Test: Suzuki Swift 1.2 VVT

Suzuki Swift drugiej generacji kojarzy mi się z lekkim, szybkim GTI, natomiast trzeciej ze stylowym samochodem dla kobiet. A czwarta generacja? Ile w niej sportu, a ile babskiego autka? Przekonajmy się!

 

Dlaczego we wstępie nie odniosłem się do pierwszej generacji? Głównie dlatego, że nigdy na żywo nie widziałem Swifta I. Produkowane od 1983 do 1989 roku kwadratowe auta prawdopodobnie nie dotarły do Polski w liczbie większej, niż kilkanaście sztuk. II generacja była natomiast w naszym kraju niesamowicie popularna. Oczywiście głównie za sprawą Swifta produkowanego na Węgrzech, ale ja ciepło wspominam ją ze względu na ważącą 800 kilogramów wersję GTI o mocy 101 KM (swoją drogą ten silnik pochodził jeszcze z pierwszej generacji). Każdy, kto kiedyś chciał rozpocząć przygodę ze sportem samochodowym, spokojnie mógł postawić na takiego “świstaka”. Teraz Swift GTI w dobrym stanie to prawdziwy rarytas, bo – jak przystało na japońskie auto z minionego wieku – rdza zżera go, aż chrupie. Debiut III generacji to kamień milowy designu Suzuki. Swift stał się nowoczesny, ładny i…, głównie za sprawą reklam z udziałem Joanny Brodzik, bardzo kobiecy. W wersji z silnikiem 1.6 o mocy 125 koni potrafił też naprawdę szybko jeździć, ale i podstawowa 1.3-litrowa jednostka o mocy 92 KM pozwalała mu na w miarę dynamiczną jazdę w mieście. W 2010 roku przyszła jednak pora na zmiany.

Swift czwartej generacji nie jest już rynkową świeżynką. Przez 4 lata w klasie małych aut wydarzyło się bardzo wiele: nowa Yaris, nowy Peugeot 208, nowy Opel Corsa czy właśnie debiutująca Skoda Fabia. Swift w tym czasie przeszedł tylko jedną delikatną modyfikację – dołożono mu lampy do jazdy dziennej w technologii LED oraz kierunkowskazy w lusterkach. Mimo to, to auto nadal może się podobać. I choć Swift IV, podobnie jak większość modeli Volkswagena, wpisał się w modę pt. “nowy model, niewielkie zmiany”, stylistom ten delikatny retusz – z odsłony trzeciej na czwartą – wyszedł nad wyraz dobrze. Długi, o wiele dłuższy, niż w poprzedniku przód z ogromnymi lampami, kwadratowa górna część auta i ładnie wyprofilowany tył sprawiają, że jeszcze co najmniej kilka lat Swift nie będzie wyglądał przestarzale.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Środek zaprojektowano za to do bólu czytelnie. Deska rozdzielcza jest miła dla oka i bardzo funkcjonalna – nie miałem najmniejszych problemów, żeby w sekundę odnaleźć każdy przycisk czy przełącznik. Cieszy też jej poprawne spasowanie i dobrej jakości materiały, z których została wykonana. Siedzenia są sprężyste i wygodne, zapewniają też przyzwoite trzymanie boczne. Jedyne, co mi przeszkadzało, to zbyt duża, regulowana jedynie w pionie kierownica i dokładane combo multimedialne firmy Kenwood. Radio z kamerą cofania, navi i bluetooth wygląda fajnie, ale jego obsługa jest – w przeciwieństwie do reszty urządzeń pokładowych – mało intuicyjna. W salonie Suzuki oglądałem egzemplarz Swifta ze standardowym radiem wbudowanym w tablicę rozdzielczą i o wiele bardziej przypadło mi ono do gustu. Minus, że stawiając na takie rozwiązanie trzeba pożegnać się z nawigacją i kamerą cofania…

Wewnątrz miejsca jest wystarczająco dla czterech pasażerów. Za sprawą pionowo poprowadzonych szyb, szczególnie dużo przewidziano go nad głowami pasażerów przednich siedzeń. Być może dlatego tak wielu kierowców Swifta podróżuje w kapeluszach? Martwi jedynie mikroskopijny bagażnik – 211 litrów, to nawet jak na tę klasę aut wynik beznadziejny. Chociaż z drugiej strony…

Kobiecy czy sportowy? 

Jazda Suzuki Swiftem z silnikiem o pojemności 1.2 litra i mocy 94 KM, poza precyzyjnym układem kierowniczym i bardzo przyjemnie pracującą skrzynią biegów, nie ma za wiele wspólnego ze sportem. Miękkie nastawy zawieszenia przypadną do gustu raczej spokojnym kierowcom, a nieuturbiony silnik zaczyna rozpędzać się dopiero wtedy, gdy wskazówka obrotomierza podejdzie pod czerwone pole. I żeby była jasność – bardzo mnie to cieszy, że producent nie pakuje bezmyślnie pod maskę proekologicznego motoru o pojemności mniejszej, niż w Daewoo Tico. To odważny krok, w dodatku pozwalający z optymizmem patrzeć na bezawaryjność w przyszłości, ale jazda samochodem o wadze 960 kg, którego moc wynosi prawie 100 koni mechanicznych powinna dawać więcej przyjemności. A tak miałem wrażenie, że do Swifta ktoś przywiązał ciężką przyczepę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Silnik sprawdza się wystarczająco dobrze w ruchu miejskim, a przy niskich obrotach pracuje niemal bezszelestnie, ale na autostradzie, przy wyższych prędkościach do uszu kierowcy dobiega już spory hałas spod maski, dlatego małym samurajem przyjemnie jeździ się do mniej więcej 120 km/h. Co ciekawe, na zamkniętym odcinku drogi udało mi się poprawić fabryczny, niezbyt wysoki limit prędkości. Swift bez większych problemów rozbujał się do 178 km/h. Nie polecam jednak takiej szarży za jego kierownicą. Miłośnikom jazdy o kropelce na pewno spodoba się za to niskie spalanie małego Suzuki. Jeżdżąc dynamicznie po mieście wynik na poziomie 6,6 litra mocno mnie zaskoczył – dodam, że pozytywnie. Gdy zacząłem stosować się do zasad ecodrivingu, rezultat był jeszcze o 0,7 litra niższy. Na trasie bez problemu udało mi się zejść do 4,4 litra. Przyzwoicie, prawda?

Ostatni samurai 

Podsumowując, Swift to ciekawa propozycja dla kierowców, którzy cenią bezawaryjną i długą eksploatację – mało pali, dobrze wygląda i słynie z legendarnej trwałości. Nie jest też typowym autem dla kobiet – oczywiście pod warunkiem, że potraktuje się go jak mieszczucha bez aspiracji do jazdy pozamiejskiej. Czterocylindrowy silnik pozbawiony turbodoładowania to już praktycznie biały kruk, i choćby dlatego warto kupić to auto. Tym bardziej, że w salonach Suzuki panują teraz promocje i za 41 tys. zł możecie wyrwać 5-drzwiowego Swifta w wersji Club z bardzo bogatym wyposażeniem. Tylko te 94 konie mogłyby trochę lepiej ciągnąć…

 Adam Gieras

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 7 Stars (7 / 10)
Silnik: 6 Stars (6 / 10)
Skrzynia: 8 Stars (8 / 10)
Przyspieszenie: 5 Stars (5 / 10)
Jazda: 6 Stars (6 / 10)
Zawieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 8 Stars (8 / 10)
Ogółem: 6.9 Stars (69/100)

 

 

 

Dane techniczne:

Silnik: benzynowy, 16-zaworowy
Pojemność skokowa: 1242 cm3,
Maksymalna moc: 94 KM
Maksymalny moment obrotowy: 116 Nm przy 5800 obr/min
Skrzynia biegów: 5-cio biegowy manual
Osiągi:
– Przyspieszenie 0-100 km/h (s): 11,7
– Prędkość maksymalna: 165 km/h
Zużycie paliwa:
– Cykl miejski (l/100 km): 6,6
– Cykl pozamiejski (l/100 km): 4,4
– Cykl mieszany (l/100 km): 5,3
– Pojemność zbiornika paliwa: 42 l.
Wymiary:
– Długość (mm): 3850
– Wysokość (mm): 1510
– Szerokość (mm): 1695
– Rozstaw osi (mm): 2340
– Pojemność bagażnika: 210 l
Masa (kg):
– Masa własna pojazdu: 960 kg

Cena egzemplarza testowego: 46 880 zł (z uwzględnieniem aktualnych promocji)

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...