Test: Renault Megane Grandtour GT 1.6 TCe 205 – spokojny brutal

Renault Megane Grandtour GT, choć jest mniej ostre od poprzednika, ma nad nim jedną, bardzo ważną przewagę. Łączy w sobie moc, przyjemność z jazdy i… wygodę użytkowania. A czy jest wystarczająco “GT”? Sprawdźcie! 

 

W lipcu 2015 roku miałem okazję przetestować Megane Grandtour GT 220, które swoim twardym charakterem i precyzyjnym prowadzeniem przy akompaniamencie przyjemnego dla ucha dźwięku silnika bardzo mi się spodobało. Jazda tym autem nie przypominała jednak kierowania “tatowozem”. To był drapieżnik, służący do łapania każdego kamyczka w zakręcie. I to wszystko w nadwoziu kombi?

Tak, ale czy głowa rodziny, ojciec dzieci, mąż żony, właściciel psa, wielbiciel grilla i biwaków nad rzeką, bywalec wszelkich marketów budowlanych nie może czasami poczuć dreszczyku emocji? Może! A przynajmniej powinien. W końcu każdy z nas ma czasami ochotę puścić AC piorun DC “Highway to hell” i wdusić pedał gazu do końca. I nowe Megane, tak jak poprzednik, na to pozwala, z tą różnicą, że na co dzień pozostaje samochodem całkowicie uniwersalnym.

Pewnie pomyślicie, że się starzeję, że odrzucam twardość i bezkompromisowość. Nie. Ale uważam, że skoro może być sportowo, gdy tego chcę, a głównie na co dzień, gdy dojeżdżam w korkach do pracy i zasuwam na zakupy, po prostu wygodnie, a przy tym, warto podkreślić – stylowo, to po co się męczyć?

 

 

Zacznijmy jednak od wyglądu zewnętrznego. Poprzednie Megane było miłe dla oka, ale, z racji bardzo wielu egzemplarzy na drogach w podstawowych wersjach, z czarnymi klamkami i 90-konnymi silnikami diesla pod maską, szybko się opatrzyło. Obecny model jest jeszcze bardzo młody, więc nie wiadomo czy zdobędzie serca i portfele szefów flot, ale jego nowoczesna bryła, póki co, chyba każdemu musi się podobać. Tym bardziej w prezentowanej wersji GT. Piękny kolor, przestylizowane zderzaki, znaczki “GT”, 18-calowe felgi – jest smacznie i delikatnie. Nic na siłę.

W środku o sportową atmosferę dbają przede wszystkich świetne “kubły” z przodu, które są twarde, ale wygodne i zapewniają rewelacyjne trzymanie boczne. Gdy dodamy do tego trójramienną, grubą, dobrze leżącą w rękach kierownicę oraz niebieskie dekoracyjne listewki na desce rozdzielczej robi się naprawdę ciekawie.

 

 

Sama tablica przyrządów nie jest przeładowana, ale prostokątny wyświetlacz ustawiony w pionie nie pasuje tu moim daniem kompletnie. Więcej nie da się jednak temu wnętrzu zarzucić. Wszystko jest ładnie zaprojektowane, dobrze spasowane i przyzwoicie wykonane. Co prawda, im niżej w stronę kolan i stóp, tym plastik staje się twardszy i bardziej szorstki, ale absolutnie nic nie skrzypi i nie wydaje żadnych innych niepokojących dźwięków.

Wróćmy do wyświetlacza multimediów na środku deski rozdzielczej. Choć z wyglądu jest jedynym elementem, który nie pasuje mi do wnętrza, nie da się zarzucić mu braku intuicyjności. Wszystkie funkcje przeklikuje się łatwo, a system działa wystarczająco szybko. W zasadzie tylko raz podczas testu, po wielu godzinach nawigowania zawiesił się, ale chwilę później już znowu śmigał. Moim zdaniem brakuje jednak pokrętła, które pozwoliłoby bezpieczniej sterować multimediami w trakcie jazdy (brakuje nawet gałki głośności audio!). Plus jednak za pokrętła systemu wentylacji, które znacznie ułatwiają korzystanie z klimatyzacji (spróbujcie ustawić pożądaną temperaturę w Peugeocie 308…). W prezentowanej wersji przed oczami kierowcy znalazł się też wyświetlacz HUD, ale moim zdaniem to zbytek łaski. Fajny, ale niepotrzebny gadżet.

Podsumowując wnętrze, warto zwrócić uwagę także na sporo miejsca dla pasażerów z tyłu, i to mimo dość mocno zabierających przestrzeń foteli kubełkowych. 521 litrów pojemności bagażnika za wygodną kanapą wystarczy natomiast, żeby spakować całą rodzinę na długie wakacje.

 

 

Zajrzyjmy pod maskę. Downsizing kogoś jeszcze dziwi? Jeśli nie, to dobrze, bo mnie już dawno przestał. Najmocniejsze obecnie w palecie Renault Megane ma pod maską 1.6-litrowy silnik turbo o mocy 205 KM, czyli ten sam, w który wyposażono mniejsze Clio R.S., tyle że bez świetnego wydechu Akrapovica. Wrażenia dźwiękowe są zatem żadne z zewnątrz i świetne – za sprawą elektroniki – wewnątrz. Silnik dysponuje dość wysoko, jak na turbo, postawionym momentem obrotowym – 280 Nm dostępne jest dopiero od 2400 obr./min. Ale Megane wcale nie jest ospałe. Wręcz przeciwnie. Rozpędzanie, przyspieszanie, elastyczność – w każdym momencie Renault zaskakuje. I co ważne, w porównaniu do 220-konnego poprzednika, który rozwijał o 15 KM wyższą moc z dwulitrówki, 1.6 turbo jest silnikiem naprawdę oszczędnym.

6,5 l średniego spalania w trasie i 8,5 litra bezołowiowej w mieście to mniej niż pali moja Laguna 2.0 dCi. Oczywiście mocno wciskając pedał gazu można te wartości podwoić, ale z drugiej strony, pieszcząc się z gazem da się zejść na trasie nawet do nieco ponad 5 litrów. 220-konne GT tego nie potrafiło. Gdy dodamy do tego fakt, że słabszy i mniejszy silnik ma lepsze osiągi, jakoś jestem w stanie wybaczyć mu zupełnie bezpłciowy dźwięk.

Testowane GT ma nad swoim poprzednikiem jeszcze jedną przewagę. 220 GT był sportowy w każdym calu – twardy, głośny, wymagający (uwielbiam to auto), ale jazda kombi powinna być także wygodna. W Megane 1.6 TCe to kierowca decyduje jakim samochodem chce jeździć.

W ustawieniu Comfort to normalny kompakt, który ma odczuwalnie 150-160 KM pod maską. Skrzynia biegów szybko zmienia biegi bez pożądanego przeciągania pod czerwone pole, a układ kierowniczy sprawia wrażenie lekko ospałego. Ma to sens na co dzień. Megane jest bowiem w tych ustawieniach po prostu wygodne, a dzięki systemowi 4 Control bardzo przewidywalne w zakrętach.

 

 

Wciśnięcie przycisku R.S powoduje zmianę o 180 stopni. Auto przestawia się w tryb Sport, kierownica wyczuwalnie utwardza się, a reakcja na gaz staje się absolutnie fenomenalna. Wjazd na krętą drogę w tym trybie wywołuje niebywałą ekscytację i uwierzcie mi – większa dawka mocy nie jest potrzebna. Renault Sport udało się bowiem coś, co nie udaje się producentom produkującym o wiele szybsze kompakty. Mowa o rewelacyjnym wyważeniu auta i porozumieniu między kołami a układem kierowniczym. Gęba śmieje mi się cały czas jak przypomnę sobie 30-kilometrowy, praktycznie pusty odcinek między Oświęcimiem a Andrychowem. Polecam – prosty asfalt bez dziur i zupełnie pusta droga. W Megane można go przejechać praktycznie bez zdejmowania nogi z gazu, bawiąc się idealnie wyczulonym (nie przeczulonym) układem kierowniczym. Kropkę nad i stawia 7-biegowy automat, który w trybie manualnym, także dzięki poręcznym łopatkom, sprawia, że warto za tę skrzynię dopłacić!

Podsumowując – świetne auto. A więcej? Renault zrobiło Megane 220 GT, które miałem okazję testować w 2015 roku – zakochałem się w nim, przyznając mu 86 punktów na 100. Sprawdźcie punktację GT 205, które jest moim zdaniem lepsze; bardziej uniwersalne, bardziej rodzinne, a przy tym sportowe, jeśli tylko na ekstremalne odczucia przyjdzie kierowcy ochota. W przeciwnym razie ma po prostu kombi. I o to właśnie chodzi. Mały minus za dźwięk i brak możliwości wyłączenia kagańców. No i 47-litrowy bak mógłby być o 10 litrów większy…

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia 

 

 

Wygląd: (10 / 10)
Wnętrze: (9 / 10)
Silnik: (10 / 10)
Skrzynia: (9 / 10)
Przyspieszenie: (8 / 10)
Jazda: (10 / 10)
Zawieszenie: (10 / 10)
Komfort: (8 / 10)
Wyposażenie: (9 / 10)
Cena/jakość: (9 / 10)
Ogółem: (92/100)

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: R4, benzynowy, 1.6 l

Moc: 205 KM / 6000 obr/min

Moment obr.: 280 Nm / 2400 obr/min

Skrzynia biegów: automatyczna, siedmiobiegowa

Napęd: przedni

Śr. zuż. Paliwa: 7,5 l/100 km

0-100 km/h: 7,4 s

V maks: 230 km/h

Cena: ok 120 000 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem…), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę…