Znalezione: Renault R25 Baccara V6. Ach, te fotele…

Duże, niemieckie sedany z początku lat 90. dość często jeszcze widać na drogach. Ich dawni konkurencji z Francji jakoś zniknęli… Ale ten egzemplarz trzyma się nieźle i jest dobrym pomysłem na youngtimera. Tylko spójrzcie na to wnętrze!

Gdy 25 lat temu klient chciał kupić europejski samochód klasy wyższej, miał naprawdę duży wybór. Jeśli nie mógł – lub nie chciał – pozwolić sobie na Mercedesa czy BMW, były jeszcze modele Opla, Peugeota, Citroena, Forda, Renault… Więc nawet jeżeli w duszy grała mu bardziej Edith Piaf niż bawarskie szlagiery biesiadne, mógł zdecydować się na francuską limuzynę. Dziś takiego wyboru już właściwie nie ma i oferta tej klasy to wyłącznie auta marek premium.
Trochę szkoda – ale w naszym cyklu “Znalezione” lubimy spoglądać w przeszłość.

Tym razem wypatrzyliśmy Renault 25 w wersji Baccara pochodzące z 1991 roku. Nawet standardowe R25 to już rzadkość, a odmiana Baccara to prawdziwy rarytas. Pod tą nazwą kryła się najbogatsza możliwa wersja tego modelu. Można by powiedzieć, że to istny Mercedes wśród Renault, ale za takie porównanie pewnie obrażą się i fani Mercedesa i fani Renault.

Baccara miała skórzaną tapicerkę, komputer pokładowy “gadający” do kierowcy głosem francuskiego robota. pompowane fotele z pamięcią ustawień, aktywne zawieszenie, tempomat, elektrycznie domykaną klapę bagażnika…
Opis egzemplarza, o którym mówimy, jest lakoniczny, więc nie wiadomo, czy cokolwiek z tego wyposażenia jeszcze działa. Możemy się jedynie domyślać, że pewnie nie. Ale wystarczy, że wnętrze pokryte brązową skórą nadal doskonale wygląda. Kolor tapicerki zgrywa się z kolorem lakieru, co jest typowe dla konfiguracji z wczesnych lat 90. Dodatkowy plus za zgranie lakieru z kolorem budy dla psa.

Kanciaste, futurystyczne kształty kokpitu doskonale współgrają z fotelami wyglądającymi wygodniej, niż te sprzed telewizora. Do tego automat i silnik 2.5 V6. Nic, tylko wyskoczyć wieczorem na obwodnicę Paryża, włączyć Jeana Michaela Jarre’a i płynąć przed siebie.

Ten egzemplarz jest po liftingu i pochodzi już z końcowki produkcji modelu 25. Rok później, w 1992, zastąpiło go Safrane. A rok wcześniej, w 1990, tak reklamowano R25.

Niemal 20 tysięcy złotych to niemało za R25, ale egzemplarz wygląda na zadbany. Jestem pewien, że trafi się ktoś, kto go doceni i będzie jeździć swoją Baccarą, drwiąco spoglądając na kierowców szablonowych Mercedesów. Będę mu trochę zazdrościł tych świetnych foteli.

LINK

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem.
Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl