Test: Volkswagen Golf 1.4 TSI 150KM R-line – przyprawiony ze smakiem

Zimne dni, brak słońca, jesienne szarówka – brzmi jak przepis na przeziębienie lub przynajmniej pogorszony nastrój, ale gdy tydzień rozświetla egzotyczny kolor kurkumy, a auto okazuje się… właśnie, jakie się okazuje? Zapraszam do zajęcia miejsca w niemieckim kompakcie i delektowanie się chłodnym dniem okraszonym ciepłem i promieniami słońca od VW Golf.

 

Gdy słyszymy Golf, przed oczami staje nam jedna z siedmiu generacji tego modelu, produkowanego od 43 lat. Rzadziej na myśl przychodzi rodzaj kołnierza w ubraniach. O ile w przypadku ubrania typu golf, marketingowcy Citroena maja rację – rzadko kto wygląda w nim dobrze, o tyle, co do auta nie potrafię przyznać im racji. Golf VII generacji nie zwala z nóg, w porównaniu z poprzednią generacją nie ma rewolucji, a jedynie drobna ewolucja lub nawet ewolucyjka.

Auto przez to, że jest jednym z popularniejszych modeli marki, często obecne jest na drogach i nie robi już efektu wow. Choć tego samego nie można powiedzieć o naszym testowym egzemplarzu. Mimo że pod maską „tylko” 1.4 TSI, z zewnątrz auto wygląda zadziornie i sportowo, a wszystko dzięki pakietowi stylizacyjnemu R-line, na który składają się świetnie wyglądające i dodające charakteru zderzaki. Chociaż z tylu zdarzyło się małe faux pas. Liczyłem, że podwójny wydech to nie atrapa, a poranny dymek wydobywa się z obu końcówek – nic z tych rzeczy. Całości smaku niemieckiego dania spod znaku VW dodają zjawiskowe, ale nieprzesadzone, 18-calowe felgi oraz bardzo schludne i bardzo dobrze oświetlające przestrzeń przed autem reflektory LED z Xenonem.

 

Finalnym przyprawieniem zajmował się orientalny kucharz i możemy zastanawiać się, czy nie przesadził z kurkumą. Moim zdaniem zdecydowanie wiedział co robi i chyba w pochlebnych słowach nie jestem odosobniony. W drodze do Zakopanego na stacji benzynowej czekały na mnie osoby, którym kolor spodobał się do tego stopnia, że zmuszony byłem odbyć z nimi pogadankę o tym z pozoru przyziemnym aucie. Nie lubię gdy testówki są istnym magnesem na mądrali i znawców motoryzacyjnej branży, ale tę rozmowę wspominam bardzo dobrze. Szkoda tylko, że za mój pozytywny feedback VW nie wynagrodzi mi w złotej walucie, choć równie chętnie w zamian przygarnąłbym tego złotawego Golfa jeszcze na kolejny tydzień. Ehh szkoda, zatankowane, jedźmy dalej.

Producent przygotował dla kierowcy 5 trybów jazdy. Poza całkowicie zdroworozsądkowym trybem normal, mamy jeszcze do dyspozycji eco, comfort individual i sport, ale doznania z jazdy przy wyborze kolejnych opcji nie są szczególnie odmienne. Największe i zauważalne różnice znajdziemy między eco i sport. Podczas ekologicznego sunięcia do celu podróży, auto zaproponuje opóźnioną reakcję na gaz i wcześniejszą zmianę przełożeń. Wciśnięcie w ustawieniach trybu sport, nie otwiera puszki pandory, powoduje jedynie, że silnik chętniej reaguje na ruch prawej stopy wkręcając się na wyższe partie obrotów, generując przy tym dyskretny, ale miły dla ucha dźwięk silnika. Poza tym skrzynia w tym ustawieniu staje się lekko nerwowa. A jeśli już jesteśmy przy skrzyni, warto wspomnieć, że „robi naprawdę niezłą robotę” i jedwabiście zmienia biegi. Choć w trybie eco depnięcie w kick down może nieco zdziwić – zmiana jest szybka i skrzynia nadal jest wyborna, ale w tym ustawieniu preferencji autem lubi lekko szarpnąć, aby wyrwać do przodu zaprzęg 150 mechanicznych rumaków – czy to jest wystarczająca liczba? W zasadzie nie znalazłem chwili, abym potrzebował ich więcej. Silnik zapewnia dobrą dynamikę, serwowaną na półmisku razem z niskim spalaniem oraz przyjemnym dźwiękiem jednostki napędowej, bez zbędnego klekotu… ale zaraz, przecież ja jestem zwolennikiem wysokoprężnych jednostek napędowych?! Tu jednak uważam, że 1.4 TSI to optymalny wybór, choć nawiasem mówiąc, większy brat – 1.5TSI szykuje się do kanibalizującego starcia, więc jest to ostatni moment do zamówienia Golfa z tym sercem.

