Test: Peugeot 208 1.6 BlueHDi Allure FL

Modelem 205 Peugeot pchnął klasę B ku nowoczesności, 206 to nie tylko największy sukces finansowy, ale i stylistyczny marki, 207 swoją facjatą lekko przynudza, ale do dziś cieszy swoich właścicieli, 208 natomiast najbardziej przypomina mi 206-tkę, ale jest od niej o niebo lepiej wykonane. A jak jeździ ze 100-konnym dieslem pod maską? 

Peugeota 208 poznałem dość dobrze niecałe 2 lata temu. Gdy tylko przyjrzałem mu się wtedy z zewnątrz, obejrzałem dobrze wnętrze, przejechałem się kawałek, od razu zrozumiałem, że mam do czynienia z dojrzałym samochodem. Jazda z Warszawy do Krakowa, w dodatku w 4 osoby z bagażami, utwierdziła mnie również w przekonaniu, że to auto małe jest tylko z nazwy. 115 konny silnik wysokoprężny (już nieoferowany, w Europie Zachodniej zastąpiła go 120-konna jednostka), dobrze zestopniowana skrzynia biegów i pewne prowadzenia postawiły kropkę nad i. Minęło trochę czasu, kilkadziesiąt samochodów przewinęło się przez moje ręce, a ja znowu usiadłem za sterami 208-ki. Tym razem do testu otrzymałem wersję po liftingu z najmocniejszym w tym momencie dieslem na polskim rynku pod maską.

Co się zmieniło?  Niewiele – lifting należy uznać za lekkie przypudrowanie noska. Na zewnątrz mamy nowy przedni pas, standardowe światła do jazdy dziennej w technologii LED, nową linię zderzaka i grilla, minimalne zmiany przednich i tylnych reflektorów (przednie zyskały lekko przyciemnione tło, tylne efekt 3D) oraz nowe wzory felg i kołpaków. Zmiany na szczęście niczego nie zepsuły, a 208, mimo 3,5-rocznego stażu rynkowego wygląda nadal świeżo.

Mały Peugeot ma bardzo proporcjonalne i nowoczesne kształty, sprawia również wrażenie większego niż jest w rzeczywistości (niecałe 4 metry długości). Może się też podobać. Podnosząca się ku tyłowi linia okien, ładnie wkomponowane w nadwozie tylne drzwi, wyprofilowana łukiem względem tylnego zderzaka klapa bagażnika czy zawadiacki przód z dużym grillem sprawiają, że do 208 pasuje zarówno młoda kobieta jak i mężczyzna z siwiejącą czupryną. Testowany egzemplarz, w najbogatszej wersji Allure wyróżniają dodatkowo chromowane elementy, których użyto ze smakiem, przyciemniane tylne szyby oraz opcjonalne szklane okno dachowe wpuszczające do ciemnego wnętrza światło.

 

DSC_0125

 

A skoro jesteśmy już przy wnętrzu, to tu też pojawiło się kilka zmian. Mowa między innymi o nowym 7-calowym ekranie systemu Peugeot i-Cockpit, który wyposażono w technologię MirrorScreen (umożliwia użytkownikowi wyświetlenie ekranu smartfona kompatybilnego z Mirrorlink® lub Carplay® na ekranie dotykowym samochodu). Inżynierowie Peugeota dołożyli też system Connect SOS & Assistance, która umożliwia automatyczne wysłanie powiadomienia i wezwanie pomocy drogowej z lokalizacją pojazdu.

W kwestii infomediów mogę powiedzieć tylko tyle, że działają. Co prawda nie sprawdzałem czy mój smartfon paruje się z systemem MirrorLink® – nadal uważam, że samochód służy do jazdy, a telefon do dzwonienia, ale przyjemnie grające audio i nawigacja, która dzięki dotykowemu ekranowi z dużymi i czytelnymi ikonami jest bardzo łatwa w obsłudze, przekonują do siebie dość szybko. Ogromny plus za to, że producent nie zdecydował się na umieszczenie obsługi klimatyzacji właśnie na wspomnianym ekranie – temperaturę wewnątrz auta ustawiamy więc nadal ręcznie na panelu.

Mimo że deska rozdzielcza została wyczyszczona z nadmiaru przycisków jest czytelna, i za to chwała projektantom. Zdecydowanie ciekawiej robi się jednak po jej lewej stronie,  a wszystko za sprawą niewielkiej, przypominającej przyrząd do gier komputerowych kierownicy, której średnicę zmniejszono o 8 centymetrów oraz nietypowo wysoko zaprojektowanych zegarów. Chcąc obserwować wskaźniki, musimy kierować swój wzrok nad kierownicę. Dziwne, ale uspokajam – przyzwyczaiłem się do tego o wiele szybciej, niż do zegarów umieszczonych po środku deski rozdzielczej np. w Lancii Y czy Citroenie Xsara Picasso. Co do kierownicy to nadal nie jestem jednak do niej przekonany. Podczas jazdy jej wymiary kompletnie nie przeszkadzają, ale podczas szybkich manewrów wolałbym trzymać większą i bardziej okrągłą w kształcie więźbę.

Deska rozdzielcza wykonana jest z bardzo dobrej jakości materiałów, a przednie fotele rozpieszczają wygodą. Moim zdaniem trochę jedynak przesadzono z ilością fortepianowego plastiku – łatwo się brudzi i potrafi poskrzypywać pod każdym mocniejszym naciskiem. Spodobał mi się za to drążek zmiany biegów – taki sam, jak w modelach DS (jest miły w dotyku i dobrze leży w dłoni). Miłośników częstych wyjazdów szybko przekonana do siebie 311-litrowy bagażnik – ustawny i bardzo jak na wielkość auta pakowny. Co ciekawe, również na tylnej kanapie bez problemu zajmą miejsce dwie dorosłe osoby.

 

DSC_0120

 

Przejdźmy do jazdy. Na początku zaznaczę, że bardzo dobrze znam już jednostkę 1.6 HDi, która znalazła się pod maską testowanej 208-ki. Co prawda tu występuje w nowej, proekologicznej, niebieskiej wersji (choć blue z języka angielskiego można też tłumaczyć jak “przygnębiony”), dzięki czemu spełnia najnowsze normy emisji spalin, ale to nadal ten sam silnik, którym przejechałem 180 tysięcy pod maską Xsary Picasso. Miałem okazję współżyć z nim przez dłuższy czas w Focusie II oraz w testach: Citroena C4, C4 Cactusa i przedliftowej 208-ki.

W testowanym Peugeocie mamy więc 100 KM (o 8 więcej niż u poprzednika), co w zupełności daje radę na co dzień, ale mam wrażenie, że ze względu na ekologię silnik został lekko jakby przytemperowany. 115-konna jednostka, zastąpiona teraz przez 120-konną również e-HDi wystarczała do tego samochodu aż nadto, a 100-konna trochę mnie rozczarowała. Samochód przyspiesza dobrze, ale nie jest już tak elastyczny jak się tego spodziewałem. Na szczęście dobrze pracująca skrzynia biegów (coraz bardziej typowe we francuskich autach) sprawia, że zejście z biegu na niższy odbywa się bez haczenia i z przyjemną gracją. Atutem silnika pozostała jednak jego oszczędność – zejście do 4,2 litrów ON na trasie wcale nie jest trudne, a ja mam raczej cięższą nogę. Gdyby producent zdecydował się na 6-biegową skrzynię biegów średnie spalanie mogłoby przybliżyć się do deklarowanych wartości, a tak średnia z całego testu wyniosła 5,6 litra/100km.

Bardzo przekonuje do siebie za to jazda 208-ką. Co niespotykane w tej klasie aut buda małego Peugeota nie jest praktycznie wcale wrażliwa na boczny wiatr, a zawieszenie, choć nieco twarde i konstrukcyjnie nie najnowsze (z tyłu belka skrętna) daje kierowcy pewność panowania nad samochodem w każdych warunkach – bez strachu przy pokonywaniu zakrętów i przesadnym bólu czterech liter jeżdżąc po typowo polskich dziurach. Również układ kierowniczy zasługuje na uznanie; nie jest przewspomagany i daje dobre wyczucie tego, co koła robią na asfalcie.

 

DSC_0102

 

Klasa B z roku na rok coraz bardziej poważnieje. Maluchy przestały służyć jedynie jako miejskie “wozidełka”, torby na zakupy lub po prostu opcja na samochód dla mniej zamożnych. Dzisiaj spełniają te same wyśrubowane normy bezpieczeństwa, co droższe i większe auta, a ich lista wyposażenia wcale nie jest o wiele szczuplejsza od tej, w której możemy się rozsmakowywać w klasach wyższych. Nadają się też w równym stopniu na trasę i do miasta, a jazda nimi wcale nie oznacza mordęgi. Pasażerowie z przodu nie tylko mogą już liczyć na sporą ilość miejsca, ale też wygodę, a i na tylnej kanapie zmieści się więcej, niż tylko koszyk na piknik i jamnik. Dzisiaj bowiem o kupnie Renault Clio, Citroena C3, Volkswagena Polo czy Peugeota 208 decyduje najczęściej zdrowy rozsądek a nie braki w budżecie. Ktoś, kto jeździ codziennie do pracy, raz jakiś czas na wakacje i co kilka tygodni na weekend, w dodatku nie posiada trójki dzieci i dwóch dobermanów, nie potrzebuje kompaktu, suva czy kombi. Wystarczy mu niewielkie, dobrze wyposażone auto. To ma sens.

Czy warto zatem rozważyć zakup 208-ki z 1.6-litrowym dieslem pod maską? Nie patrząc na cenę – warto. Otrzymasz bowiem całkiem pakowne, wygodne, oszczędne i ładnie wyglądające auto. Peugeot przekonuje też do siebie prowadzeniem i osiągami oraz sprytem, który odziedziczył w genach od przodków. Szkoda tylko, że skonfigurowanie samochodu tak jak testowanego egzemplarza wymaga wyjęcia z portfela prawie 80 tysięcy zł, a to już bardzo dużo. I mimo całej sympatii do 208-ki uważam, że nadal jest stanowczo za droga.

Adam Gieras

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 7 Stars (7 / 10)
Silnik: 8 Stars (8 / 10)
Skrzynia: 8 Stars (8 / 10)
Przyspieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Jazda: 8 Stars (8 / 10)
Zawieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 7 Stars (7 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 7.3 Stars (73/100)

 

 

 

Dane techniczne:

Długość/Szerokość/Wysokość: 3973/1739/1460 mm
Silnik: 1,6 BlueHDi 100 KM przy 4000 obr/min.
Pojemność skokowa: 1560
Liczba cylindrów: 4
Moc maksymalna w kW (KM) przy obr./min: 254 / 1750
Norma emisji spalin: Euro 6
Skrzynia biegów: Manualna 5-biegowa
Prędkość maksymalna: 187
Przyspieszenie 0-100 km/h: 10,7 sekundy ‘
Pojemność zbiornika paliwa: 50 litrów
Pojemność bagażnika: 311 litrów
Średnie spalanie (test): 5,6 l/100 km
Cena egz. test.: 78900 zł
Cena od (1.6 e-Hdi Allure): 71800 zł

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...