Test: Mitsubishi Outlander PHEV – elektryczne 4×4

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że przyjdzie taki dzień, w którym silniki spalinowe przejdą do historii? Patrząc na rynkowe trendy można stwierdzić, że stanie się to szybciej niż myślicie. Sprawdźmy zatem czy jest się czegoś bać zza kierownicy Mitsubishi Outlandera z wtyczką.

 

Będąc szczerym, od samego początku ten samochód nie był moim marzeniem, ale po bliższym poznaniu stwierdzam, że ma też swoje plusy. Wersja PHEV, bo to z nią miałem do czynienia, to elektryczne widzimisię Mitsubishi na temat ekologii i sposobu na mniejsze zużycie paliwa. Co ciekawe z kablem w bagażniku, który możecie spokojnie podłączyć do gniazdka w waszym domu.

Nie owijając w bawełnę, ten model Mitsubishi posiada dwa silniki elektryczne (każdy o mocy 62KW czyli po 82 konie mechaniczne)  oraz 2-litrową jednostkę benzynową. Łącznie pozwala uzyskać to zaskakującą moc 121 KM. W Outlanderze silnik spalinowy gra drugoplanową rolę wspomagając dwa wyżej wymienione elektryczne silniki. Każdy z elektryków odpowiada za jedną oś i pozwala bezemisyjnie jeździć zarówno w trybie 4×4, jak i FWD nawet do 100 km/h.

 

mitsubishi-outlander-phev-22

 

Wspomniane silniki elektryczne naładujecie w kilka godzin specjalnie dedykowanym kablem ukrytym w bagażniku. Ma on dwie wtyczki, więc można skorzystać z różnych instalacji waszego domu, garażu itp. Ważne, że samochód po naładowaniu odłączy źródło zasilania i nie będzie pobierać dalej prądu. Oczywiście dzięki fizyce i energii kinetycznej akumulatory potrafią ładować się również podczas hamowania (również silnikiem), ale proces ten jest długotrwały. Specjalny przycisk na konsoli centralnej „chargé” trochę go przyspiesza, ale kosztem spalania.

A odnośnie zużycia paliwa w Outlanderze Phev jestem w małej kropce, ponieważ w mieście ta hybryda ma spory sens, gdyż zasięg na naładowanych bateriach wynosi spokojne 30-50 km. To wystarczająca ilość na dojazd do pracy i na zakupy w dużym mieście. Gdy sam spróbowałem takiej jazdy, moje średnie spalanie z całego dnia wyniosło 0,8 l / 100 km. Problem pojawił się jednak wówczas, gdy akumulatory się rozładowały. Spalanie znacząco wzrosło, a mały 45-litrowy bak (gdzieś trzeba było upchać baterie) dość szybko opróżniał się jadąc poza miastem. Utrzymywanie autostradowych prędkości (dość mało aerodynamiczny kształt nadwozia) oraz masa auta (1515 kg) spowodowało, że spalanie z takiego odcinka dróg to 12-13 litrów. Przyznacie, że mało oszczędnie jak na hybrydę? Taki stan rzeczy powoduje, że maksymalny zasięg Outlandera to zaledwie 400 km. No chyba, że będziecie używać jedynie baterii i zmagazynowanej energii elektrycznych, których koszt naładowania to około 7-10 złotych.

Również wrażenia z jazdy są dyskusyjne, ponieważ wysokość samochodu (168 cm) oraz bardzo miękkie zestrojenie zawieszenia powoduje, że auto jest strasznie niestabilne i skore do zmiany toru jazdy przez boczne podmuchy wiatru. Problem jest również z samą mocą silnika, ponieważ 121 KM w takim aucie to niewiele. Przez to dynamiczna jazda wymaga sporego dociśnięcia pedału gazu, co podnosi spalanie i hałas we wnętrzu. O ile w ogóle można nazwać przyspieszanie dynamicznym (11 sekund do setki). Auto jest bardzo ospałe i trzeba naprawdę dokładnie planować manewr wyprzedzania. Maksymalna jego prędkość to 170 km/h.

 

mitsubishi-outlander-phev-7

 

Co ciekawe, podczas jazdy nie denerwuje nawet tak bardzo automatyczna, bezstopniowa skrzynia biegów. Owszem czasem trzeba poczekać na jej kick-down, ale nie wyje tak bardzo jak w innych azjatyckich autach z CVT na pokładzie. Nie wiem jedynie po co Outlander posiadał za kierownicą ogromne łopatki. Manualny tryb obsługi tego automatu wcale nie poprawia jego działania, a wielkość tych łopatek sprawia, że wyglądały komicznie.