 

 

Dlaczego odszedłem od swoich dieslowskich ideałów i pozwoliłem się przekonać benzynowej jednostce? Po pierwsze wspomniana wyżej dynamika, po drugie spalanie – z moją Lubą zrobiliśmy trasę Warszawa – Zakopane – Radom na jednym tankowaniu – prawie 800 km. Niby trudno zbierać szczękę z podłogi, ale to wciąż kompakt z benzynową uturbioną jednostką, która na stromych podjazdach i korkach zakopianki mogła spalić sporo. I tu się zdziwiłem – zjazdy i podjazdy pod górę zaowocowały spalaniem jedynie 6.2 litra na setkę, na całej trasie 5.6l/100km, a w mieście jak to w mieście – trochę więcej, ale nadal z „szóstką” przed przecinkiem.

Golf nie jest bolidem, ale jazda dostarcza wiele przyjemności. Gdyby umiał mówić, to wywrzeszczałby „kocham zakręty i radzę sobie z nierównościami”. To prawda, choć do przekonania się o tym, musiałem trafić na zakopiankę. Spory ruch, ostre zakręty, długie podjazdy i gdy dwa pasy łączą się w jeden, dramat wczasowiczów staje się faktem, stwierdziłem, że komfort jazdy jest zdecydowanie dobry. Zawieszenie mimo 18-calowych felg nie urywa głowy i szczerze powiedziawszy, na mnie zrobiło bardzo dobre wrażenie. Podobnie jak układ kierowniczy, który chętnie i z należytą starannością przekazuje polecenia na koła.

 

 

Ale skoro stoimy w korku, możemy rozejrzeć się po kabinie. Pierwsze wrażenie przy odbiorze kluczyków z siedziby VW było bardzo dobre. Lubię kształt deski VW. Jest dobrze narysowana, a materiały we wnętrzu są wykonane z dobrych surowców. Za spasowanie producent też nie powinien się wstydzić – na dziurach, nierównościach nic nie słychać, a i pod ręką niechętnie pojękuje. We wnętrzu na słowa uznania zasługuje system intuicyjnego systemu inforozrywki z dotykowym ekranem, na którym wyświetlany jest obraz z kamery cofania – nawiasem mówiąc wybitnej jakości. Konfiguracja zegarów przed oczami kierowcy to istna gwiazdka w listopadzie. Z pewnością nie wypróbowałem każdego ustawienia, choć czasu w korkach spędziliśmy sporo. Dla mnie jedne z lepszych zegarów, z jakimi miałem okazję jeździć.

Korek zelżał, 420-ty kilometr za nami, 6 godzina w podróży i gdyby nie doskwierający głód gór możnaby jechać i jechać. Wygoda na wysokim poziomie – fotele są wygodne, wielogodzinne trasy nie robią wrażenia na kręgosłupie, a gdy nieco rozboli, funkcja masażu fotela kierowcy rozmasuje obolałe miejsca.

 

 

W przypadku tego typowego kompaktu, wakacje całą, 4-osobową rodziną mogą okazać się logistycznie trudne. 343-litrowy bagażnik nie wygląda szczególnie przepastnie, ale bagaże dla czterech osób na weekendowy wypad pomieści bez problemu. Poza tym moi trzej pasażerowie nie narzekali na komfort, lekko obawiałem się o miejsce na nogi pasażerów tylnego rzędu, ale było go całkiem sporo. Czas rozprostować nogi i ruszyć na spacer po Krupówkach – przywieźliśmy trochę koloru od Volkswagena w nasze piękne polskie góry.

Podsumowując, muszę stwierdzić, że zdecydowanie jestem targetem dla VW Golfa i przez tydzień z chęcią siadałem za kierownicą tak przyprawionego auta. Gdybym był jurorem oceniającym restauracje, dałbym gwiazdkę Michelin, ale niestety nim nie jestem, dlatego pozostaje mi dać kciuk w górę i ładnie uśmiechnąć się do PR-owców marki – chętnie zobaczymy prawdziwą R-kę na redakcyjnym parkingu.

 

Bartosz Kowalczyk

zdjęcia: Dominika Szablak

 

Wygląd: (7 / 10)
Wnętrze: (8 / 10)
Silnik: (8 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (7 / 10)
Jazda: (8 / 10)
Zawieszenie: (8 / 10)
Komfort: (7 / 10)
Wyposażenie: (7 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (74/100)

 

 

 

 

Dane techniczne

Silnik: turbo, R4 benzyna
Pojemność:  1395cm3
Moc: 150KM przy 1500 obr./min
Maksymalny moment obrotowy: 250Nm przy 1500-3500 obr./min
Przyspieszenie 0-100km/h: – 8.2s
Skrzynia biegów: automatyczna, DSG 7
Cena:  od około 99 130 zł

 

Dyskusja

komentarzy

Bartosz Kowalczyk

Bartosz Kowalczyk

Pasjonat motoryzacji od najmłodszych lat. Lubi pogrzebać przy swoim aucie i naprawiać je samodzielnie. W testach zwraca szczególną uwagę na frajdę z jazdy oraz walory użytkowe samochodu. Z wykształcenia logistyk, traktujący dziennikarstwo motoryzacyjne jako przyjemną zabawę i rozwijanie swojego hopla. Miłośnik podróży starający się czerpać przyjemność z każdego pokonanego kilometra w swoim obecnym aucie – audi A3 Sportback. Największe marzenie motoryzacyjne – odrestaurowanie Youngtimera i podróż po zachodniej Europie.