Test: Mitsubishi ASX 1.6 DiD 4WD – nie rzuca się w oczy

Mitsubishi ASX ma już 6 lat, po drodze przeszło jeden nieznaczny lifting, a ostatnio pod jego maską zagościł 1.6-litrowy silnik diesla produkcji PSA. To dobra decyzja, a o szczegółach dowiecie się czytając test. Zapraszam! 

 

Jedno spojrzenie na bryłę nadwozia i już wiadomo, że ASX-em zdobędziecie serce niejednej kobiety. Nie żartuję. Panie bywają przecież z reguły pragmatyczne. Zamiast pięknych linii, odważnych przetłoczeń, których tu nie ma, docenią duże drzwi, podwyższone zawieszenie oraz bezpieczeństwo (wysoki samochód z dużym przodem musi być przecież bezpieczny). Zupełnie inaczej do tematu podejdą mężczyźni, a już na pewno ci zafascynowani motoryzacją. Owszem, uznają prostą budowę i bezawaryjność japońskiej marki, ale odrzuci ich nieatrakcyjny wygląd średniego crossovera Mitsubishi.

Stereotypy? Chyba nie. Pokazałem to auto kilku mężczyznom i kilku kobietom, a przez parę dni jazdy po Warszawie obserwowałem kto głównie siedzi za kierownicą ASX-a. Rezultat moich badań w ogóle mnie nie zdziwił – Mitsubishi ASX spodobało się o wiele bardziej kobietom, i to właśnie płeć piękna była przeze mnie najczęściej widywana na fotelu kierowcy. Mnie osobiście to auto również nie porywa – patrząc na nie z zewnątrz mam wrażenie, że stoi przede mną 10-letni, a nie wciąż produkowany samochód, który w dodatku nawet te 10 lat temu nie był zbyt nowoczesny. Z drugiej strony proste, nienachalne kreski bryły auta jeszcze długo nie zestarzeją się na tyle, żeby trącić myszką. To w końcu crossover, czyli ostatni krzyk mody!

Uczciwie trzeba przyznać, że ASX sprawia wrażenie dobrotliwej pierdoły, która nie potrafi niczym zaskoczyć. O tym czy pod tym płaszczykiem nudy udało mi się znaleźć coś ciekawe odpowiem jednak w dalszej części testu.

 

ASX (17)

 

Niczego ciekawego nie znajdziemy na pewno w środku. Deska rozdzielcza wygląda staro, ponuro, mało atrakcyjnie. Nie jest też niestety wykonana ze specjalnie dobrych materiałów. Zresztą jak cały środek. Plastik, w różnych tonacjach i o różnej fakturze jest wszechobecny. Co prawda wszystko dobrze spasowano i jest czytelne, ale także tu mam drobne zastrzeżenia. Ciężko steruje się np. klimatyzacją – jednostrefową, automatyczną, chociaż bez wyświetlacza. Pokrętła są opisane nieintuicyjnie i mam wrażenie, że chciano na nich upchnąć za dużo – przypomina to rozwiązania sprzed 15 lat. Dziwnie umiejscowiono też przycisk sterujący komputerem pokładowym – znajduje się on za dźwignią włączania świateł. Mało praktyczny jest błyszczący plastik na dole kierownicy (ręce się na nim strasznie ślizgają) oraz skóropodobna tkanina, którą ją “obszyto”. Ja rozumiem ekologiczne rozwiązania, i może to dobrze, że skóra kolejnej krowy znajduje się nadal na krowie, a nie na kawałku okrągłego plastiku, ale jeżdżąc Mitsubishi ASX-em cały czas miałem spocone ręce (a wcale się nie denerwowałem).

No dobrze, najgorsze za nami. Czas o pozytywach. Wszystkie przełączniki zostały ustawione w taki sposób, że prościej się chyba nie da – nie wierzę, ze ktoś mógłby tu czegoś nie odnaleźć. Pozycja za kierownicą jest bardzo dobra – siedzi się wysoko, nie ma żadnych problemów z ustawieniem fotela względem pedałów i kierownicy, a w aucie jest naprawdę sporo miejsca; zarówno na nogi, jak i nad głową – dotyczy to także tylnej kanapy. Bagażnik o pojemności 419 litrów jest ustawny i w zupełności wystarczający. To, co jednak spodobało mi się najbardziej, to duży mięsisty i odpowiednio długi lewarek skrzyni biegów, który przypomina bardziej “lewary” w samochodach terenowych niż “lewarki” w crossoverach.

 

ASX (10)

 

Przejdźmy do jazdy. Mitsubishi w codziennym użytku wydaje się naprawdę komfortowe. Wszystko to zasługa tylnego, wielowahaczowego zawieszenia. ASX miękko pokonuje nierówności, a w zakrętach jest w miarę stabilny, chociaż w tej konkurencji zdecydowanie słabszy niż np. Honda HR-V. W czasie jazdy, nawet po mocno dziurawej nawierzchni, do uszu kierowcy nie dochodzą żadne nieprzyjemne dźwięki płynące spod podwozia.

Testowany egzemplarz wyposażono w napęd 4×4 (od wersji Invite, czyli środkowej). Sterujemy nim za pomocą jednego przycisku umieszczonego między fotelami. Standardowo ASX porusza się z napędem na przednią oś, ale w trudnej sytuacji, gdy zjedziemy z utwardzonej drogi, możemy ustawić napęd wszystkich kół, a nawet go zablokować. Mimo wszystko nie polecam traktować tego auta jako terenówki. Mitsubishi oczywiście ma długą tradycję produkowania wszędołazów, ale ASX to zwykła bulwarówka, crossover, który nie boi się przejechać po piaszczystej drodze. Ale to nie jest żaden zarzut. Napęd 4×4 przydaje się przecież najbardziej podczas trudnych warunków na drodze. Śnieg, deszcz, wyjazd w góry na narty – tam ASX 4×4 da sobie znakomicie radę (o ile oczywiście dostosujemy ogumienie do warunków pogodowych).

 

ASX (9)

 

To, co jest największą zaletą testowanego Mitsubishi znajduje się pod jego maską. Odbierając kluczyki do Mitsubishi od Konrada nie miałem tęgiej miny – musiałem w zamian oddać mu Forda Mustanga V8. Zajmując miejsce za kierownicą ASX byłem dość mocno skonsternowany. Nie takie materiały, nie ten wygląd, żadnych emocji. Po przekręceniu kluczyka do moich uszu dobiegł dźwięk sympatycznie pracującej jednostki, a po krótkiej przejażdżce okazało się, że 1.6-litrowy silnik nie tylko ładnie pracuje, ale jest też wystarczająco dynamiczny i bardzo oszczędny.

Od dawna uważam, że jednym z najfajniejszych diesli do codziennego użytku jest jednostka 1.6 HDI, którą spotkamy głównie w Citroenach i Peugeotach (w końcu to konstrukcja PSA), ale też Volvo, Fordach i… jak widać Mitsubishi. Japończycy poszli po rozum do głowy i kupili naprawdę dobry silnik (tu o mocy 114 koni mechanicznych), który w ich wykonaniu został dodatkowo w 100 % wykorzystany dzięki 6-biegowej, bardzo dobrze działającej skrzyni biegów. Ten tandem robi całą robotę i dzięki niemu jazda ASX-em 1.6 DiD jest naprawdę przyjemna i… bardzo oszczędna. Konrad odebrał ten samochód w czwartek w Warszawie, pojechał nim do Krakowa, następnie do Zakopanego, wrócił do Krakowa, a w poniedziałek przywiózł go do Warszawy i przekazał mnie. W tym momencie nadal było 100 km zasięgu. Nic dziwnego, średnie spalanie na trasie wynosi 4,9 litra/100 km, a w mieście realnie około 6,5 -6,7 litra /100 km. To daje prawdziwy zasięg grubo ponad 1000 km!

 

ASX (12)

 

Podsumowując, w ASX czuć już upływ czasu – współczesne crossovery są o wiele nowocześniejsze i ładniej wyglądają. Za Mitsubishi przemawia jednak prostota konstrukcji i 6 lat na rynku, a zatem wszystkie bolączki wieku młodzieńczego to auto ma już dawno za sobą. Z prezentowanym dieslem pod maską to świetny samochód zarówno do miasta, jak i na trasę. Są jednak dwa warunki – musicie bardziej lubić jeździć niż oglądać swój samochód (po zamknięciu ASX-a ani razu się nie obejrzałem w jego stronę) i mieć zasobną kieszeń. Prezentowany ASX, tak jak stoi, kosztuje 102 990 zł (w promocji 5 tys. zł mniej). To sporo, a nawet bardzo dużo. Wsiadając do niego obawiałem się, że może kosztować 85 tys. zł, co już uważałem za kwotę przesadzoną. Proponowana w salonie jest astronomiczna. I nic jej nie tłumaczy – nawet dość bogate wyposażenie wersji Invite.

Adam Gieras

 

Wygląd: 5 Stars (5 / 10)
Wnętrze: 6 Stars (6 / 10)
Silnik: 9 Stars (9 / 10)
Skrzynia: 9 Stars (9 / 10)
Przyspieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 7 Stars (7 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 5 Stars (5 / 10)
Ogółem: 7.0 Stars (70/100)

 

 

Podstawowe dane techniczne:

Silnik: wysokoprężny
Pojemność: 1560 cm3
Moc: 114 KM przy 3600 Nm
Pojemność zbiornika paliwa: 60 litrów
0-100 km/h: 11,5 sekundy
V-max: 180 km/h
Spalanie: trasa 4,9 l/100, miasto 6,6 l/100 km
Cena: 102 990 tys. zł (minus 5 tys. zł – aktualne promocje)

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...