Test: Skoda Fabia Monte Carlo 1.2 TSI 110 KM – stylowa, ale trochę beznamiętna

Skoda, prezentując trzecią odsłonę swojego sztandarowego modelu – Fabii, podjęła decyzję o niewprowadzaniu wersji RS. Powód był prosty – klienci Skody podobno nie lubią szybko jeździć i znacznie częściej sięgają po wersje limitowane. Na przykład Monte Carlo z najmocniejszym, dostępnym obecnie w Fabii silnikiem! 

 

Z czym kojarzy Wam się Monte Carlo? Mnie głównie z rajdem samochodowym, który rozgrywany jest, z przerwami na dwie Wojny Światowe, od 1911 roku. Są jednak też tacy, i wcale nie odbieram im racji, których pierwsza myśl o Monte Carlo kieruje w stronę stolicy hazardu, przepychu, blichtru, plaż, na których opalają się milionerzy. Do którego z tych skojarzeń próbuje odnieść się Skoda, nie po raz pierwszy wypuszczając na rynek popularnego mieszczucha w barwach dzielnicy księstwa Monaco i jak jej to wychodzi? Zapraszam na test!

Pewnie już nie pamiętacie, że jak testowałem Fabię z podstawowym silnikiem, to bardzo byłem ciekawy jak z tą niezbyt dużą bryłą poradzi sobie 110-konna jednostka, bo ta 60-konna wystarczała jedynie do bardzo spokojnej jazdy. Po drodze, przez parking naszej redakcji przewinęła się też wersja 90-konna, która radziła sobie już naprawdę nieźle (zresztą jeździłem Ibizą z tym silnikiem i również byłem zadowolony). Wreszcie się udało – niedawno miałem okazję przetestować 110-konną Fabię, w której za rozwijanie mocy odpowiedzialny jest czterocylindrowy silnik 1.2 TSI (uwaga, niebawem być może zastąpi go wersja litrowa o tej samej mocy i bez jednego cylindra, która pojawi się na pewno w Octavii, a już dostępna jest np. w Seatach: Leonie i Ibizie).

Z zewnątrz 

To, że obecna Fabia może się podobać przestało mnie już dziwić. Samochód ma dość dynamiczną sylwetkę, w dodatku nie jest okrągły, jak większość modeli w tej klasie (i jak poprzednik). Linia małej Skody narysowana jest bowiem ostrą i zdecydowaną kreską, i co ważne – wszystko do siebie pasuje. W wersji Monte Carlo mamy też wiele smaczków; czarne felgi, na które naciągnięto niskoprofilowe opony, spoiler, nakładkę na tylny zderzak, czarny szklany dach, no i oczywiście krwistą czerwień karoserii (chyba najlepszy kolor do Fabii).

 

Skoda Fabia MC (5)

 

Wnętrze 

Monte Carlo zobowiązuje. Mamy tu świetnie wyglądające i bardzo wygodne oraz nieźle trzymające w zakrętach fotele, sportową, spłaszczoną u dołu kierownicę przeszytą czerwoną nicią, czerwony tunel środkowy, pas na desce rozdzielczej z plastiku imitującego karbon. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda naprawdę dobrze i co ważne – atmosfera prostoty bardzo do bogatej wersji pasuje.

Po kilku godzinach spędzonych w aucie zacząłem jednak dostrzegać, że plastiki, z których wykonano wnętrze niczym nie różnią się od tych, które spotkamy w najuboższych wersjach Fabii. Pod każdym dotykiem jest więc nieprzyjemnie twardo. Do tego stopnia, że psuje to nieco klimat, który designerzy starali się z taką pieczołowitością stworzyć, ale można się do tego przyzwyczaić. Trzeba.

 

Skoda Fabia MC (19)

 

Jazda

1.2-litrowa jednostka produkuje 110 KM i 175 Nm maksymalnego momentu obrotowego, który dostępny jest już od 1400 obr./min. To powoduje, że Fabia przyspiesza bardzo dobrze, a moc czuć, szczególnie podczas ruszania ze świateł. Mimo to, nie nazwałbym jej sportową. Nie nazwałbym jej też warm-hatchem. Motor najlepiej czuje się gdzieś po środku skali obrotomierza. Jest za to bardzo elastyczny i potrafi być niesamowicie oszczędny (średnie spalanie oscyluje wokół 6 l/100 km). Na uznanie zasługuje też działanie 6-biegowej skrzyni biegów – wszystkie przełożenia wchodzą fenomenalnie.

Prowadzenie jest za to jedynie bardzo poprawne – tak jakby Skoda na siłę próbowała zadowolić wszystkich. To zresztą bardzo dziwne, ale jazda 90-konnym Seatem Ibizą FR sprawiała mi o wiele więcej frajdy w zakrętach. Fabia podczas ostrego skrętu zachowuje się bowiem na tyle neutralnie, że niestety można usnąć. Do tego zapomnijcie o wyłączalnym ESP (ok, w Ibizie też się nie da). Gdy dodamy do tego nastawy zawieszenia, które zapewniać mają zarówno komfort, jak i nutkę sportu (a jak wiadomo jak coś jest do wszystkiego…) oraz zdecydowanie za lekko pracujący układ kierowniczy, którego nie da się usztywnić żadnym przyciskiem, to mamy prostą odpowiedź na zadane przeze mnie na początku pytanie.

 

Skoda Fabia MC (12)

 

Podsumowanie

Skoda Fabia Monte Carlo 1.2 TSI 110 KM nie jest sportowcem. Producent, choć być może chciał nawiązać do słynnego rajdu, zrobił ukłon w stronę modnej strony tej niesamowitej dzielnicy Monaco.

Czy zatem taka Fabia ma sens? Jeśli szukasz samochodu na co dzień, który potrafi zaskoczyć na światłach i który swoim stylem potrafi się wyróżnić, do tego prowadzi się w bardzo zrównoważony i przewidywalny sposób, nie masz rodziny, a do wydania w portfelu posiadasz około 60 tys. zł (testowany egzemplarz startuje od 57 830 zł), to jest auto właśnie dla Ciebie! Jeżeli zależy Ci jedynie na wyglądzie, pakiet Monte Carlo możesz zamówić także do 75-konnego silnika. Wtedy cena jest trochę niższa – od 53 300 zł.

Adam Gieras

 

Wygląd: 8 Stars (8 / 10)
Wnętrze: 6 Stars (6 / 10)
Silnik: 7 Stars (7 / 10)
Skrzynia: 8 Stars (8 / 10)
Przyspieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 7 Stars (7 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 7 Stars (7 / 10)
Ogółem: 7.2 Stars (72/100)

 

 

 

 

Skoda Fabia 1.2 TSI Monte Carlo – dane techniczne:

Silnik: benzynowy, R4
Pojemność skokowa: 1197 cm3
Moc maks./przy obrotach: 110 KM/4600-5600 obr/min
Maks. moment obr./przy obrotach: 175 Nm/1400-4000 obr/min
Przeniesienie napędu: na przednie koła;
Skrzynia biegów: 6-biegowa, ręczna
Osiągi
0–100 km/h: 9,4 s
Prędkość maksymalna: 196 km/h
Zużycie paliwa (test)
Miasto: 7,5 l/100 km
Trasa: 5,4 – 7,0 l/100 km (w zależności od stylu jazdy: górna wartość przy średniej 120 km/h)
Długość x szerokość x wysokość: 3992 x 1732 x 1467 mm
Rozstaw osi: 2470 mm
Masa własna: 1129 kg
Pojemność bagażnika: 330 l
Pojemność zbiornika paliwa: 45 l.
Cena: od 57 830 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...