W sam raz

Emocje towarzyszące oczekiwaniu na jakiś samochód testowy bywają zupełnie różne. Są auta, na które się czeka, ale zdarzają się i takie, które nie wywołują żadnej reakcji lub po prostu zapowiadają się słabo. Jednak czasem pojawi się samochód, który klasyfikuję gdzieś pomiędzy. Mimo że nie  wywołuje szybszego bicia serca jak Lambo, ale nie jest też tak nudny jak Skoda Fabia, wzbudza zainteresowanie chociażby ze względu na ciekawą konfigurację. Tak właśnie było w przypadku nowego Passata. Skąd moje zainteresowanie tak popularnym modelem? Śpieszę z wyjaśnieniem.

Testowy egzemplarz wyposażono w mocny silnik 2.0 TDI, legitymujący się mocą 177 KM, sławną skrzynię DSG, pakiet R-Line, oraz… napęd 4 Motion. Prawda, że ciekawe zestawienie? Przyjrzyjmy mu się zatem bliżej.

Już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to klasyczny Passat, jaki zazwyczaj wozi “cztery litery” kadry menadżerskiej średniego stopnia w Polsce. Biały lakier, ładne felgi, dach panoramiczny i ornamentacje R-Line tworzą wizerunek nieco inny niż znanych nam wersji auta dla ludu klasy D. Ogólnie uważam tę generację niemieckiego kombi za najładniejszą – jest nieprzekombinowana, a to duży plus. Co ciekawe, jeżdżąc różnymi autami tej marki, dochodzę powoli do wniosku, że Volkswagen przestał być “prosty za wszelką cenę”, a zaczął być “w sam raz”. To dobry trend i Passat go potwierdza – w wielu aspektach, ale o tym za chwilę.

DSC_0693

Wnętrze samochodu jest czarno-srebrzyste. Wydaje się dobrze kontrastować z białym nadwoziem. Wszystko wykonano z dobrej jakości, solidnych materiałów. Mam poczucie, że przetrwają długo i nie zużyją się zbyt szybko. Fotele i wiele innych elementów obszyto obszerną, mięsistą skórą, z licznymi przeszyciami. Trochę drażni hamulec ręczny obsługiwany przyciskiem i analogiczny zegar zamontowany centralnie nad panelem nawigacji, ale to kwestia gustu i jedynie drobne detale. Nie mogę nie wspomnieć o bagażniku, który ma imponujące wymiary. Przewieźć można na prawdę dużo.

Passatem jeździ się dobrze i wygodnie. Widać i czuć, że stworzony został do pokonywania kilometrów w wygodny dla kierowcy sposób. Wszystko dobrze widać, czuć przestrzeń i komfort. Przyspieszenie, jak na ten typ i segment samochodów jest bardzo dobre. Samochód właściwie z każdej prędkości dobrze się zbiera i co równie ważne – dobrze hamuje. Auto prowadzi się pewnie i zwinnie. Aż do momentu bardzo agresywnych manewrów nie czuć jakoś specjalnie napędu 4 Motion, który przy ostrzejszej jeździe delikatnie pomaga nam ustawić samochód tak, jak byśmy tego chcieli. Skrzynia DSG oczywiście dobrze i szybko pracuje z tą jednostką napędową, ale zdecydowanie polecam jazdę w trybie “Sport”.

DSC_0684

Tryb standardowy trochę “zamula” i nie reaguje tak szybko, jak bym tego oczekiwał, zwłaszcza podczas dynamicznej jazdy po mieście, gdzie liczy się błyskawiczna reakcja na gaz i pełna gotowość na chwilowe szarpnięcia. Idealnie za to Passat sprawdza się w jeździe autostradowej. Cisza i spokój, muzyczka cyka, a kilometry same się “połykają”. Nic nie męczy i nic nie przeszkadza, wszystko jest w sam raz. Możemy skorzystać z systemów takich, jak zapobieganie niekontrolowanemu zjeżdżaniu z pasa ruchu, czy kontrola odległości od poprzedzającego pojazdu. Ja osobiście wolę sam wszystko kontrolować, ale jak ktoś ma ochotę używać tego typu gadżetów, to czemu nie.

Jeśli chodzi o jazdę, to wszystko wydaje się dobre i nie ma się do czego właściwie przyczepić. Pozostaje wątek jakże popularnego ostatnimi czasy określenia – “Factor X”. A właściwie jego braku. O czym mowa? Do końca nie wiem. Jest to taki niezdefiniowany czynnik sprawiający, że coś jest nie tylko dobre, a do tego wyjątkowe, zachwycające. I mimo, że Passat ma wszystko na swoim miejscu i przyczepić się naprawdę nie ma do czego, to z drugiej strony, nie ma się też czym zachwycić. To cecha typowa również dla poprzednich generacji auta. Sukces rynkowy pokazuje, że przeciętny Kowalski szuka właśnie takiego wieloboisty – utalentowanego w wielu kierunkach, ale w żadnym genialnego. I tak właśnie określiłbym Passata. To nie jest jakiś straszny zarzut. Po prostu stwierdzenie. Z tym tylko wyjątkiem, że medalistów olimpijskich w dziesięcioboju nikt nie pamięta. I analogicznie, za kilkanaście lat nikt nie będzie z łezką w oku spoglądał w kartę historii motoryzacji, by w sentymentalnym akcie poszukać wspomnień Passata. On jest dobry tu i teraz, na co dzień, ale do historii nie przejdzie. Nie to, co sprinterzy, czy to Usain Bolt czy Lamborghini Aventador. Mam nadzieję, że rozumiecie moje pokrętne myśli.

Podsumowując, Volkswagen Passat to dobre auto. Niczym Was nie zdenerwuje, wygodnie i przestronnie dowiezie tam, gdzie chcecie, w dodatku w miarę dynamicznie i niewiele przy tym spalając. Wszystko jest OK – Passat został Passatem. Przyciągać może nowoczesny i atrakcyjny wygląd, zwłaszcza w takiej wersji, jak testowa. Ceny przyzwoitych egzemplarzy zaczynają się od 100 tysięcy zł. Cena “wypasionej”, testowej to już 150 tysięcy zł. Sporo? Może i tak, ale macie święty spokój, a wszystko jest w sam raz…

tekst: Artur Ostaszewski

zdjęcia: Adam Gieras

VW Passat Variant R-Line
Charakter6/10
Fun6/10
Osiągi7/10
ZZZ (zgodny z założeniem)9/10
Ogółem28/40
Czy bym kupił?NIE

Dyskusja

komentarzy

Artur Ostaszewski

Artur Ostaszewski

Od lat dziennikarz motoryzacyjny, od dziecka pasjonat samochodów. Ma całą kolekcję kultowych, corocznych katalogów “Samochody Świata”. Do tej pory kupuje gumy “Turbo” na Allegro. Od 18-go roku życia pisze do różnych tytułów, a od kilku lat pracuje również w TVN Turbo. Prowadził najróżniejsze motoryzacyjne perełki – od Malucha, czy Wartburga z lat 60-tych, po Lambo i SLS-a. Zwolennik tylnego napędu, przeciwnik ekologii w motoryzacji.