Znalezione: Renault Avantime. Przyszłość z przeszłości

Zawsze chciałeś prowadzić statek kosmiczny, ale życie jakoś potoczyło się inaczej? Na szczęście mam tu pewne rozwiązanie.

Renault w pierwszej połowie XXI wieku były chyba najciekawiej stylizowanymi popularnymi samochodami na rynku. Niektóre designerskie eksperymenty z tamtych lat zdały egzamin, jak Megane II, a inne – niestety nie, jak Vel Satis albo Avantime.
O ile jednak dziwacznie zinterpretowana klasa wyższa spod znaku Vel Satisa nie jest obecnie zbytnio poszukiwana nawet na rynku wtórnym (mimo niskich cen), to Avantime jest uważany za materiał na klasyka. Nic dziwnego – kariera rynkowa tego modelu trwała zaledwie dwa lata i zakończyła się, gdy wyprodukowano zaledwie 8557 sztuk. Nabywcy nie byli gotowi na futurystyczne połączenie vana z coupe, ale po latach Avantime jest ciekawą propozycją na youngtimera.
Oto dwie sztuki znalezione w ogłoszeniach.

Pierwszy Avantime jest napędzany jednostką 2.0T o mocy 165 KM. Silnik od dawna uchodzi za jeden z najsolidniejszych w gamie Renault, a zdaniem właściciela zapewnia lepsze osiągi od mocniejszego V6. Samochód ma spory (czy raczej – normalny jak na kilkunastoletni egzemplarz) przebieg, co sprawia, że raczej nie będzie kolekcjonerską perełką. Zamiast tego, wydaje się po prostu propozycją na nietypowe auto na co dzień. Przecież Avantime był całkiem wygodny, przestronny i dobrze wyposażony.
Śliwkowy egzemplarz jest po kilku dużych naprawach, a cena 19 999 zł brzmi sensownie. W dodatku na podwórku, na którym były robione zdjęcia w tle widzę Nissana Cube. Czyżby właściciel był fanem nietypowych aut? Pytanie tylko, czy naprawdę trzeba zasłaniać rejestracje samochodu i czy nie da się tego zrobić trochę dyskretniej?

Druga sztuka, mimo podobnego przebiegu, jest droższa i kosztuje 25 000 zł. Taką cenę po części może tłumaczyć obecnośc silnika 3.0 V6. Pomijając kwestie tego, czy jest szybszy od 2.0T, wiadomo, że dźwięk i kultura pracy zawsze bedą lepsze w silniku widlastym.
Opis jest jednak dziwny i zapala lampkę ostrzegawczą w głowie. Właściciel wymienia długą listę poważnych napraw, jakie wykonał w swoim Avantime i podsumowuje, że rachunki wyniosły go 33 000 zł. Jednocześnie wspomina, że przez 3 lata przejechał autem tylko… 600 km. Czy to aby nie literówka? Jeśli nie, chyba niestety jest się czego bać.

A wam podoba się to kosmiczne Renault?

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem. Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl