Test: Škoda Superb 2.0 TSI 280KM Sport Line – turbo pocisk łamiący schematy

Škoda przeszła samą siebie i pod maskę Superba wrzuciła silnik z Seata Leona Cupry. Ale zaraz… To przecież limuzyna, a nie hot-hatch. Właśnie – ci “nudni” Czesi to nie tylko jedyna w Europie Wschodniej szczęśliwa nacja ateistów i agnostyków. To fenomenalni porąbańcy. Taki silnik, w takim aucie? Uwielbiam ten pomysł! 

 

Pewnie jesteście ciekawi, czy 280-konny Superb ma w ogóle jakiekolwiek zadatki na auto sportowe lub chociaż usportowione?

Zanim na to pytanie odpowiem, zacznijmy od spotkania z trzecią generacją Superba, czyli jak przetłumaczymy nazwę z języka angielskiego – samochodu “znakomitego”, “wspaniałego”. Dla mnie to pierwsza możliwość wspólnego “wywąchania” się, bo jakoś w grafiku testów Superb zawsze mnie omijał. Na największą Skodę poprzedniej generacji załapałem się dopiero pod sam koniec produkcji, a w przypadku obecnej generacji, choć startuję od razu z wysokiej półki, miałem do tej pory możliwość obejrzenia jej tylko w normalnym ulicznym ruchu i na zdjęciach.

Opowiem więc o moim pierwszym wrażeniu.

Z zewnątrz Skoda naprawdę dała radę. Superb nie wygląda ociężale. Ostre rysy, brak wygładzonych zaokrągleń, dyskretne przetłoczenia – to może się podobać. Prezentowany egzemplarz w wersji SportLine czym innym jednak przykuwa uwagę. Mowa oczywiście o kolorze Dragon Skin (skóra smoka), który z gustownymi dodatkami w postaci 19-calowych felg, dyskretnym, czarnym spoilerem na tylnej klapie oraz podwójnym wydechem wygląda naprawdę fenomenalnie. Nie sposób nie odwrócić wzroku w stronę tego auta. Przejechałem Superbem ponad 500 km i wszędzie – na każdym parkingu, na każdych światłach, pod każdym centrum handlowym – Skoda przyciągała spojrzenia. Oczywiście usłyszałem gdzieś, że taki lakier nie pasuje do czeskiej marki, ale co ja poradzę – na szczęście na całe grono malkontentów można wysłać armię ludzi pozytywnych i otwartych na nowe doznania. Moim zdaniem ilość srebrnych, szarych i czarnych samochodów na ulicach przytłacza. Odważne kolory rozświetlają tę bylejakość. Gdybym kupował Superba to chciałbym móc zaznaczyć lakier Dragon Skin w konfiguracji.

 

Superb (57)

 

Przejdźmy do środka. Tu niestety jest o wiele mniej przebojowo, ale… niewiele można zarzucić temu wnętrzu. Materiały są miękkie i świetnie spasowane – poziom Passata myślę, że został już osiągnięty. Rewelacyjna jest przejrzystość – wszystkie przyciski i przełączniki pogrupowano tak, że można sięgać do nich bez patrzenia. Zegary – analogowe – udowadniają, że technologia ciekłokrystalicznych ekranów LDC przed kierowcą wcale nie musi być narzucana na siłę. I dobrze. Dotykowy ekran na desce rozdzielczej można obsługiwać w rękawiczkach, i – choć nie przewidziano touchpada – jakoś zupełnie to nie przeszkadza. Przełączanie między kolejnymi funkcjami odbywa się bardzo szybko i sprawnie. Świetna sprawa to parasolki w drzwiach kierowcy i pasażera. Schludny, przydatny i bardzo pomysłowy gadżet!

Czy są jakieś wady? Świetnie wykonane i spasowane wnętrze wydaje się – że użyję takiego sformułowania – wtórne. Panel klimatyzacji znajdziemy w Seacie Leonie i  Skodzie Octavii, kierownicę, choć świetnie wygląda i rewelacyjnie leży w dłoniach – w małej, usportowionej Skodzie Fabii, góra deski rozdzielczej do złudzenia przypomina tę z Seata Toledo i Skody Rapid. Można tak wymieniać. Oczywiście wielu kierowcom nie będzie to przeszkadzało, nie mówię, że mnie jakoś bardzo przeszkadza, ale jak miałbym wydać na auto minimum 160 tys. zł (od takiej kwoty zaczyna się Superb w tej wersji wyposażenia i z tym silnikiem), to chyba chciałbym otrzymać coś niepowtarzalnego. Irytuje też trochę błyszczący, fortepianowy plastik, ale to rozwiązanie spotkamy niestety w większości nowych samochodów i powiem szczerze, że trochę tej tendencji nie rozumiem – czy ktoś pytał klientów, czy im się to podoba?

 

Superb (25)

 

Prezentowaną wersję na otarcie ewentualnych łez mięsiście doposażono. Znajdziemy tu w zasadzie wszystko, co Skoda umieszcza na liście opcji: nawigację Amundsen, pełny pakiet systemów odpowiadających za bezpieczeństwo, aktywny tempomat, nieźle działające audio z 12 głośnikami, automatyczny szyberdach, 6-biegowe DSG, adaptacyjne zawieszenie DCC z wyborem stylu jazdy (w tej wersji brakuje trybu Comfort), podświetlenie ambient w rożnych tonacjach kolorystycznych, system automatycznego parkowania i o wiele, wiele więcej. Zabrakło tylko kamery cofania, co przy takim “wypasie” wydaje się niezrozumiałe…

Pamiętajcie, że Sportline to także dość twarde, ale świetnie trzymające ciało fotele ze zintegrowanymi zagłówkami, czarna podsufitka, imitujący karbon pasek na desce rozdzielczej i na drzwiach, nakładki na progach, wspomniana już trójramienna kierownica, lekko obniżone zawieszenie, czarny grill czy rewelacyjnie wyglądające felgi. W sumie to taka wersja będąca absolutnym zaprzeczeniem tego, co wciąż pokutuje w polskich wyobrażeniach na temat tej czeskiej marki. Wiecie jak jest – że to niby auta dla dziadków w kapeluszach. A tu – pełen odpał dla kogoś młodego sercem, duchem, ale i ciałem. Superbowi nie wypada przebrać się w literki RS, jak Octavii, ale może to i lepiej, bo ta dystyngowana elegancja z nutką sportu bardzo tej limuzynie jest do twarzy. Wspominałem już o kolorze?

 

Superb (19)

 

No dobra. Rozprawmy się z tym, co pod maską. Pewnie jesteście ciekawi na ile w ogóle jest sens myśleć o tak mocnej limuzynie, skoro już ze 190-konnym dieslem zapewnia ona więcej niż przyzwoite osiągi, spalając przy tym umiarkowane ilości paliwa. Tu mamy 280-konną, dwulitrową benzynę. Do tego napęd 4×4, więc o trakcję, w przeciwieństwie do Octavii RS, nie musicie się martwić. I to w każdych warunkach. Osiągi tego auta są fantastyczne. 5,8 sekundy od 0 do 100 km/h to wynik zarezerwowany niedawno dla samochodów sportowych. I to przyspieszenie czuć – na każdym biegu i przy każdej prędkości. Dźwięk silnika oczywiście nie nadąża za prędkościomierzem, ale coś tam słychać przy każdym ujęciu nogi z gazu z wydechu (takie lekkie popierdywanie). Jest dobrze. Naprawdę.

Nie, jest lepiej niż dobrze. Byłem i jestem mocno oczarowany tymi osiągami. Tym bardziej, że przy rozsądnej jeździe możliwe jest osiągnięcie naprawdę miłych dla oka i portfela wartości. No bo jak inaczej nazwać 9,3 l/100 km w mieście i 2 litry mniej na trasie? Oczywiście, gdy chcemy korzystać z osiągów, spalanie momentalnie rośnie do średnio około 13,5 – 15 l/100 km w mieście i nieco ponad 10 l/00 km na autostradzie, ale i tak chyba jest dobrze? Pamiętacie poprzednią Superb z 3.6-litrowym silnikiem? Ok, V6, dźwięk i tak dalej, ale 17 l/100 km to taka norma, bez której żadnej kierowca nie może myśleć o codziennym przemieszczeniu się tym autem. A Superb 2.0 TSI jest znacznie szybsza od 260-konnej poprzedniczki! I niech ktoś powie, że downsizing nie ma sensu!

Jazda testowanym Superbem sprawia dużo przyjemności nie tylko ze względu na olbrzymią moc katapultującą to auto. Bardzo przyjemnie zestrojono w nim układ kierowniczy – samochód nie jest narowisty, nawet po przejściu w tryb Sport. Zawieszenie dobrze amortyzuje polskie nierówności i daje odpowiednie czucie drogi. Zostało też ustawione w taki sposób, żeby stanowić świetny kompromis między wygodą a zapewnieniem bezpieczeństwa w prawie 300-konnym aucie. Czy może być lepiej?

 

Superb (52)

 

Może!

Podczas testu Superba spotkałem się na trasie z Mikołajem, który w tym samym czasie testował 252-konne (również czterocylindrowe) BMW 33oi x-Drive. Przez kilka godzin pojeździliśmy obydwoma autami, zamieniając się raz jednym raz drugim. Skoda, co ciekawe, na każdym biegu objeżdżała BMW w sprincie oraz podczas prób elastyczności, ale gdy wjechaliśmy na krętą drogę to Bawarczyk pokazał kto tu rządzi. Skoda na zakrętach sprawia wrażenie ociężałego auta. Zdecydowanie czuć w niej podsterowność i to mimo napędu 4×4 i i elektronicznej blokady mechanizmu różnicowego XDS+. Za kierownicą BMW można sobie pozwolić na o wiele większą swobodę w dohamowywaniu przez kolejnym łukiem. To pokazuje do czego Superb został stworzony. Mimo olbrzymiej mocy, to wielozadaniowy pochłaniacz autostrad. BMW powstało by produkować przyjemność w zupełnie innych warunkach.

 

 

 

Tydzień spędzony za kierownicą 280-konnej Skody uświadomił mi dwie rzeczy.

  1. To najfajniejszy model czeskiej marki, jakim do tej pory jeździłem.
  2. Moc to nie wszystko. Ważny jest też kolor auta – ja wprost nie mogłem napatrzeć się na złotego Kuraka…

Czy bym kupił? Choć to wydaje się niedorzeczne – TAK. Co prawda podczas jazdy w trybie Eko, Superb generuje 220 w zupełnie wystarczających do jazdy koni mechanicznych, a jak wiadomo szczebelek niżej znajduje się właśnie Skoda z tym samym silnikiem i mocą o 60 KM niższą od wersji testowanej. Problem polega na tym, że słabszego Superba nie zamówicie z napędem 4×4, a ten, mam wrażenie, robi tutaj całą robotę. Bo gdy Seat Leon Cupra ślizga się na światłach próbując znaleźć trakcję, Superb 2.0 TSI ma już na liczniku dozwolone w mieście 50 km/h. Jeżeli Cię więc stać i szukasz komfortowego auta z pazurem to się nie zastanawiaj – okolice 160 tys. zł w bogato już wyposażonej wersji to naprawdę dobra oferta. Ja bym brał…

PS. To pierwszy od dawna VAG, w którym spodobało mi się działanie DSG! 

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

 

Wygląd: (9 / 10)
Wnętrze: (7 / 10)
Silnik: (10 / 10)
Skrzynia: (9 / 10)
Przyspieszenie: (10 / 10)
Jazda: (8 / 10)
Zawieszenie: (9 / 10)
Komfort: (8 / 10)
Wyposażenie: (10 / 10)
Cena/jakość: (9 / 10)
Ogółem: (89/100)

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: benzynowy, czterocylindrowy, 1984 cm3
Moc: 280 KM przy 5600  obr./min
Moment obr.: 350 Nm / przy 1500 – 5600 obr/min
Skrzynia biegów: automatyczna, sześciobiegowa DSG
Napęd: 4×4
Śr. zuż. paliwa: ok. 9 litrów/100 km
0-100 km/h: 5,8 s
V maks: 250km/h
Cena:  od ok. 160 000 zł

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem…), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę…