Test: Nissan Note 1.2 Acenta

Nissan znany jest z produkcji sportowych, rozpalających zmysły roadsterów i uwielbianych przez miłośników taplania się w błocie aut terenowych. Od niedawna także jego crossovery sprzedają się w Europie jak ciepłe bułeczki. Oparta na trzech mocnych filarach marka zgubiła jednak drogę do serc klientów aut miejskich i kompaktów. Czy Nissan Note drugiej generacji będzie w stanie ją odnaleźć?

Muszę przyznać, że poprzednia generacja Note’a kojarzy mi się do dzisiaj z emerytami, dla których samochód to jedynie środek transportu jesiennych zbiorów na przetwory z podmiejskiej działki. Druga generacja, przynajmniej stylistycznie, całkowicie zrywa z tym wizerunkiem. Widać to nie tylko w reklamach telewizyjnych, ale przede wszystkim stojąc oko w oko z tym japońskim mikrovanem produkowanym w Anglii. Zresztą sformułowanie “mikrovan” podobno już do niego nie pasuje, bo japończycy, chcąc załatać dziurę po paskudnej Tiidi, zaklasyfikowali Note’a do klasy B, czyli miejskich hatchbacków. Trochę na siłę i niepotrzebnie, ale o tym za chwilę.

To, co rzuca się w oczy – biorąc poprawkę na to, że mamy do czynienia z samochodem o raczej pudełkowatych kształtach – to mocno zarysowana sylwetka. Liczne przetłoczenia, załamania i ostre kąty wylewają się tutaj prawie z każdego centymetra karoserii. W dodatku dość duża powierzchnia szyb bocznych, spory rozstaw osi i wydłużony przód dają wrażenie lekkości oraz, co ciężko przechodzi mi przez usta i jest raczej zgodne ze sloganami reklamowymi marki – młodości. Ciekawie zaprojektowano też reflektory. Przednie wyglądają tak, jakby zgrabne japońskie ręce ułożyły je z origami. Ze sporym grillem i mocno wyciętą maską tworzą całkiem spójną i nowoczesną całość. Tylne światła to prawie impresjonistyczny twór. Od strony błotników zostały wycięte “pod linijkę”, natomiast od strony klapy mają kształt półkolisty.

Nissan Note_29

Wewnątrz rozczarowuje niestety bardzo przeciętna jakość wykonania. Plastiki są twarde i mają nieprzyjemną fakturę, a plastikowa kierownica po dłuższej jeździe przypomina w dotyku tarkę (nawet w wersji Acenta skóra na kierownicy nie należy do wyposażenia standardowego). Na szczęście wszystko bardzo dobrze spasowano, więc o żadnych piskach czy zgrzytach nie ma mowy.

Sam projekt deski rozdzielczej jest jednak ciekawy. Konsolę środkową z panelem klimatyzacji w kształcie talerza zapożyczono z mniejszej Micry. Powyżej znajduje się 5,8-calowy ekran ciekłokrystaliczny systemu Nissan Connect, który przy naprawdę nowocześnie wyglądającym podświetleniu zegarów i całej deski rozdzielczej, wygląda na trochę przestarzały. Olbrzymią jego zaletą jest jednak w pełni dotykowy tryb pracy. Obsługa nawigacji czy multimediów nie przypomina więc gry w rosyjską ruletkę. Interfejs jest prosty i bardzo czytelny a ilość przycisków ograniczona do minimum.

Miłośnicy ekologii mogą skorzystać z funkcji “Eko”, którą uruchamia guziczek umieszczony między fotelami. Po jego wciśnięciu, o ile nie będziemy korzystać z możliwości auta (jakich zresztą możliwości?), turkusowe światełka (tak, wiem jaki to kolor) poinformują nas o naszej godnej pochwały, walczącej z dziurą ozonową postawie. Razem z funkcją “Eko”, na nielubiącego zanieczyszczeń kierowcę czeka system start&stop. Pewnie będziecie zdziwieni, ale podróżując Note’m nie wyłączyłem żadnej z tych funkcji. O motywach mojego postępowania powiem później.

Nissan Note_35

To, co jednak zasługuje na wyróżnienie to rewelacyjnie pojemne wnętrze pojazdu. O ile kierowca i pasażer z przodu mogą poczuć się jak w aucie z o oczko wyższego segmentu, tak pasażerowie tylnej kanapy będą podróżowali w warunkach adekwatnych do tych, jakie oferuje limuzyna wielkości Skody Superb. Przynajmniej jeżeli chodzi o ilość miejsca na nogi. W dodatku, żeby ułatwić zajmowanie miejsca w środku, tylne drzwi w Note’cie otwierają się pod kątem 90 stopniu. Fenomenalne rozwiązanie. Nissan Note to jednak minivan i nie dajcie się zmylić prospektom reklamowym!

Niestety, w testowanej wersji samochód został skrzywdzony 3-cylindrowym silnikiem o mocy 80 KM. Ta jednostka ma duże problemy, żeby poradzić sobie z dużo mniejszą Micrą, a co dopiero z autem, którym cała rodzina z psem mogłaby chcieć pojechać na wakacje do Chorwacji. Pół biedy, gdy chcemy Note’em poruszać się po mieście. Do 70 km/h, przy dźwięku podobnym do chińskiej wiertarki, rozpędzimy się dość dynamicznie. Niestety, wszelkie próby naciskania na pedał gazu powyżej tej szybkości, kończą się bardzo jednostajnym warkotem i przesuwaniem się wskazówki prędkościomierza z szybkością cierpiącego na konwulsje ślimaka. Przykro to pisać, ale to auto nie jedzie. Każda wyprawa za miasto,a przejechałem Note’em ponad 600 km w trasie, skończy się nerwami. Ten samochód aż prosi się o czwarty cylinder i jeszcze jakieś 20 KM mocy- to absolutne minimum.

Oczywiście możliwe jest rozbujanie Note’a do licznikowych 120 km/h na godzinę. Trwa to całe wieki i najlepiej włączyć po osiągnięciu tej prędkości tempomat. Nie tylko po to, żeby dać odpocząć nodze, ale też żeby utrzymać względną ciszę w kabinie. Z górki udało mi się osiągnąć Nissanem na autostradzie nieco ponad 160 km/h, ale zdecydowanie odradzam choćby próbę dojścia do takiej prędkości. No chyba, że macie nerwy ze stali i już jesteście siwi lub.. łysi. Jeżdżąc Note’em zaobserwowałem jeszcze jedno niepokojące zjawisko. Po włączeniu klimatyzacji przy 100 km/h, samochód momentalnie wytraca prędkość do 90 km/h. Myśląc długo nad sensem montowania tak słabej jednostki, postanowiłem znaleźć w niej jakiś pozytyw. Nie wyłączając trybu “Eko” ani systemu start&stop ruszyłem w Polskę.

Nissan Note_28

Przez weekend przejechałem Note’em trasę Warszawa-Katowice-Oświęcim-Kraków-Warszawa. Nigdy wcześniej nie czułem się aż tak praworządnie na drodze. Wyłączyłem Yanosika, podłączyłem usb z ulubioną muzyką i oddałem się przyjemności oszczędzania. Szybko przekonałem się, że to auto potrafi zadowolić się oparami bezołowiówki. Przez 60 km jednostajnej jazdy z prędkością 70-80km/h, komputer pokazywał spalanie na poziomie 3,8 litra. Średnia z całej trasy wyniosła 5,4 litra (większość po drogach szybkiego ruchu). Po powrocie, w warszawskich korkach Note zadowolił się 7 litrami/100km. Są więc jakieś pozytywy zastosowania takiej jednostki pod maską. Ja jednak nie ulegnę magii tych liczb. 90 konny diesel spali mniej i da więcej przyjemności z jazdy.

A jak jeździ mały-duży Note? Trzeba przyznać, że minivan Nissana jest wygodny. Podczas jazdy po nierównościach, kierowca nie jest narażony na podskakiwanie. Wszystko to zasługa dość dużego rozstawu osi i miękkich nastawów zawieszenia. Pokonując ciasne łuki czuć lekką podsterowność, ale biorąc pod uwagę przeznaczenie pojazdu, nie warto zawracać nią sobie głowy. Jadąc z wyższą prędkością należy uważać na podmuchy boczne wiatru. Określenie “miota nim jak szatan” potrafi zyskać na znaczeniu przy 130 km/h na autostradzie, gdy po wyjechaniu zza ekranu wygłuszającego złapiemy “wiatr w żagle”. Ten sam problem miała testowana przez nas w tym roku Micra, więc jak widać – to u Nissanów rodzinne. Poza tym, przy wyższych prędkościach nadwozie samochodu mocno wychyla się na zakrętach, co zdradza raczej miejskie przeznaczenie Nissana, ale mimo to samochód prowadzi się dość pewnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nissan Note pozytywnie zaskoczył mnie przestronnością wnętrza, dość ciekawą stylistyką, bogatym wyposażeniem (auto miało na pokładzie m.in. czujnik martwego pola, automatyczną klimatyzację, system bluetooth, nawigację czy umilający podróż szklany dach) i bardzo łatwą obsługą wszystkich urządzeń. Czuję się jednak strasznie rozczarowany jednostką napędową, którą producent uznaje za ekologiczną, elastyczną i wystarczającą do tego auta. Dziwi mnie też fakt, że wielu moich kolegów po fachu uważa ten silnik za rewolucyjny i dający przyjemność z jazdy. Moje odczucia są zupełnie inne. Po długiej trasie wróciłem do domu bardziej zmęczony, niż zwykle. Miałem tego auta po prostu dość.

Moim zdaniem, decydując się na Nissana Note należy rozważać tylko dwie wersje silnikowe – 1.2 turbo 98 KM i 1.5 dCi 90 KM. W końcu bezpieczeństwo pasażerów samochodu, to – poza licznymi systemami wspomagającymi kierowcę – także ilość koni mechanicznych pod maską. Nissan Note 1.2 80 km wypada pod tym względem bardzo blado. I nawet cena rozpoczynająca się od 39 900 nie jest w stanie mi tego wynagrodzić. Note z tym silnikiem to nadal auto dla emerytów jeżdżących po swoje zbiory na działkę. Szkoda, bo z tym wyglądem mógłby trochę namieszać w klasie.

 

Wygląd: (8 / 10)
Wnętrze: (6 / 10)
Silnik: (2 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (3 / 10)
Jazda: (4 / 10)
Zawieszenie: (7 / 10)
Komfort: (7 / 10)
Wyposażenie: (7 / 10)
Cena/jakość: (6 / 10)
Ogółem: (57/100)

 

Dane techniczne:

Pojemność silnika:     1198 cm3
Moc maksymalna:     80 KM przy 6000 rpm
Moment maksymalny:     110 Nm przy 4000 rpm
Objętościowy wskaźnik mocy:     66,7 KM/l
Skrzynia biegów:     5-biegowa, ręczna
Typ napędu:     Przedni (FWD)
Hamulce przednie:     Tarczowe
Hamulce tylne:     Bębnowe
Zawieszenie przednie:     Kolumna typu MacPherson
Zawieszenie tylne:     Belka skrętna
Układ kierowniczy:     Zębatkowy, wspomagany elektrycznie
Średnica zawracania:     10,7 m
Koła, rozmiar:     185/65 R15
Masa własna:     1036 kg
Długość:     4100 mm
Szerokość:     1695 mm
Wysokość:     1530 mm
Rozstaw osi:     2600 mm
Pojemność zbiornika paliwa:     41 l
Pojemność bagażnika:     295-381 l / 1465 l

Osiągi:

Przyspieszenie 0-100 km/h:     13,7 s
Prędkość maksymalna:     170 km/h
Zużycie paliwa (miasto):    7,0 l/100km
Zużycie paliwa (trasa):     5,4 l/100 km

Cena auta testowanego: 56 690 zł

Adam Gieras

zdjęcia: Maciej Gis

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem…), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę…