Zmierzch ery sleeperów?

Mój tata ostatnio zapytał mnie, jaki jest moim zdaniem najbardziej niepozorny samochód dostępny obecnie na rynku. Taki „wilk w owczej skórze”, który nie wygląda zbyt bojowo, ale sporo potrafi. W języku samochodowym, po prostu „sleeper”, czy też bardziej po polsku, „śpioch”.

 

Do głowy od razu przyszła mi Skoda Superb 2.0 TSI w wersji z napędem na 4 koła i o mocy 280 KM. Osiąga setkę w mniej niż 6 sekund, a drobne modyfikacje elektroniczne sprawiają, że może osiągać moc oscylującą nawet wokół 350 KM. Przy tym taki Superb może występować nawet w najuboższej wersji wyposażenia, z zewnątrz wygląda więc jak typowe auto menadżera w korporacji.

 

%name Zmierzch ery sleeperów?

 

OK, na liście współczesnych sleeperów mamy więc 280 konną Skodę. Co jeszcze? Może VW Passat z tym samym silnikiem. Peugeot 208 GTI jest dość spokojnie stylizowany, ale jednak widać, że to najmocniejsza wersja…

Niewiele więcej przychodzi mi do głowy.

Gdy dłużej myślę o naprawdę szybkich, a przy tym niepozornych samochodach, nachodzi mnie smutny wniosek. Obecnie tendencja jest odwrotna. Auta mają wyglądać, a nie jechać.

Wystarczy przypomnieć tu np. Mercedesa CLA Shooting Brake z pakietem wizualnym AMG, którego miałem okazję niedawno testować. Po wyglądzie zewnętrznym, obserwatorzy oceniali go na co najmniej 300 koni. A tymczasem pod maską był silnik 1.6 o mocy 156 KM, który – co tu dużo mówić – nie gwarantował osiągów adekwatnych do (bardzo dobrej!) prezencji auta.

 

cla vs v40 28 Zmierzch ery sleeperów?

 

Czy więc nadszedł zmierch ery sleeperów?

Jakie inne współczesne niepozorne auta znacie?

No i jaki jest Wasz ulubiony sleeper z dawnych lat?

Mój to zdecydowanie Subaru Legacy Turbo pierwszej generacji (fot. główne), które wygląda jak wariacja na temat Daewoo Espero (w wersji sedan) lub „dziwny Polonez Kombi” (w bardziej praktycznej odmianie). Ale jego dwustukonny silnik 2.0T w połączeniu ze stałym napędem na cztery koła nawet i dziś może zawstydzić zdecydowaną większość „szybko wyglądających” aut. Setka w sześc sekund – to mówi samo za siebie.

Czekamy na komentarze!

 

 

Dyskusja

komentarzy

Mikołaj Adamczuk

Mikołaj Adamczuk

Pasjonat motoryzacji od dziecka. Uczył się czytać na katalogach „Samochody Świata”, a jego pierwsze słowa to podobno „dwusprzęgłowa przekładnia automatyczna”. Na Wartburgi kiedyś mówił „cham”, zanim mama nie wytłumaczyła mu, że chodziło jej o kierowcę, a nie o samochód. Zapisuje wszystkie modele aut, które prowadził (powoli zbliża się do czterystu). I chociaż na jego liście jest wiele mocnych i drogich pojazdów, to zadziwiająco dużą radość z jazdy dały mu też Fiat Uno 0.9 i Citroen Berlingo z wolnossącym dieslem.