Test: Alfa Romeo Giulietta Quadrifoglio-Verde

Czasem po szczęście trzeba po prostu sięgnąć. W przypadku najmocniejszego i najdroższego auta ze stajni Alfy tę rękę trzeba mocno nadwyrężyć… Nie od dziś wiadomo, że samochody kupuje się oczami, czy jest coś lepszego niż czerwony lakier, opływowy kształt, troszkę arogancki i piękny ryk silnika? Taką czterolistną koniczynką możemy przejechać się już za jedyne 140 tysięcy złotych. Czy tyle może kosztować szczęście?

Cena może odstraszać ale lista dodatkowych opcji oraz wyposażenia podstawowego naszej wypasionej Julki zawstydza wiele starszych i droższych kolegów (BMW 1 Coupe, Audi S3). Kierowca otoczony jest pięknem wyposażenia oraz intuicyjnie rozmieszczonymi przyciskami deski rozdzielczej. Zwłaszcza kierowca płci żeńskiej doceni jakość wykończenia i detali. Wystarczy spojrzeć na aluminiowe, chromowane dodatki czy wielkie 18 calowe felgi. Sam kolor, który może być jedynie biały lub czerwony kosztuje 8000 zł. Z najbardziej ułatwiających życie dodatków mamy tutaj: czujniki parkowania z wyświetlaczem, elektryczne szyby, lusterka, fotele, które świetnie ogrzeją w zimie. W lecie natomiast pomoże dwustrefowa, automatyczna klimatyzacja lub przyciemniona szyba z czujnikiem deszczu. Jakbyście chcieli jeździć w nocy nie zapominajcie o inteligentnych biksenonowych reflektorach.

Aczkolwiek to możecie sobie wyobrazić czytając na papierze. W praktyce tylko niektóre funkcje się przecież używa. To co nadaje ekskluzywności temu samochodowi, to super system BLUE ME z nawigacją Europy i wielkim ciekłokrystalicznym wyświetlaczem. System Audio, który współgra z całym układem jest urzekający. Julka posiada nawet wyjście USB czy komunikację Bluetooth z urządzeniami elektronicznymi, więc nie jest się zmuszonym na radio!

Nasze testowe autko bardzo dobrze nadaje się dla osób podróżujących samotnie lub z jednym pasażerem. Dla nich miejsca jest dużo, a bagażnik jest zaskakująco pojemny. Ogromny plus dla polskich realiów, gdzie pewnie i Alfa Romeo wozi piasek. Niestety moja dwójka przyjaciół na tylnej kanapie cierpiała niemiłosiernie na krakowskich ulicach. Twarde zawieszenie samochodu przystosowane jest na dobrej jakości autostrady, więc nie można mieć złudzeń, przecież to sportowy samochód. Komfort jazdy jest umiarkowany, ale emocje towarzyszące jeździe to niwelują.

Przejdźmy w końcu do sedna i omówmy to co tygrysy lubią najbardziej. Turbodoładowany benzynowy silnik 1750 TBI z 235 końmi pod maską dodają uśmiechu na twarzy. Pamiętajmy, że wygląd to nie wszystko, liczy się wnętrze! A tu jest co lubić. Rasowe osiągi na poziomie prędkości max 242 KM/H i niecałe 7 sekund do 100. Polskie przepisy niestety nie dadzą nam tego sprawdzić, ale ja wierzę liczbom, a Wy zaufajcie mi. Julka pozwala pracować w 3 trybach i to jest jej DNA – Dynamic, Normal i All Winter. Tryby różnią się nastawieniem silnika oraz układów elektrycznych. Polecam tryb sportowy, który wciska w siedzenie nawet małym muśnięciem pedału gazu, a obroty sprężarki ukazuje wyświetlacz (niesamowite doznanie).

Aby ujarzmić bestię potrzebne jest sporo elektroniki. ABS, ESP, ESR i wiele innych podnoszą bezpieczeństwo. Ale najważniejszym jest jego poziom. Kurtyny boczne, poduszki przednie i tylne dla wszystkich pasażerów dbają o to w najlepsze. Nawet nasza najmłodsza kilkuletnia pasażerka była zakochana siedząc w swoim foteliku.

Niestety sportowy samochód jest drogi w utrzymaniu. W dobie LPG i jak najbardziej oszczędnej jazdy Turbo Benzina nie jest ekologicznym rozwiązaniem. O ile w trasie udało mi się jechać na poziomie nawet 9l/100km to miasto kojarzy się 14 litrami. Możemy mówić, że to i tak niewiele, ale cena baryłki ropy raczej się nie zniży. Tryb Dynamic jest najmocniej spragniony i nie wiem czy jest możliwe zmieszczenie się poniżej 20 litrów. Dlatego też dane producenta jak zwykle zostały zweryfikowane.

Najdroższa ALFA ROMEO dostępna na polskim rynku jest ciekawą alternatywą z bardzo sportowym zacięciem. Na pewno jest to samochód niepowtarzalny, przykuwający uwagę ulicy, a przy tym spokojnie praktyczny.  Silnik dający niesamowite możliwości nieraz przyprawi nas o dreszcze i gęsią skórkę, więc faktycznie łatwo znaleźć czterolistną koniczynkę w sferze motoryzacji.

Konrad Stopa

Dyskusja

komentarzy

Konrad Stopa

Konrad Stopa

Motopasjonat z krwi i kości, który pisze o samochodach z wielką przyjemnością czekając na komentarze, nawet te uszczypliwe. Od małego poznawał auta na ulicy po dźwięku silnika i już wtedy marzył, by zmieniać "cztery kółka" jak rękawiczki - dzięki Motopodprad.pl to się spełnia! Tego zapaleńca znajdziecie też na Instagramie - @stopao
Follow Me: