Alfa Romeo 4C w USA przytyje

Smukła Włoszka – Alfa Romeo 4C będzie sprzedawana także za oceanem. W kraju hamburgerów i mocno przesłodzonych napojów obrośnie jednak tłuszczem. 

Ważąca 895 kg, 240-konna Afla Romeo 4C to samochód do połykania zakrętów. W Europie sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Koncern Fiat-Chrysler zdecydował, że czas rozpocząć tournée po Stanach.

Wymogi bezpieczeństwa (swoją drogą w Europie są chyba wystarczająco restrykcyjne?) oraz konieczność zamontowania większego zbiornika paliwa spowodowały, że 4C, która trafi do salonów w USA, będzie ważyła o 155 kg więcej! Ucierpią więc na pewno osiągi i rewelacyjne wyważenie auta.

Sportowy model Alfy będzie sprzedawany w 86 salonach na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Cena rozpocznie się od ok. 55 tys. dolarów. Za jakiś czas, tłuste Alfy Romeo 4C mogą być importowane do Europy. Strzeżcie się więc amerykańskich wersji!

Adam Gieras

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim garażu stoją obecnie Skoda Scala Style 1.0 TSI 115 KM DSG z 2020, Mercedes W124 E-24 K-Jet, 220 KM, BMW e39 525 TDS 143 KM - ostatni Mohikanin i mój codzienny towarzysz niedoli.Nie jestem entuzjastą elektryków. Zauważam mnóstwo problemów z wprowadzeniem nowej metody napędów i z przerażeniem obserwuję jak bardzo ludzie ulegają nowej fali - w tym wielu kolegów i koleżanek po fachu. Ja z kolei wolałbym podejście "zero waste" - auto powinno służyć latami kolejnym właścicielom, z czego jak najdłużej pierwszemu z nich. Powinno być tak wykonane tak, żeby jego eksploatacja była bezproblemowa i tania. To jest podejście proekologiczne. Każde inne tylko udaje, że nim jest.