Dzisiaj premiera nowego Astona Martina, który ma być lepszy pod każdym względem. Vantage 2024 zmienił się również wizualnie, ale więcej modyfikacji jest tam gdzie ich nie widać.
Aston Martin Vantage 2024, moim zdaniem, wygląda nieźle i dobrze, że nie jest kopią DB10. Zwiększył się nos auta oraz ogromna atrapa chłodnicy. Światła zyskały wyraźną sygnaturę LED-ów, a musztardowy lakier pasuje nawet lepiej niż brytyjska zieleń.
Oczywiście nie brak tu nawiązań do starszych modeli jak DB11, czy nowego DB12, ale w końcu to dalej Aston Martin, więc to nie powinno dziwić.

Odświeżono również wnętrze, ale to już niemal identyczne rozwiązanie jak w modelu DB12. Jest dotykowy ekran w centralnym miejscu deski rozdzielczej, ale też sporo przycisków na konsoli centralnej. Na pierwszy rzut oka można się przerazić, ale Porsche jakoś to przeżyło, więc i Aston da radę. Dla mnie od razu widać, że to brytyjskie auto.
Serce od Mercedesa – 665 KM i 800 Nm
Pod maską pojawił się 4-litrowy motor o mocy 665 koni mechanicznych z maksymalnym momentem obrotowym na poziomie 800 Nm. Mamy więc ponad 150 KM więcej niż w poprzedniku, a to wymogło zmodyfikowanie nadwozia, zawieszenia (amortyzatory Bildsteina) i hamulców (400 mm z przodu i 380 mm z tyłu).

Napęd na tył i ośmiobiegowy automat ZF ma zapewnić niezłe wrażenia z jazdy. Ogólnie producent zapowiada, że prowadzenie tego GT ma być idealne i jeszcze lepsze niż kiedyś. Powiem szczerze, że nie miałem przyjemności siedzieć za kierownicą żadnego Astona, ale Bond powinien być zadowolony!
Cen jeszcze nie znamy, ale premiera niedługo
Konrad Stopa
fot. Aston Martin








Komentarze 1