Test: Wideorejestrator Mio MiVue 658 Touch

Przez kilkanaście dni miałem okazję jeździć samochodem, w myśl powiedzenia “przezorny zawsze zabezpieczony”, z tzw. trzecim okiem, czyli nowoczesnym wideorejestratorem z górnej półki – Mio MiVue 658 Touch przeczepionym do szyby. Chętnie opowiem o swoich spostrzeżeniach. Zapraszam! 

 

Moda na nagrywanie tego, co dzieje się przed samochodem za pomocą kamerki przyczepionej do przedniej szyby przyszła do nas, zupełnie jak moda na cb-radia, których anteny pomału znikają już z samochodów – ze wschodu. Gdy jednak w stosowaniu cb-radia chodzi głównie o wzajemne ostrzeganie się przed policją, w przypadku kamerki jej zastosowanie jest o wiele szersze i, nie ma co ukrywać, bardziej pożyteczne.

Ile w życiu obejrzeliście na youtube nagrań z wypadków w Rosji, Gruzji, na Białorusi czy na Ukrainie? Setki, tysiące? Ja pewnie tak. Musicie jednak wiedzieć, że tamtejsi kierowcy zaczęli uzbrajać się w rejestratory nie dlatego, żeby zrobić karierę w internecie. Zostali do tego zmuszeni w zasadzie z czterech powodów: skorumpowana policja, duże ryzyko wypadku, brak ubezpieczeń od odpowiedzialności cywilnej w przeważającej liczbie starszych samochodów oraz niestety spora szansa na to, że ktoś się rzuci pod koła, żeby wyłudzić odszkodowanie (coraz częstszy proceder np. w Rosji).

 

Uwaga – sceny dość drastyczne, na szczęście osoba, która położyła się przed samochodem, żeby wyłudzić odszkodowanie przeżyła… 

 

Od mniej więcej dwóch lat można już również oglądać takie filmiki nagrane na naszym rodzimym podwórku – nadal jest ich znacznie mniej, niż “produkcji” naszych wschodnich sąsiadów, ale ich liczba z miesiąca na miesiąc mocno wzrasta. I tu muszę powiedzieć, że – pomijając tzw. “fame” posiadanie kamery samochodowej w naszym kraju ma również sens. Co prawda, na szczęście na naszych drogach z roku na rok robi się coraz bezpieczniej, policja – i tu pewnie zaraz doczekam się złośliwych komentarzy na wykopie – nie jest skorumpowana, przynajmniej nie w sposób, o jakim pewnie wielu z Was nawet nie słyszało (w Rosji zrobienie z kogoś winnego wypadku odbywa się od tak, jeśli zainteresowany – czytaj bogatszy odpowiednio “posmaruje”), ale nie brakuje sytuacji, w których przydałby się jasny dowód odwracający bieg niekorzystnych dla kierowcy wydarzeń – często mocno nadwyrężających kieszeń w dodatku.

Kupując wideorejstrator możemy jednak nie tylko ubezpieczyć się na wszelki wypadek, ale też, co moim zdaniem równie ważne, mamy szansę nagrać piratów drogowych, pijanych kierowców, czy pieszych przechodzących w niedozwolonym miejscu. Co prawda w naszym kochanym kraju, wiele osób kogoś, kto donosi policji na innego użytkownika drogi uznaje za konfidenta, ale tu niestety kłania się nadal za słabo rozwinięte społeczeństwo obywatelskie. W takiej Szwecji czy Norwegii nikt nie ma z tym problemu, żeby zadzwonić na policję informując o wykroczeniu innego kierowcy lub przesłać odpowiedni filmik z zapisem drogowego wybryku. Wideorejestratory mogą pełnić też funkcję stróża samochodu zostawionego na parkingu. Przydatne, prawda?

Czy istnieją argumenty świadczące przeciwko posiadaniu takiej kamerki? Na to pytanie odpowiem pod koniec testu. Teraz przyjrzymy się dokładnie Mio MiVue 658 Touch!

 

Mio MiVue 658 Touch (6)

 

Dla niecierpliwych – tu zaczyna się właściwy test :) 

Wyjmując Mio MiVue 658 Touch z opakowania od razu zrozumiałem, że mam do czynienia z urządzeniem przez duże “U”. Wcześniej zdarzyło mi się trzymać w rękach kamerki od no-name’owych producentów i nie sprawiały one wrażenia solidności. Tu jest zupełnie inaczej – MiVue 658 Touch jest wykonane z bardzo dobrych materiałów. Zostało też świetnie złożone – myślę, że utrzyma nawet upadek z niewielkiej wysokości.

W pudełku znajdziemy: kamerkę, 4-metrowy kabel z wejściem do zapalniczki, przyssawkę i komplet papierów z międzynarodową gwarancją. Nie ma za to niestety ani jednej, choćby najtańszej karty pamięci, co podobno jest standardem, ale myślę, że skoro urządzenie bez niej nie działa, powinno ona jednak znaleźć się w zestawie lub być dokładana gratis (tu podpowiem, że niektóre sklepy internetowe dodają kartę z przejściem w cenie wideorejestratora – wystarczy przeszukać internet). Udałem się więc do sklepu po kartę MicroSD – tu warto dodać, że MiVue 658 Touch ma wejścia aż na dwie karty. 16 Gb karta MicroSD to wydatek ok. 25 zł w jednym z wielkopowierzchniowych marketów z elektroniką, czyli tragedii nie ma.

Po włożeniu karty na miejsce (lub dwóch kart, o czym za chwilę) urządzenie jest już w pełni gotowe do użycia. Zamontowałem kamerkę w swoim e34, a kabel udało mi się sprytnie wepchnąć między słupek a szybę i poprowadzić za osłoną przeciwsłoneczną pasażera, dzięki czemu nic nie zasłaniało widoczności. Nadmiar kabla wepchnąłem do schowka, ale to dlatego, że w moim staruszku jedyne wyjście na zapalniczce znajduje się w dolnej części deski rozdzielczej, w śmietniczce. W nowoczesnym samochodzie montaż na stałe będzie zapewne jeszcze prostszy.

 

Mio MiVue 658 Touch (11)

 

Rejestrator Mio jest dość ciężki, dlatego producent zadbał o jego należytą stabilizację. Jednak w przeciwieństwie do innych urządzeń tego typu, nawet wielu nawigacji, które bywają cięższe, zastosowano tutaj dość nietypowe rozwiązanie mocowania rejestratora do przyssawki. Trzeba bowiem najpierw wyjąć plastikową zapadkę z urządzenia, wsunąć kabel w specjalnie przeznaczone do niego miejsce, co jest o tyle pomysłowe, że kabel nie majta się nigdzie wokół kamery, a następnie plastik, w który wsunęliśmy kabel wcisnąć w urządzenie i dopiero całość mocować do przyssawki.

Takie rozwiązanie na pewno stabilizuje obraz i zabezpiecza kamerkę przed nagłym wypięciem się z przyssawki, ale niestety bardzo utrudnia zdejmowanie urządzenia z szyby. Trzeba bowiem dość mocno pociągnąć za rejestrator, przytrzymując jednocześnie palcem plastikową część z kablem. Prawdopodobnie producent nie wpadł na to, że ktoś to będzie zdejmował, ale pozostawienie w aucie Mio za kilkaset złotych na pewno do odpowiedzialnych nie należy – szybko znajdzie się na niego amator. Ciekawy więc jestem jak długo owe rozwiązanie wytrzyma. Jeśli się przyjrzycie dobrze, to na zdjęciu powyżej zauważycie, że otwór na kabel w rejestratorze jest już delikatnie wyrobiony, a byłem dopiero jego trzecim użytkownikiem. Uznaję to za wadę, bo pozostawiając Mio MiVue 658 Touch w aucie możemy narazić się na podwójny wydatek; nowego rejestratora i szyby naszego auta…

Jeżeli chodzi o wady Mio MiVue 658 Touch to by było chyba na tyle. Tak, jak pisałem wyżej, Mio jest gotowe do użycia od razu po wyjściu z pudełka. Wystarczy podpiąć wtyczkę do gniazda zapalniczki, odpalić silnik i voila! Urządzenie uprzejmie się z nami wita, przez kilka sekund pokazuje obraz przed autem, tak żebyśmy mogli nanieść korektę ustawienia kamery, a następnie włącza czarny ekran z godziną i prędkością, z jaką się poruszamy (tak jak w nawigacji, urządzenie korzysta z satelitów) i zaczyna nagrywać. To jak dużo materiału nagra się na jedną kartę, zależy od jej pojemności, ale myślę, że ostatnie 30-40 minut jazdy przy zastosowaniu 16 gigowego SD będzie można odtworzyć spokojnie. W przypadku, jeśli chcielibyśmy – np. po zdarzeniu, do którego niestety doszło – mieć 100% pewność, że nagranie nie zostanie nadpisane innym, możemy zaopatrzyć się w dwie karty MicroSD. Druga służyć wtedy będzie do tworzenia bezpośrednich kopii nagrywanego materiału. Moim zdaniem to bardzo pomysłowe!

 

Mio MiVue 658 Touch (9)

 

Pewnie chcecie wreszcie dowiedzieć się jak Mio MiVue sprawdza się w praktyce? Do tego oczywiście dążę, ale zanim napiszę o swoich wrażeniach kilka słów o możliwościach technicznych urządzenia. Mio MiVue 658 Touch, co wynika z samej nazwy, zostało wyposażone w 2,7 calowy ekran dotykowy, który świetnie sprawdza się w drodze; jest przejrzysty, a menu bardzo intuicyjne. Na nic by się jednak to nie zdało, gdyby Mio nagrywało obraz przed autem przeciętnie. Na szczęście tak nie jest. Kamerka nagrywa w formacie 2304 x 1296 1296p Full HD z szybkością 30 klatek na sekundę i kompresji obrazu H.264, co pozwala na świetną jakość odtwarzanego pliku przy zachowaniu jego niewielkich rozmiarów. O jak najlepszy obraz dba też obiektyw kamery z bardzo jasną przesłoną F1,8! oraz szeroki kąt widzenia – 150 stopni. Co ciekawe, i znowu bardzo pomysłowe, wbudowana bateria pozwala na wyjęcie urządzenia z samochodu i wykorzystania go jako aparat fotograficzny w celu lepszej dokumentacji zdarzenia. Niestety zdjęcia, które robiłem kamerką zostały przez moje gapiostwo usunięte z karty, ale możecie mi wierzyć na słowo, że aparat 4Mpix w zupełności wystarcza do spełnienia swojej roli – moja komórka z aparatem 13 Mpix robi gorsze zdjęcia…

Mio MiVue 658 Touch, dzięki modułowi GPS ma wgraną aktualną listę fotoradarów, i jak obiecuje producent – jej aktualizacja jest dożywotnia. Czy za 100 lat, gdy Wasz prawnuk będzie jechał na ryby swoim nowym autem na węgiel (sorry, coś z tonami hałd tego surowca w Polsce trzeba zrobić…) nadal będzie ważna? Tego nie wiem, ale dożywotnia, to dożywotnia, więc pewnie tak. Wracając do fotoradarów – gdy się do jakiegoś zbliżycie, Mio uaktywnia się i zaczyna dość głośno “pimpać”. Nie da się nie usłyszeć, nawet przy głośno grającym radiu.

Na koniec zostawiam wisienkę na torcie, a nawet dwie – Mio może również służyć jako urządzenie chroniące samochód podczas jego postoju na parkingu. Pewnie robi tak wiele innych urządzeń, nawet mniej markowych producentów, ale pozwólcie nacieszyć się tym rozwiązaniem, jakbym pierwszy raz o nim słyszał. Na czym to polega? Wyobraźcie sobie, że to bardzo proste. Mio wykrywa ruch w polu widzenia kamery i rozpoczyna nagrywanie. Gdy więc ktoś pod supermarketem uderzy w samochód, do którego szyby przyczepione jest Mio MiVue 658 Touch (musi niestety uderzyć w stronę obiektywu kamerki),na nagraniu zapisze się całe zdarzenie, z numerami rejestracyjnymi włącznie. Druga wisienka, to możliwość odtworzenia trasy przejazdu – tu znowu kłania się zamontowany w Mio GPS. Po powrocie z wakacji można więc z niezwykłą dokładnością policzyć długość przejechanej trasy.

A jak Mio MiVue 658 Touch nagrywa? (ustawcie sobie najwyższą dostępną jakość odbioru na youtube w dolnym prawym rogu okna i oglądajcie)

1. W nocy zza brudnej szyby tak:

 

2. W słoneczny dzień tak:

 

3. A tak ostrzega o fotoradarach:

 

Pisałem wcześniej, że podam argumenty świadczące przeciwko kamerkom. Wymyśliłem trzy.

1. Podobno posiadanie kamerki przyciąga zdarzenia: znam dwie osoby, który zaraz po zakupie urządzeń nagrywających miały wypadki – z drugiej strony, dzięki temu, że były one wyposażone w urządzenia nagrywające, mogły spać spokojnie.

2. Pozostawienie urządzenia na stałe w samochodzie może doprowadzić do włamania do środka i kradzieży urządzenia (np. z radiem przy okazji), czyli utraty kilkuset złotych. Z drugiej strony, istnieje zawsze szansa, że taka kamerka w samochodzie prędzej odstraszy niż zachęci złodzieja – niektóre urządzenia potrafią już bowiem wysyłać nagrania przez WiFi. Chyba żaden złodziej nie chciałby w ten sposób wpaść…

3. Czasami lepiej tego nagrania nie mieć – cóż, może się zdarzyć, że jesteśmy sprawcą, ale poza dowodem, który mamy na “taśmie”, ani policja ani druga strona nie dysponują niczym “twardym”. Cóż, w takich przypadkach znowu odniosę się do społeczeństwa obywatelskiego. Warto być jednak uczciwym; tak przed sobą, jak i przed innymi.

 

Czy zatem polecam zakup kamerki samochodowej? Zdecydowanie tak! A jeśli już planujecie doposażyć samochód w takie urządzenie, pomyślcie o Mio MiVue 658 Touch, bo jest świetnie wykonana, nagrywa filmy w bardzo dobrej jakości, ostrzega przed fotoradarami, nagrywa trasę przejazdu, którą potem można odtworzyć i jest bardzo prosta w obsłudze. Niewielkie wady można przemilczeć.

MotoPodPrąd.pl poleca MioVue 658 Touch i to mimo niemałej ceny – 859 zł na oficjalnej stronie producenta.

Adam Gieras 

 

 

 

fot. Adam Gieras

Dziękujemy firmie Mio za możliwość przetestowania wideorejestratora.

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą oraz Hyundai i30 1.4, zwany przeze mnie pieszczotliwie Nissanem. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...