Na szczęście jednak, wspomniane nastawy zawieszenia genialnie kryją wszelkie uszczerbki jezdni. Do pleców pasażerów nie docierają żadne nieprzyjemne uderzenia. Dzięki prawie 2,7-metrowemu rozstawowi osi w aucie komfortowo podróżowało 4 osób. Miejsca na nogi lub głowę jest naprawdę sporo, a rozczarowuje jedynie tylna kanapa, która na pierwszy rzut oka wydaje się ogromną przestrzenią, a niestety jej szerokość nie wystarcza dla trójki osób (będą one odczuwały dyskomfort). Na plus jednak trzeba zaliczyć wygodne fotele oraz skórzaną tapicerkę. Wygląda elegancko i się nie brudzi. Niestety jednak już po kilkudziesięciu tysiącach kilometrów przebiegu strasznie skrzypi.

 

mitsubishi-outlander-phev-11

 

I to niestety nie koniec mankamentów wnętrza tego samochodu. Nigdy nie byłem fanem azjatyckiego designu i mimo, że po liftingu Outlander zyskał na atrakcyjności to wielkie morze czarnego plastiku (również tego fortepianowego) wygląda nudno oraz jest bardzo nieergonomiczne. Poza tym jakość materiałów wykończenia także można poddać pod dyskusję, a i niektórych przycisków brzydziłaby się motoryzacja XXI wieku.

To co jednak może kuć w oczy Outlander nadrabia wyposażeniem testowanego egzemplarza. Jego obfitość w automatyczną, dwustrefową klimatyzację, dobry system audio, nawigację, łączność Bluetooth, a nawet podgrzewanie foteli i kierownicy pozwolą zmazać grymas z twarzy. Do tego Outlander Phev oferuje elektrycznie otwieraną i zamykaną klapę bagażnika. Ten zaś pomieści 463 litry pakunków (z podwójną podłogą).

 

mitsubishi-outlander-phev-20

 

A co z napędem 4×4? Mitsubishi reklamuje Outlandera Phev jako jedyną hybrydę z napędem AWD. Weźmy jednak pod uwagę, że wirtualne zblokowanie napędów owszem napędza obie osie, ale z ekologią ma niewiele wspólnego. Wówczas silnik spalinowy napędza samochód, który z prześwitem 19 cm wjedzie i wyjedzie z leśnej lub wiejskiej drogi. Nie próbowałbym jednak tym sporym SUVem ćwiczyć off-roadu – od tego Mitsubishi ma Pajero.

Podsumowując, nie twierdzę, że Outlander jest złym samochodem. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie, bo jest niepowtarzalny i przez swój napęd bardzo oryginalny. To właśnie kwestia jego wykorzystywania może określić sens jego kupna. Używając PHEVa tylko na prądzie można naprawdę zaoszczędzić sporo paliwa, nie kastrując jednocześnie samochodu z jego zalet. Jedyne jednak, co trzeba przełknąć to cena samochodu, a ta w kwocie prawie 200 tysięcy złotych jest lekko zaporowa. Mimo wszystko innowacje kosztują, nawet tych szarych obywateli.

 

Motopodprad

 

 

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 5 Stars (5 / 10)
Silnik: 6 Stars (6 / 10)
Skrzynia: 7 Stars (7 / 10)
Przyspieszenie: 5 Stars (5 / 10)
Jazda: 6 Stars (6 / 10)
Zawieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 4 Stars (4 / 10)
Ogółem: 6.4 Stars (64/100)

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: R4, 1998 ccm + 2 x elektryczny 62 KM

Moc: 121 KM / 4500 obr/min

Moment obr.: 190 Nm / 2500 obr/min

Skrzynia biegów: automatyczna, bezstopniowa CVT

Napęd: 4×4

Wymiary: 4655/1800/1680mm

Poj. bagażnika: 463 l

Śr. zuż. Paliwa: ok 9 l/100 km

0-100 km/h: 11 s

V maks: 170 km/h

Cena: ok 199 tys zł.

 

Dyskusja

komentarzy

Konrad Stopa

Konrad Stopa

Motopasjonat z krwi i kości. Od najmłodszych lat jego ulubioną zabawą było zgadywanie samochodów po dźwięku silnika. Najlepszym prezentem na gwiazdkę, o czym wiedzą najbliżsi, niezmiennie jest prasa motoryzacyjna z całego roku. Pisze dla Was z humorem i pewną dozą uszczypliwości, ciesząc się z każdego komentarza pod swoimi tekstami.