód miał tendencje od odbijania w prawo. Moją pierwszą myślą po przejechaniu się A5 było „Boże, ten samochód jedzie prosto”. Abstrahując już od problemów chińskiego SUV-a, muszę przyznać, że A5 Avant ma świetny układ kierowniczy, który jest precyzyjny i bardzo responsywny. W połączeniu z zawieszeniem, które również w większym stopniu nastawione jest na dynamiczną jazdę niż na komfort, daje nam ogrom frajdy z jazdy. Co prawda mamy tutaj adaptacyjne zawieszenie i możemy postawić na bardziej „komfortowe” nastawy, to i tak nie zdziała ono cudów. Odczujemy większe nierówności czy też pokonywane progi zwalniające. Jednak rekompensuje nam to z każdym pokonanym zakrętem. Mamy też świetnie wygłuszenie, więc jazda autostradowa nie będzie dla nas problemem.
Mamy też nieźle skrojony hybrydowy układ napędowy, którego sercem jest 2-litrowy benzyniak dostarczający nam 252 KM mocy. Natomiast wraz z dodatkowym silnikiem elektrycznym dostajemy do dyspozycji łącznie 367 KM mocy oraz 500 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Takie zestawienie wraz z napędem na Quattro pozwala nam wystrzelić od zera do setki w zaledwie 5,1 sekundy i rozpędzić się maksymalnie do 250 km/h. Tym samym dostajemy bardzo dynamicznego kombiaka, który świetnie poradzi sobie w mieście jak i na autostradzie. Do tego oba silniki świetnie ze sobą współpracują i zmiana pomiędzy motorami jest praktycznie niezauważalna.
W mieście praktycznie zawsze będziemy jeździli na samym prądzie i dopiero dynamiczniejszy start spod świateł wybudzi naszego benzyniaka z letargu. Na pokład A5 trafił akumulator o pojemności netto 20,7 kWh, który pozwala nam przejechać do 103 km w cyklu mieszanym na samym prądzie. Wynik przyzwoity, jednak maksymalna moc ładowania na poziomie 11 kW boli. Czas, jaki poświęcimy na ładowanie akumulatora jest niewspółmierny do liczby km jakie przejedziemy. No chyba, że możemy podłączyć samochód w domu lub w pracy, to wtedy problem znika. Jednak naładowanie akumulatora do pełna zajmie nam około 2,5 godziny.

Asystenci bezpieczeństwa zagrają nam na nerwach
Pewną piętą achillesową niemieckiego kombiaka są asystenci bezpieczeństwa, a dokładniej stopień ich wyczulenia. Wyjazd tyłem z miejsca parkingowego spod ładowarki znajdującej się przy centrum handlowym to droga przez mękę. Samochód uznaje, że jesteśmy niedowidzący i niedosłyszący, więc reaguje na każde „zagrożenie”. Zbliżający się rowerzysta? Hamowanie do zera. Nadjeżdżający kierowca zamruga nam długimi i powoli toczy się w naszym kierunku? Samochód wykryje ruch i również wyhamuje nas do zera. Było to najdłuższe i najbardziej irytujące wyjeżdżanie z miejsca parkingowego w moim życiu.
Żeby było zabawniej asystenci bezpieczeństwa mogą płatać nam figle również gdy… korzystamy z asystenta parkowania. Otóż trzykrotnie skorzystałem z tego asystenta w pewnym miejscu i dwukrotnie zaparkował perfekcyjnie. Natomiast za trzecim razem, gdy był nieco większy wiatr asystent bezpieczeństwa uznał, że ruszająca się trawa to śmiertelne niebezpieczeństwo i co zrobił? Wyhamował asystenta parkowania do zera i przerwał manewr. Tak więc nasi asystenci będą toczyli ze sobą wojnę.

Wysokie spalanie, jednak to cena zwali nas z nóg
Wszystko jest pięknie dopóki mamy naładowany akumulator. Wtedy jeździmy po mieście praktycznie na samym prądzie i zużywamy śladowe ilości paliwa na poziomie 0,4-0,6 litra oraz 16,4 kWh. Z kolei na autostradzie Audi zadowoli się 6 litrami oraz 5,5 kWh na setkę. Jednak gdy naładowany akumulator pozostanie wyłącznie naszym wspomnieniem, wtedy zaczyna się dramat. W mieście będziemy spalali między 9,5 a 10,4 litra. Dużo… za dużo. Dodam, że nasz bak pomieści zaledwie 46 litrów benzyny, więc będziemy go osuszali w zastraszającym tempie. Jeżeli decydujesz się na Audi, to koszt paliwa nie powinien być problemem, jednak częste wizyty na stacji będą dla Ciebie irytujące.
Jednak większym problemem pozostaje cena tego samochodu. Za bazowego Avanta e-hybrid ze słabszym układem napędowym zapłacimy 280 200 złotych. Jeżeli chcemy dorzucić do tego mocniejszy napęd, to wywindujemy cenę do co najmniej 329 700 złotych. Tu już się robi sporo, a mówimy tylko o mocniejszym układzie napędowym. Natomiast testowany przeze mnie egzemplarz z wieloma opcjami to wydatek rzędu… 457 780 złotych. Cholernie dużo. Zwłaszcza, jak przypomnę sobie to plastikowe wnętrze.
Audi A5 Avant e-hybrid jeździło mi się świetnie, jak nie cudownie. Samochód dostarcza ogrom frajdy z jazdy i wygląda zjawiskowo z zewnątrz. Natomiast w środku jest za dużo plastiku. W samochodzie premium tak nie powinno to wyglądać. Przyciski na kierownicy również wyglądają słabo, kilka przełączników wygląda słabo. Do tego mamy dosyć mały bagażnik i ogromny tunel środkowy. Nie wspominając już o mocy ładowania. Jak dla mnie ta cena względem tego, co oferuje ten samochód to nieporozumienie. Osobiście bym go nie kupił, gdyż uważam, że nie jest wart swojej ceny i nie chciałbym codziennie patrzeć na to wnętrze. Może wygląda to ładnie, ale trąci plastikiem.
Damian Kaletka
Zdjęcia Audi A5 Avant e-hybrid:















































Dane techniczne Audi A5 Avant e-hybrid:
Silnik: 2-litrowy, benzynowy + silnik elektryczny
Moc: 367 KM
Maksymalny moment obrotowy: 500 Nm
Przekładnia: automatyczna, 7-stopniowa S-tronic
0–100 km/h: 5,1 s
V-max: 250 km/h
Cena: 280 200 złotych (bazowy), 457 780 złotych (testowany egzemplarz)
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube







