Test: Renault Trafic 1.6 dCi 145 Grand Passenger – WIELKIE zaskoczenie

Duży samochód może więcej, ale daje kierowcy mniej; przyjemności, pewności prowadzenia, osiągów… Tak mogłoby się wydawać, ale to nie jest właściwy opis Trafica ze 145-konnym, podwójnie uturbionym dieslem pod maską.

 

Przyznam, że lubię duże auta, tę wysoką pozycję za kierownicą i poczucie, że jestem królem drogi. Na co dzień rzadko jeżdżę takimi samochodami, może dlatego lubię je jeszcze bardziej. Stanowią przyjemne oderwanie od zwykłych kompaktów, sedanów czy kombi, jakie najczęściej wpadają do naszej redakcji. Nie spodziewałem się jednak tak pozytywnych wrażeń zza kierownicy Trafica, który – i wcale tego nie ukrywa – jest wołem roboczym.

Jak na auto służące do – w tym wypadku – przewozu 9 osób nie można odmówić mu urody. Elegancka linia boczna, a mamy do czynienia z wersją przedłużoną, ubrana została w efektowne przetłoczenia. Na kołach znalazły się atrakcyjnie wyglądające alufelgi, a dach nad kierowcą nie jest już tak wyłupiasty jak w poprzedniku. Najbardziej w oczy rzuca się jednak przód, przy projekcie którego Renault mocno zaszalało. Ogromne światła i wypukły grill z niebieskimi żebrami jasno informują, że w tego typu autach styl wcale nie musi rządzić się swoimi prawami.

 

 

Nie inaczej jest we wnętrzu. Deska rozdzielcza została dobrze rozplanowana i wygląda lepiej niż w niejednym vanie 10 lat temu. Trudno nie zauważyć też wspólnych elementów z innymi autami koncernu. Zegary pochodzą z Clio, przyciski do otwierania szyb, przełączniki kierunkowskazów spotkacie w każdym Renault – identyczne mam w swojej Lagunie. Panel obsługi nawiewu i klimatyzacji został przeniesiony z Dacii. Całokształt jest miły dla oka, a wszystko, choć wykończone dość twardym plastikiem i pod dotykiem się nie ugina, sprawia wrażenie solidnego i przyjemnego. Kierownica, którą wykonano ze skóry ekologicznej nie dość że pewnie leży w dłoniach, to wcale nie przyczynia się do ich nadmiernej potliwości. Jednym słowem bardzo łatwo się w tym aucie kierowcy odnaleźć – wszystko jest pod ręką, a obsługa każdego przycisku i przełącznika jest wręcz trywialna.

Na pokładzie testowanego egzemplarza znalazł się ekran dotykowy obsługujący multimedia, nawigację i bluetooth. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia, prawda? A Trafic daje o wiele większe możliwości rozwinięcia multimediów – oczywiście za dopłatą. Dla porządku dodam, że o wygodę pasażerów dba także bardzo wydajna, manualna klimatyzacja z nawiewem także dla siedzących z tyłu pasażerów. To ważne, bo samochód w przedłużonej wersji jest ogromny i siedząc w trzecim rzędzie siedzeń do kierowcy mamy odległość taką, jak od przodu do tyłu Renault Megane ;).

 

 

Właśnie – przestrzeń. To chyba najważniejszy aspekt w Renault Trafic. Jest jej mnóstwo w każdym z trzech rzędów siedzeń, a także w… bagażniku, który przy komplecie pasażerów oferuje aż 1,8 m3 . Spokojnie można w 9 osób pojechać na dwutygodniowy urlop i nikt nie będzie musiał się ograniczać w ilości spakowanych po brzegi toreb. Do tego w każdym rzędzie siedzi się wygodnie, jest mnóstwo miejsca na nogi i głowę. Siedzący obok siebie pasażerowie, poza przednią dwuosobową kanapą koło kierowcy, która nie rozpieszcza ilością miejsca wszerz, nie będą narzekać na bliskość łokcia sąsiada. Fotele zapewniają komfort znany z francuskich samochodów – jest miękko, może trochę za bardzo, ale za to siedziska i oparcia są potężnych rozmiarów. Kończąc temat wnętrza, o osobowym przeznaczeniu pojazdu świadczą liczne, dość głębokie schowki, a jedyny minus, jaki potrafię zanotować to brak możliwości złożenia kanap. Trzeba je niestety wymontować, a to raczej dość skomplikowane zadanie.

 

 

Przejdźmy do jazdy. W testowanej wersji Trafica nie musimy pomijać tego aspektu. Ba, warto go podkreślić, bo tym wielkim, 5.4-metrowym monstrum jeździ się naprawdę wyśmienicie. Po pierwsze widoczność w każdą stronę, poza tyłem, ale tu pomaga kamerka cofania (uwaga, mocno zniekształca obraz), jest dobra. Siedzi się wysoko, kierowcy z naprzeciwka nie oślepiają, mało który samochód może zasłonić drogę przed manewrem wyprzedzania.

A do tego zachęcają też osiągi. 340 Nm dostępne już przy 1500 obr./min, a pierwsza setka na prędkościomierzu pojawia się już po niespełna 11 sekundach! I to wszystko rozwijane jest przez… 1.6-litrowy silnik. Downsizing w dostawczakach? Jak widać. I sprawdza się to świetnie. Trafic jeździ bez zadyszki w każdych warunkach, zostawiając na światłach niejedną flotową limuzynę. Autostradowe prędkości nie tylko go nie męczą, on je uwielbia. Przy rozsądnym obchodzeniu z gazem, Renault zużywa też niewielkie ilości paliwa. 6 litrów ropy poza miastem i 9,5 w mieście to wyniki absolutnie osiągalne przez każdego kierowcę. Miłośnik ecodrivingu jeszcze trochę z nich utnie.

 

 

Skrzynia biegów działa bardzo sprawnie, nie haczy, a dzięki trzem pierwszym dość krótkim przełożeniom rozpędzanie w warunkach miejskich to przyjemność. Zestopniowanie przekładni przydaje się też w mniej przyjaznych dla samochodu miejscach – np. w grząskim terenie. W Traficu mamy nawet przycisk “droga gruntowa”, po wciśnięciu którego elektronika auta dba o lepszą przyczepność poza asfaltem. Zaryzykuję twierdzenie, że gdyby Renault dołożyło tu napęd 4×4 to Trafic szedłby po piachu jak taran, zostawiając w tyle niejedną prawdziwą terenówkę…

Trafic jest nie tylko duży, skuteczny na drodze, wystarczająco mocny, żeby przejechać po nieutwardzonej drodze bez strachu, ale też w każdych tych warunkach zapewnia komfort na wysokim poziomie. Nie czuć w nim masy, nie ma też wrażenia pustej paki, jak to bywa w dostawczakach (nie wiem jak wygląda ta  kwestia w wersjach towarowych). Nie męczy się w długich trasach i przekonuje niskim spalaniem, więc na 80-litrowym baku można pojechać daleko bez zbędnych postojów. Gdybym więc szukał 9-osobowego vana, bardzo mocno rozważyłbym kandydaturę Renault. Zresztą, jako blaszak to auto również ma sens – ceny startują od nieco poniżej 70 tys. zł netto.

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 9 Stars (9 / 10)
Silnik: 10 Stars (10 / 10)
Skrzynia: 9 Stars (9 / 10)
Przyspieszenie: 9 Stars (9 / 10)
Jazda: 9 Stars (9 / 10)
Zawieszenie: 9 Stars (9 / 10)
Komfort: 9 Stars (9 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 8 Stars (8 / 10)
Ogółem: 8.7 Stars (87/100)

 

 

 

 

Dane techniczne: 

Silnik: t.diesel R4/16
Pojemność: 1598
Moc. maks.: 140/3500 KM/obr./min
Moment: 340/1500 Nm/obr./min
Zbiornik paliwa: 80 l
Przysp. 0-100 km/h: 10,9 s
Skrzynia: manualna 6-biegowa
Napęd: na przód
Prędkość maks.: 181 km/h
Średnie spalanie fabr.: 6,6 l/100 km

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...