Trzy lata. Tyle zakład w Pomigliano d’Arco potrzebował na wyprodukowanie 100 tysięcy egzemplarzu Alfa Romeo Tonale.
Nieco ponad 30 tysięcy egzemplarzy rocznie. Taki wynik produkcji osiąga fabryka Pomigliano d’Arco koło Neapolu we Włoszech. W ostatnim czasie Włosi świętowali wyprodukowanie 100-tysięcznego egzemplarza Tonale. Jubileuszowym modele okazała się wersja Sprint w charakterystycznym kolorze Rosso Alfa. Samochód został przeznaczony na rynek włoski.
Tonale to aktualnie najlepiej sprzedający się model włoskiej marki. Jego historia jest dosyć ciekawa. Wiele osób krytykuje stylistów, którzy bardzo mocno zmienili projekt koncepcyjny, który był pokazany w Genewie. Co więcej, Alfa Romeo nie obróciła świetnego przyjęcia konceptu na targach w sukces sprzedażowy. Na model gotowy do produkcji przyszło nam czekać aż 3 lata, co również niekorzystnie wpłynęło na wyniki sprzedażowe. Konkurencja w tym czasie zdobywała serca klientów swoimi modelami, a Alfa Romeo musiała zadowolić się mocno ograniczoną ofertą modelową Z kolei do największych zarzutów względem projektantów należą niezbyt udany rozkład osi oraz rezygnację z klamki wbudowanej wysoko w słupku. Samochód stracił mocno swój charakter, chociaż i tak jest jednym z wyróżniających się modeli w swojej klasie.

Pomimo bardzo różnego postrzegania modelu przez przyszłych klientów, w tym również wiernych fanów marki, Tonale to model który dał Alfa Romeo nadzieje na lepsze jutro. To też pierwszy model, który rozpoczął erę elektryfikacji. To właśnie Tonale dostępne jest w wersji hybrydowej a nawet hybrydowej typu plug-in. Pod maską znajdziemy też diesla, ale stanowi on zaledwie mały procent sprzedaży.
Samo Tonale zostało wielokrotnie nagrodzone. SUV klasy kompakt otrzymał m.in.tytuł „Europejskiego Samochodu Roku 2023” przyznany przez UIGA, a magazyn Quattroruote uznał go za „Najlepszy nowy samochód 2023”.

Po Alfa Romeo Tonale Włosi dalej wkroczyli w świat pojazdów elektrycznych. Obecnie w ofercie mają model Junior. Jest to pierwszy w pełni elektryczny samochód marki.
Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek








Komentarze 1