Test: Suzuki SX4 S-Cross 1.6 VVT ALLGRIP

Poza krótkim romansem z Samurajem nigdy nie miałem Suzuki i… nie chciałem mieć. Po tygodniu spędzonym w towarzystwie SX4 S-Cross wskazówka niechęci drgnęła w stronę zainteresowania. Zapraszam na test!  

Suzuki zawsze było jakieś inne, trochę jak nie z tej bajki. Nie chodzi mi o trwałość czy przyjemność z jazdy – szczególnie w tej pierwszej konkurencji te japońskie samochody wypadają przecież świetnie – ale o wizerunek marki na tle konkurencji. Ze starej szkoły obroniłbym jedynie Samuraia, Jimny czy Vitarę, które są po prostu męskie. Ignis, Liana, Wagon R+ czy Baleno to już zupełnie inna liga – modele dość pokraczne, bez stylu, które w momencie debiutu stanowiły motoryzacyjne tło. Był jeszcze Swift (MK1-MK5), ale myślę o nim ciepło jedynie ze względu na wspaniałą wersję GTI.

Era Swifta MK6 i pierwszej generacji SX4, czyli po 2004 roku, spowodowała przestawienie zwrotnicy na inne tory – w kierunku zdobycia masowego klienta w Europie. Po drodze było jeszcze niezbyt popularne, przez brak prestiżu marki, Kizashi. Teraz czas na coś zupełnie nowego.

SX4 pierwszej generacji, które występuje w ofercie nadal, jako Classic, jest tak naprawdę miejskim, nieco podniesionym autem do pokonywania wyższych krawężników czy podmiejskich szutrów. Nie nazwałbym go crossoverem, daleko mu też do samochodu typu SUV. Ot przyjemne „wozidełko” na co dzień. Bez specjalnej urody, ale wdzięcznie znoszące trudy eksploatacji. Testowany przeze mnie następca – Suzuki SX4 S-Cross – wyraźnie urósł. Teraz jest crossoverem pełną gębą, z całkiem niezłą stylistyką i dość poważnym wyglądem. To auto ma zaatakować silnych konkurentów w klasie, m. in.  Skodę Yeti, Hyundaia ix35, Kię Sportage czy Nissana Qashqaia drugiej generacji. Przyznacie, że czeka go kawał ciężkiej roboty!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klasa crossover powstała po to, żeby przeciętny Kowalski miał poczucie jazdy SUVem, ale mógł przy tym popisać się efektownymi felgami czy wypolerowanym jak lustro nadwoziem. Przez to Crossover nie nadaje się w teren, w zasadzie nie powinien nawet opuszczać asfaltu. Ciężko nim też pokonywać wyższe krawężniki, o czym przekonałem się testując SX4 S-Cross. Niestety jeden szybszy wjazd i felga wraz z oponą poddały się twardemu brukowi (wcześniej jeździłem Dacią Duster, dla której tego typu przeszkody to przysłowiowa bułka z masłem). Ludzie jednak kupują crossovery jak oszalali. Coś w tych samochodach musi jednak być.

I jest! Przede wszystkim groźny wygląd. Za o wiele niższe, w stosunku do SUV-a, pieniądze możemy stać się właścicielem auta, które jest wyżej zawieszone, przez co, żeby do niego wsiąść, trzeba wysoko unieść nogę i cztery litery. Ma też osłonięte progi, napęd na cztery koła i sporo miejsca w środku. Nie to jest jednak najważniejsze – w towarzystwie znajomych, mówiąc, że jeździmy crossoverem z łatwością wzbudzimy zazdrość męskiej części, a i kobiety docenią nasz wybór. I dochodzimy do meritum. Na crossovery panuje moda, jak na iphony, crocsy czy tunele w uszach.

Suzuki, wprowadzając model SX4 S-Cross na rynek, idealnie się w nią wpisuje. Poza tym, to auto wreszcie wywołuje jakieś emocje. Może nie u wszystkich, ale jednak. Ogromne przednie światła z wkomponowanymi diodami LED, wyrazisty grill, tylne dzielone reflektory, liczne przetłoczenia i to, co w tego typu autach najważniejsze – osłony progów i zbiornika paliwa. Co z tego, że to pozory? Wygląda ładnie. W dodatku testowany S-Cross wzbudził spore zainteresowanie na mieście swoim kolorem. Mnie, powiem szczerze, też się spodobał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W środku też jest przyjemnie. Na uwagę zasługują przede wszystkim bardzo wygodne, świetnie trzymające ciało w zakrętach fotele (w opisywanym egzemplarzu – skórzane) i przyjemna w prowadzeniu kierownica. Projekt deski rozdzielczej również przypadł mi do gustu. Materiały są niezłe, choć trochę twarde – takie, jak w “Japończykach” dekadę temu. Nic jednak nie skrzypi i nie rezonuje. Obsługa jest bardzo intuicyjna, choć drażniło mnie umieszczenie przycisku sterowania komputerem pokładowym. Znalazłem go przez przypadek po 20 minutach szukania. Znajduje się on w “wihajstrze” służącym do zerowania licznika, do którego dostęp dla ręki w czasie jazdy jest bardzo utrudniony. Dziwne.

Miejsca wewnątrz Suzuki jest pod dostatkiem. Spokojnie można ruszyć w podróż w komplecie. Duży jest też bagażnik – 430 litrów. Wszystko to zasługa rozstawu osi wynoszącego aż 2600 cm. W testowanym egzemplarzu jazdę umilało też szklane otwierane okno. Elektryczny dach można otwierać w pełni lub lekko uchylać. Niestety po jego pełnym otwarciu, już przy prędkości 60 km/h było bardzo głośno. Nie mam za to żadnych zastrzeżeń do obsługi drążka skrzyni biegów. Pewnie leży w rękach, a sama skrzynia pracuje bardzo przyjemnie – z lekkim oporem podczas wrzucania biegów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A jak nowe Suzuki jeździ? Przede wszystkim zaskoczyła mnie precyzja prowadzenia. Szybki zakręt, ostry łuk – żaden problem. Mimo dość wysokiego nadwozia przechyły są nieznaczne. Bardzo dobrze działa też układ kierowniczy, który z pokorą słucha poleceń kierowcy. W testowanym samochodzie producent zamontował benzynową jednostkę o pojemności 1,6-litra i mocy 120 KM. Nie poddała się ona modzie na downsizing, nie ma też turbodoładowania ani systemu start&stop. I dobrze! Bo choć 156 Nm, które osiąga wygląda na papierze raczej blado, w rzeczywistości okazuje się wystarczające. Utrzymując auto na obrotach powyżej 3 tys – jak to w silnikach ze zmiennymi fazami rozrządu – da się naprawdę dynamicznie jeździć.

Musi być jednak jakieś “ale”. Siadając za kierownicą S-Crossa i przejeżdżając pierwsze kilometry wydawało mi się, że musi być on potwornie ciężki. Obrotomierz działał tak, jakby przymocowano do niego sztangę Pudzianowskiego, a samochód zamiast przyspieszać wył. Sprawdziłem wagę w dowodzie. I? 1200 kg. Zważywszy na gabaryty auta – niedużo. Przestawiłem pokrętło napędu w tryb SPORT i… S-Cross odzyskał wigor.  Jazda stała się bardziej płynna, a wkręcanie na obroty dziecinnie łatwe. Ciężar przymocowany do wskaźników zdecydowanie zelżał. Jesteście ciekawi o co chodzi? Już tłumaczę.

W Suzuki SX4 S-Cross mamy cztery tryby ustawienia napędu ALLGRIP: SPORT, AUTO, SNOW i LOCK (oczywiście o ile wybierzemy model z napędem 4×4). Samochód standardowo jeździ w trybie AUTO. Faktycznie spala wtedy śmieszne ilości paliwa, bo napęd kierowany jest na przednią oś (tylna oś załącza się w razie uślizgu kół), ale zachowuje się ociężale i niechętnie reaguje na wciśnięcie gazu. Tryb SPORT, którego używałem do końca testu i który polecam, kontroluje ESP, napęd 4WD, wspomaganie kierownicy i pracę silnika w taki sposób, aby zoptymalizować osiągi. Dodatkowo w tym trybie napęd S-Crossa kierowany jest na wszystkie koła. Tryb SNOW ma nam pomóc w zimowej jeździe po zaśnieżonych drogach. Wciskając przycisk LOCK, obie osie kręcą się z taką samą siłą, co umożliwia wydostanie się z grząskich przeszkód. Niskoprofilowe opony na wiele jednak nie pozwolą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeżdżąc dynamicznie po Warszawie udało mi się uzyskać średnie spalanie na poziomie 7,4 litra. To bardzo dobry wynik. Co prawda przyciskając gaz na każdych światłach do oporu i często zmieniając biegi, w trybie SPORT, S-Cross zużył 9,4 litra bezołowiówki. To jednak nadal świetny wynik. W dodatku silnik na niskich obrotach jest cichy, a powyżej 4 tys. obr. chętnie budzi się do życia, przyjemnie pomrukując. Biorąc pod uwagę dopłatę rzędu 18 tys. zł do diesla, polecam jednak wybranie wersji silnikowej zasilanej bezołowiową.

Czas na podsumowanie. Tydzień spędzony z tym autem uważam za udany. SX4 S-Cross nie rozczarowuje na drodze, dostarczając kierowcy sporo przyjemności podczas prowadzenia. Nie rozczarowuje też w środku. Materiały mogłyby być co prawda minimalnie lepszej jakości,  ale i tak wyprzedzają o lata świetlne to, do czego przyzwyczaiło nas do tej pory Suzuki. W miejskich korkach S-Cross nie wydrenuje też naszej kieszeni. Biorąc pod uwagę gabaryty i benzynowy silnik, mniej niż 7,5 litra na 100 km to naprawdę rozsądny wynik. Nie ma tu turbosprężarki, jednostka napędowa nie jest też przesadnie wysilona. Wróży to dobrze długiej i bezproblemowej eksploatacji. To dobrze, że nie wszyscy producenci ślepo podążają eko ścieżką.

Za testowany egzemplarz w wersji Elegance, przy aktualnych promocjach, zapłacimy w salonie 94 900 zł. To sporo. Najtańszą wersję z napędem na przód możemy wyciągnąć już za 67 900. Biorąc pod uwagę konkurencję, ceny nie są jednak nadto przesadzone. SX4 S-Cross może porządnie namieszać. To kamień milowy w ofercie tej japońskiej marki. Poważnie!

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 7 Stars (7 / 10)
Silnik: 7 Stars (7 / 10)
Skrzynia: 8 Stars (8 / 10)
Przyspieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 7 Stars (7 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 7 Stars (7 / 10)
Ogółem: 7.2 Stars (72/100)

 

Dane techniczne: 

Pojemność silnika: 1586 cm3
Moc maksymalna: 88 kW (120 KM) przy 6000 obr./min.
Moment obrotowy 156 Nm przy 4400 obr./min.
Zawieszenie przód: kolumny MacPhersona
Zawieszenie tył: belka skrętna
Napęd: 4×4
Skrzynia biegów: manualna, 5-biegowa

Prędkość maksymalna: 175 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h: 11,4 s

Długość / Szerokość / Wysokość: 4300 / 1765 / 1575
Rozstaw osi: 2600
Masa własna / Dopuszczalna: 1240/1730 kg
Bagażnik: 430 l / 1269 l
Pojemność zbiornika paliwa 47 l

Cena wersji testowanej 94.900 zł

 

tekst, zdjęcia: Adam Gieras

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...