Alkomat w każdym aucie?

Po tragediach w Łodzi i Kamieniu Pomorskim ruszyła, jak zwykle w przypadku rozpalających emocje wydarzeń, ogólnopolska debata na temat pijanych kierowców. Politycy, dziennikarze, psychologowie i specjaliści innych profesji przerzucają się kolejnymi pomysłami. Surowsze kary, lepsza edukacja – to słyszymy prawie codziennie. Premier ma jednak inny pomysł – obowiązkowy alkomat w każdym aucie. Już dawno nie słyszałem podobnej bzdury!

Powszechnie wiadomo, że najwięcej pijanych kierowców to „ofiary” tak zwanego dnia następnego. „Wyspałem się, zjadłem obfite śniadanie, czuję się już dobrze” – słyszą najczęściej od złapanych na podwójnym gazie kierowców policjanci (osobiście od lat praktykuję zasadę – piłeś, nie jedź następnego dnia). Teoretycznie więc obowiązkowy alkomat w każdym aucie powinien pozwolić ustrzec potencjalnych sprawców wypadków, którzy kierują pod wpływem alkoholu przed podjęciem niebezpiecznej decyzji.

Należy jednak pamiętać, że alkomat to urządzenie elektryczne. I jak w przypadku innych urządzeń, na rynku każdy znajdzie coś dla siebie – występują alkomaty tańsze i gorsze lub lepsze i droższe. Kosztujące poniżej stu złotych alkomaty możemy znaleźć praktycznie w każdym sklepie internetowym, jednak ich skuteczność jest żadna. Urządzenia dające minimum pewności, że pomiar będzie prawdziwy, to wydatek często kilkuset złotych. Jedynie profesjonalne, kosztujące kilka tysięcy złotych urządzenia, których używa np. policja, mogą dać miarodajny wynik, i to tylko w tym przypadku, kiedy są odpowiednio często kalibrowane – a kto będzie o tym pamiętał?

Alkomat w każdym samochodzie nie zadziała

Przewożenie alkomatu w samochodzie (miałby się stać obowiązkowym wyposażeniem), to prawie stuprocentowa pewność, że urządzenie nie zadziała wtedy, kiedy najbardziej będziemy tego potrzebować. Alkomat musi być przechowywany w ciepłym pomieszczeniu (zapomnijcie więc o badaniu przy -20, wynik będzie nieprawdziwy) i szkodzą mu wstrząsy.
Czy zatem rząd wydałby specyfikację urządzenia, które wytrzyma trudy eksploatacji i będzie zapewniało chociaż minimum pewności, że zadziała w momencie do tego przeznaczonym? Wskazując konkretną firmę, premier wziąłby na swoje barki podejrzenie o działanie na rzecz potężnego lobby alkomatowego, które już pewnie powoli się zawiązuje.

i datech da 7100 Alkomat w każdym aucie?

Datech DA-7100, fot. Datech

Pozostaje też pytanie o samo badanie. Czy skoro się przebadam własnym alkomatem i badanie będzie wykluczało obecność alkoholu, a podczas rutynowej policyjnej kontroli wyjdzie, że jestem jednak pijany, będę mógł wykpić się od kary i pozostać w świetle prawa trzeźwy?

Doceniam pomysłowość i chęć rozwiązania problemu pijanych kierowców. Kiedy jednak kurz po ostatnich wydarzeniach opadnie i media zajmą się inną sprawą, wszystko wróci do normy, czytajcie: nie zmieni się nic. Pomysł z zakupem alkomatów najprawdopodobniej nie przejdzie (poza wszystkim wymienionym wyżej argumentami, to również niemały wydatek dla każdego kierowcy), a my nadal będziemy oglądać w telewizji materiały o strasznych wypadkach z udziałem pijanych kierowców. Czy zatem z problemem pijanych kierowców można coś zrobić? Można, trzeba tylko zmienić sposób myślenia rodem z PRL.

Prawo jest dobre, zawodzą ludzie

Kiedy ostatnio badała Was policja na drodze? Posiadam prawo jazdy o 2002 roku i byłem poddany takiemu badaniu tylko raz. Skoro nie wszystkie radiowozy są wyposażone w alkomaty, a rutynowe kontrole to rzadkość, to dlaczego odpowiedzialność za bezpieczeństwo przerzuca się znowu na kierowców?

Żeby coś zaczęło się zmieniać na dobre, muszą zadziałać odpowiednie struktury. Karanie – dobrze, ale przede wszystkim prewencja. Moim zdaniem olbrzymi efekt może przynieść edukacja, która powinna rozpocząć  się już na poziomie przedszkoli, w formie chociażby interaktywnej zabawy. Nie zaszkodzi też wprowadzenie obowiązkowego przedmiotu w szkołach „Prawo o ruchu drogowym” śladem USA i emitowane w mediach licznych kampanii społecznych. Częste akcje pt. “trzeźwy poranek” i nieuchronność kary powinny stać się standardem. A że na efekty przyjdzie poczekać…

Adam Gieras

fot główne. KSP

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Skoda Octavia III 1.4 TSI 150 KM oraz pomału doprowadzane do perełki Audi A4 B5 1.9 TDI 116 KM. Chciałbym na co dzień jeździć japońską limuzyną z lat 90-tych, np. Lexusem LS400. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...