Test: Skoda Kodiaq 2.0 180 KM 4×4 – niedźwiedź mocno śpi

Nie wiem czy nazwanie modelu słowem znanym mieszkańcom Alaski miało być zerwaniem z czeskim pochodzeniem tego producenta, ale ten „niedźwiedź” śmiało wszedł w rynek SUVów oddalając w zapomnienie podstarzałe Yeti. Czy zajmie jednak miejsce wśród najwyższych słupków sprzedaży?

 

Psując meandry dobrej powieści z góry powiem, że według mnie – nie. Ja jednak jestem marnym przedstawicielem profilu klienta Skody Kodiaq, więc nie przywiązujcie się zbytnio z tą hipotezą.

Skoda Kodiaq, jak na nazwę przystało, to naprawdę spore auto. W końcu niedźwiedź raczej nie pasowałoby do auta pokroju Fabii lub Golfa, mimo, że i w nich miejsca jakoś nie brakuje. Mówię jednak o gabarytach samochodu i fakcie, że Kodiaq może być siedmioosobowy. Trzeba wydać na to ponad 3 tysiące złotych, ale jeśli macie dużo dzieci – warto. Ilość miejsca jest jednak ograniczona, a wsiadanie nie należy do najwygodniejszych.

 

 

System składania tych siedzeń jest bardzo prosty, tworzy płaską podłogę, a bagażnik oferuje do 720 litrów. Wariant z maksymalną ilością pasażerów powoduje, że pojemność spada do 270 litrów. W bagażniku fajny jest jednak fakt istnienia elementów Simply Clever – siatki, uchwyty oraz podwójna podłoga pozwalająca schować roletę. A do tego wszystkiego elektryczna klapa bagażnika otwierana gestem nogi. Tak więc Kodiaq w kategorii praktyczność po prostu góruje.

Wracając do gabarytów, samochód mierzy 4,7 metra długości, co może nie jest problemem. Gorzej z szerokością prawie 1,9 metra oraz z bryłą samochodu. Wysoko poprowadzona linia maski oraz daleko kończący się dach powodują, że Kodiaq to naprawdę duże auto. Fakt, że wysoka pozycja za kierownicą i duże szyby pomagają w widoczności i prowadzeniu to jednak auto sprawia problemy w parkowaniu lub w ciasnych uliczkach miast. Na szczęście autonomiczne parkowanie oraz system kamer 360 stopni dobrej jakości pomaga w krytycznych sytuacjach podczas manewrowania samochodem. Na domiar majestyczności auta wpływają również duże 19-calowe koła oraz 19-centymetrowy prześwit.

 

 

Co ciekawe nasz egzemplarz pokryty był granatowym kolorem. Nie często widzi się go na modelach czeskiej marki, lecz jest on bardzo neutralny. Nieźle ukrywa brud, a przy okazji auto nie wygląda jak połowa innych na parkingu. Jeśli chodzi o samą karoserię, nie do końca przepadam za tak napompowanym i wybrzuszonym designem. Ciężko przyzwyczaić się również do dzielonych przednich reflektorów, które posiadają halogeny doświetlające zakręty na wysokości wielkiej atrapy chłodnicy. Moim zdaniem priorytetem projektantów były tu walory użytkowe, a nie chęć zebrania nagród za najpiękniejsze auto roku.

W środku jest równie spokojnie. Nasz egzemplarz udekorowano dziwną listwą biegnącą przed deskę rozdzielczą, a wiele elementów pokryto plastikiem o barwie połyskującej czerni. Wiemy doskonale, że taki materiał póki jest czysty wygląda bardzo dobrze, ale niestety szybko się brudzi. Jak to w produkcie z rąk VAG bywa, nie mam jak przyczepić się do ergonomii oraz spasowania poszczególnych elementów – wszystko stoi na dobrym poziomie!

Wiele tu schowków (nawet ten za listą przed pasażerem), uchwytów i regulacji pod podróżujących. Skoda jest mistrzem w takim ułatwianiu codzienności i bez problemu czerpie z wielu innych marek. Na przykład wysuwające się z drzwi (wzorem z Forda) plastikowe osłonki, przez co nie obijecie swoich drzwi i zarazem auta stojącego obok. Niestety, jak to z plastikami bywa, czasem się łamią (sprawdzone info).

 

 

Wracając jednak do wnętrza, kierowca do swojej dyspozycji może otrzymać podgrzewanie foteli, 3-strefową klimatyzację, elektryczną regulację fotela z pamięcią ustawień oraz szereg systemów bezpieczeństwa od aktywnego tempomatu, po asystent pasa ruchu i awaryjne hamowanie.

Dla lubiących gadżety, Skoda przygotowała nowy system inforozrywki. W egzemplarzu recenzenckim był on najbardziej rozbudowany. 8-cali dotykowego ekranu skrywało w sobie standardowe funkcję jak nawigację, radio lub inne media oraz dane z komputera pokładowego, ale też aplikacje używające Internet z karty sim zamontowanej w samochodzie. Dzięki temu przeczytacie angielskie newsy lub sprawdzicie pogodę. Co ciekawe system odczytuje również gesty. Nie tak zaawansowane jak w BMW, ale radio lub funkcję menu przesuniecie.

Co ważne, ekran ładnie wkomponowano w deskę rozdzielczą. Niestety skutkowało to wyeliminowaniem klasycznych przycisków, więc głośność lub inne funkcje zmienia się dotykowo i to jedyny minus w kwestii ergonomiczności wnętrza.

 

 

Skoro coś jest duże, to pewnie też sporo waży. Otóż w przypadku tego egzemplarza, mimo napędu 4×4 i większego silnika oraz opcji 7-osobowej samochód ma masę 1744 kilogramów. Do wprawienia tej wagi w ruch zaprzężono tutaj najmocniejszą, dostępną, jednostkę benzynową o mocy 180 koni mechanicznych oraz pojemności 2-litrów. Z maksymalnym momentem obrotowym równym 320 NM samochód rozpędza się do setki w 8 sekund, a swój bieg kończy przy 205 km/h.

Mówiąc już o biegach nie sposób pochwalić nowego DSG z siedmioma przełożeniami. Działa sprawnie, ma tryb sportowy i dobrze obsługuje opisywany zestaw. Parę zastrzeżeń mam do samego drążka zmiany biegów, bo przypomina bardziej dźwignię z samolotu niż samochodu (nie do końca wygodnie leży w dłoni).

Skoda Kodiaq prowadzi się bardzo prosto i komfortowo. Gdy już zapomnimy o jej wymiarach, to z tym silnikiem oraz przekładnią staje się pożeraczem kolejnych kilometrów. Dzięki aktywnemu zawieszeniu DCC i trybom jazdy można trochę zmienić charakterystykę auta. Może on być bardzo komfortowy z miękko działającym układem kierowniczym i bujającym zawieszeniem lub trochę sztywniejszy na bardziej kręte trasy.

 

 

Dedykowany jest również tryb SNOW, który pomoże w zimowej aurze i to właśnie w takich warunkach przyda wam się napęd 4×4, bo Kodiaq jest SUVem, a nie autem terenowym, chociaż jakieś umiejętności posiada. Ja sprawdzałem go jedynie w błocie i mnie nie zawiódł. Podobnie było również na krakowskich dziurach oraz krawężnikach – przeszkodą nawet nie były duże alufelgi.

Ogromne wymiary i waga odbiły swoje piętno również na spalaniu samochodu. Ten silnik w mieście jest mało ekonomiczny. Krótkie trasy obfitowały w wyniki rzędu 11-12 litrów. Na szczęście w trasie samochód może spalić tylko 8 litrów, także przy kupnie warto zastanowić się nad docelowym przeznaczeniem samochodu. Alternatywą może być TDI lub mniejsze 1,4 TSI, ale nie mogę obiecać, że jeździ tak samo dobrze. A cena? Nasz egzemplarz wyceniono na około 180 tysięcy złotych, ale wartość Citigo to same dodatki.

Podsumuję więc przewrotnie. Kodiaq nie jest dla każdego i uniwersalnie nie wjedzie do każdego garażu, aczkolwiek jego mniejszy brat – Karoq – już prędzej. To sprawia, że nawet gdyby Kodiaq nie stał się rynkowym hitem, Skoda i tak na tym nie straci. A jak na potentata przystało warto mieć w ofercie auto z każdego segmentu.

 

Konrad Stopa

fot. Grzegorz Wawryszczuk

 

Wygląd: (6 / 10)
Wnętrze: (8 / 10)
Silnik: (8 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (6 / 10)
Jazda: (7 / 10)
Zawieszenie: (9 / 10)
Komfort: (10 / 10)
Wyposażenie: (9 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (77/100)

 

Dane Techniczne:

Silnik: R4 Benzyna
Pojemność: 1984 cm3
Moc: 180 KM/3900 obr./min.
Moment: 320 Nm/1900-3940 obr./min.
Skrzynia biegów: Automatyczna, siedmiobiegowa
0-100 km/h: 8 s
Prędkość max.: 205 km/h
Cena: ok. 180000 PLN

Dyskusja

komentarzy

Konrad Stopa

Konrad Stopa

Motopasjonat z krwi i kości. Od najmłodszych lat jego ulubioną zabawą było zgadywanie samochodów po dźwięku silnika. Najlepszym prezentem na gwiazdkę, o czym wiedzą najbliżsi, niezmiennie jest prasa motoryzacyjna z całego roku. Pisze dla Was z humorem i pewną dozą uszczypliwości, ciesząc się z każdego komentarza pod swoimi tekstami.
Follow Me: