Test: Suzuki Celerio – niepozorny maluch

Ostatnio coraz częściej mam okazję jeździć samochodami za rozsądną cenę. I wcale mnie to nie martwi. Lubię prostotę, a małe Suzuki zdecydowanie zyskuje przy bliższym spotkaniu. 

Historia z Suzuki Celerio na MotoPodPrąd.pl jak widać lubi się powtarzać. Po raz drugi dostaliśmy to auto, tylko tym razem wpadło ono w moje ręce, a nie Konrada. Muszę tu jeszcze dodać, że mały Japończyk pojawił się teraz dość przypadkowo. W miniony weekend miałem już umówiony wyjazd z kolegami do Białowieży, miałem też zapisany do testu duży samochód – SUV-a, który niestety wrócił do parku prasowego z pękniętą szybą. Auto zostało odwołane, a ja zacząłem nerwowo szukać zastępstwa. Udało się w Suzuki (za co ogromnie dziękuję). Kamień z serca, tylko jak tu się do tak małego auta spakować – pomyślałem.

“Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel” – w zasadzie tak ta historia powinna się zacząć. Powód wyjazdu był bowiem, poza oczywiście odpoczynkiem w męskim towarzystwie, bardzo konkretny. Zamierzaliśmy stanąć oko w oko z prawdziwym żubrem przebywającym na wolności. A że pogoda pod koniec marca płata figle, ilość bagażu mojego i moich współtowarzyszy okazała się na pierwszy rzut oka naprawdę duża. Trzy plecaki, jedna duża torba, dwa zestawy fotograficzne ze statywem, do tego mnóstwo zakupów (w tym także piwnych), czyli na oko kilkadziesiąt kilogramów balastu w tak małym samochodzie. Po otwarciu bagażnika miny nam zrzedły. No ale co zrobić, trzeba próbować. I tu do teraz nie mogę wyjść ze zdumienia. Owszem, trzeba było wyjąć zestaw do łatania opony i rozłożyć go po różnych schowkach w samochodzie, dzięki czemu wykorzystaliśmy także wnękę na koło, ale absolutnie wszystkie pakunki zmieściły się w bagażniku bez konieczności wykorzystywania kanapy.  254-litrowy bagażnik okazał się ustawny, pakowny i jak na tak mały samochód dość duży.

 

Suzuki Celerio Comfort (3)

 

W środku również zaskoczenie. Zmieściliśmy się tam bez problemu. A dodam, że tylko ja w całym towarzystwie mam poniżej 180 cm (najwyższy pasażer, na słoikach prlo-wskich dla dzieci urósł aż do 192 centymetrów). Nikt nogami nie zasłaniał sobie uszu, nikomu specjalnie nie brakowało miejsca na nogi. Owszem – mogłoby być lepiej, ale biorąc pod uwagę bardzo niewielkie rozmiary auta podróż, pod względem miejsca przebiegła sympatycznie i bez odrętwienia.

Pozostając jeszcze w środku auta, należy dodać, że kabina jest wyjątkowo dobrze wyciszona. Silnik, nawet przy stale przekraczających trzy tysiące obrotach nie irytuje swoim brzmieniem i nie zagłusza radia. Fotele są dość wygodne i mają długie siedziska. Przeszkadza jedynie ich słabe trzymanie boczne i kiepskie wykończenie. Materiał, z którego uszyto fotele jest cienki, niemiły w dotyku i zapewne szybko się przetrze, a boczki drzwi przypominają lata 80-te minionego wieku. Są wykonane całe z plastiku, w dodatku niesamowicie twardego. Słabej jakości są też wszelkie maty i dywaniki, ale to chyba koniec narzekań na wykończenie. Deska rozdzielcza jest na szczęście całkiem inna. Ma ładny projekt, jest przejrzysta i bardzo dobrze zmontowana. Nic nie trzeszczy i nie zgrzyta, a wyposażenie: bluetooth, port usb czy klimatyzacja manualna umilą każdą podróż.

Jest jednak we wnętrzu jedna rzecz, której w przeciwieństwie do twardych plastików na boczkach drzwi czy przeciętnej jakości materiałów na siedzeniach wybaczyć nie mogę. Nie wiem czy to tylko w tym egzemplarzu, czy dotyczy to każdego Celerio, ale do wnętrza przez całą podróż dostawała się przez otwory wentylacyjne olbrzymia ilość pyłu. Wygląda więc na to, że samochodzik nie ma filtra przeciwpyłkowego, w który wyposażona była już moja Lancia Y już w 1998 roku. Szkoda, bo niestety jestem alergikiem i jazda Celerio, poza wszystkim w kurzu (trzy razy musiałem po drodze czyścić okulary), spowodowała, że uaktywniła mi się alergia i nie obyło się bez tabletek, które mocno niestety otumaniają. Łudzę się jednak, że w konkretnym egzemplarzu ktoś zapomniał zamontować filtr, np. podczas przeglądu.

 

Suzuki Celerio Comfort (10)

 

 

Co ciekawe, Celerio radzi sobie za miastem nad wyraz dobrze. Jest jednak jeden warunek – kierowca będzie utrzymywał stałą prędkość w granicach 100-110 km/h. Owszem, Celerio rozpędzi się nawet do 155 km/h (w dodatku umie to zrobić na trzecim biegu), ale jazda powyżej 120 km/h nie należy już do przyjemności. Autem rzuca, a w zakrętach o stabilności możemy zapomnieć. Trzymając się jednak zasady, że nie jedziemy sportowym samochodem, można czerpać przyjemność z podróżowania małym Suzuki.

Silnik jest bowiem dość elastyczny i to mimo nieuturbionych 68 koni mechanicznych. 13,5 sekundy do 100 km/h czuć podczas ruszania ze świateł. Ta moc wystarcza też do wyprzedzania. I choć trzeba ten manewr wykonywać na trójce, dobrze zestopniowana i przyzwoicie działająca skrzynia biegów zachęca do redukcji. W trasie można też liczyć na niskie spalanie. Podczas testu Celerio zużyło 4,6 l/100 km na trasie Warszawa-Białowieża i z powrotem (z naszym ciężarem przy prędkości przelotowej ok. 100 km/h). W mieście udało mi się w pojedynkę i przy dość dynamicznej jeździe uzyskać 6,1 l/100 km, co również uważam za dobry wynik.

Dlaczego nie napisałem nic o wyglądzie małego Suzuki? Cóż, do pięknych ono nie należy i mimo, że we wnętrzu na osłonkach przeciwsłonecznych lusterko znajdziemy nietypowo tylko po stronie kierowcy, to kobietom, do których to auto jest skierowane, Celerio chyba nie może się spodobać. Wygląda trochę jak niewielki van na za małych kółkach, ma wielkie, wybałuszone światła przednie (za to świetnie świecą w nocy) i mało ekscytującą linię boczną.

 

Suzuki Celerio Comfort (17)

 

Czy mężczyzna może zainteresować się Celerio? Może, ale tylko pod warunkiem, że jest na bakier z kalkulatorem. Prezentowany egzemplarz w wersji Comfort kosztuje 42 900 zł. Owszem, ma bogate wyposażenie, ale za te pieniądze możemy stać się właścicielem nowego Fiata Tipo czy Citroena C-Elyssee. Co może rekompensować tę cenę? Na pewno bezawaryjność, z której Suzuki słynie i naprawdę symboliczne zużycie paliwa przy dość przyjemnej charakterystyce prowadzenia, o ile oczywiście kierowca pamięta z jakim autem ma do czynienia.

 

zubry

 

A w krainie Żubra, udało nam się poobserwować razem ok 40 sztuk tych majestatycznych zwierząt, przebywających na wolności. Wyjazd, także dzięki Suzuki Celerio, zaliczam więc do bardzo udanych.

Adam Gieras 

 

 

 

Wygląd: 6 Stars (6 / 10)
Wnętrze: 6 Stars (6 / 10)
Silnik: 7 Stars (7 / 10)
Skrzynia: 7 Stars (7 / 10)
Przyspieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Jazda: 6 Stars (6 / 10)
Zawieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Komfort: 5 Stars (5 / 10)
Wyposażenie: 7 Stars (7 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 6.1 Stars (61/100)

 

 

 

 

 

Dane techniczne

Pojemność 998 cm3
Moc maksymalna 68 KM przy 6000 obr/min.
Maks mom. obrotowy 90 Nm przy 3500 obr./min.
Prędkość maksymalna  155 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 13,5 s
Skrzynia biegów manualna 5-biegowa
Napęd na przód
Zbiornik paliwa 35 l
Katalogowe zużycie paliwa – cykl mieszany 4,3 l
Długość 3600 mm
Szerokość 1600 mm
Wysokość 1540 mm
Rozstaw osi 2425 mm
Masa własna 835 kg
Pojemność bagażnika/ po złożeniu kanapy 254 l/ 726 l

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...