Znalezione: Dwa białe kruki, czyli… czarne Calibry

Mówi się, że trafić na Calibrę w oryginalnym stanie to jak znaleźć igłę w stogu siana. Dwa prezentowane egzemplarze są nietknięte tuningiem wizualnym i nadawałyby się nawet na zlot youngtimerów.

Calibra to coupe Opla zbudowane na plycie podłogowej Vectry A. Być może niektórzy pomyślą w tej chwili “ależ czas leci!”, ale za kilka dni ten model skończy rocznikowo 29 lat. Tak, tak – zadebiutował w 1989 roku, czyli wtedy, kiedy runął Mur Berliński. Do Polski używane Calibry trafiły kilkanaście lat później i szybko stały się ulubionym autem młodych kierowców, którzy lubili ubierać się w dresy. Popularność modelu na rynku wtórnym zbiegła się z modą na tuning w stylu filmu “Szybcy i Wściekli” co sprawiło, że ciężko było znaleźć egzemplarz nietknięty ręką domorosłego tunera. Czasami ich pomysłowość naprawdę zaskakiwała, innym razem – raczej przerażała.

Fot. Moto.pl

Słowem, Calibra nie miała szczęścia do swoich właścicieli. Jazda tym Oplem szybko stała się po prostu obciachem, a na jego temat powstawały nawet prześmiewcze piosenki (uwaga, język jest daleki od parlamentarnego :-).
Szkoda, bo to niezły i naprawdę ładny samochód – o ile nie jest zepsuty szpachlą, dokładkami i wielkimi spojlerami. Niektórzy zaczęli to zauważać. Do pełnego uznania go za youngtimera jeszcze trochę brakuje, ale dzięki temu obecnie jest niezła pora na to, by wejść w posiadanie Calibry. Większość kiepskich, wymęczonych egzemplarzy skończyła już na złomie, a jednocześnie ceny zadbanych jeszcze nie poszybowały w niebo.
Oto dwie sztuki, które pozwalają docenić, jak udanym stylistycznie samochodem była Calibra… seryjnie.

Pierwszy egzemplarz został wyprodukowany w 1996 roku. Wizualnie rózni się od fabrycznych Opli tego typu ciemniejszymi reflektorami z przodu, ale modyfikacja jest na tyle delikatna, że nie przeszkadza, podobnie jak zmienione końcowki wydechu. Widać też obniżenie – zdaniem właściciela o 30 mm – ale ono również jest dyskretne i wykonano je za pomocą sprężyn firmy Irmscher, czyli “nadwornego” tunera niemieckiej marki. Bardzo ładny jest drugi komplet felg widoczny na zdjęciach.
Więcej odstępstw w stosunku do VIN-u widać pod maską, ponieważ zamiast seryjnego silnika 2.0 pracuje tu 2.5 V6 o mocy 170 KM. Być może zniechęci to osoby, które szukają całkowicie oryginalnego klasyka, ale jeśli ktoś planuje po prostu jeździć Calibrą na co dzień, powinien być zadowolony. Zwłaszcza że 2.5 V6 był w Calibrach montowany także fabrycznie. Oby tylko swap był zrobiony profesjonalnie. To trzeba by sprawdzić osobiście.
Cena – 8 600 zł do negocjacji.

Druga Calibra pochodzi z 1997 roku, a zarejestrowana została rok później. To już sama końcówka rynkowej kariery tego modelu. Tutaj obyło się bez żadnych modyfikacji, za to właściciel wymienia dość długą listę napraw, które wykonał. Pod maską pracuje silnik 2.0 16V Ecotec o mocy 136 KM. Pozwala na osiągnięcie 100 km/h w ciągu 9.5 sekundy. Być może teraz taki wynik nie robi wrażenia, ale nadal wystarcza do codziennej jazdy.
Samochód jeździ w kraju już od 10 lat. Jedyną zastanawiającą informacją zawartą w rzeczowym opisie ogłoszenia jest słynne hasło “klimatyzacja do napełnienia”, które sugeruje, że tak naprawdę problem z układem może być poważniejszy.
Z drugiej strony, cena 4999 zł jest atrakcyjna.

Jedna propozycja jest więc skierowana do dysponujących większym budżetem fanów mocniejszych wrażeń. Druga – do tych, którzy cenią sobie zgodność egzemplarza z oryginałem. Ja miałbym cięzki orzech do zgryzienia, ale pewnie każdy ma już swojego faworyta.
PS Prawda, że seryjna Calibra może się podobać?

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do trzystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem. Lubi hot hatche, chociaż coraz częściej myśli też o wielkiej, wygodnej limuzynie – czy to już starość? Po godzinach wraz z dwoma kolegami rozkręca bloga: www.fahrwerk.pl