Test: Mercedes GLS 500 – bestia z piekła rodem

Jako entuzjaści motoryzacji z pewnością mieliście w dzieciństwie marzenie przejechania się wielkim, bulgoczącym V8. W dobie downsizingu, pilnowania emisji dwutlenku węgla i innych eko-spraw spędzających sen z powiek lobbystom w Brukseli, może być to coraz trudniejsze. Mnie jednak udało się dosiąść Mercedesa GLS 500 i przetestować go specjalnie dla Was. Jaki jest efekt naszej przygody? Zobaczcie sami.

 

Mercedes GLS 500 4Matic Biturbo z widlastą „ósemką” to nie żadne proste, małe 2.0T, tylko prawdziwe męskie 4,7 litra pojemności i 455KM mocy z 700 Nm maksymalnego momentu obrotowego, współpracujące z dziewięciobiegowym automatem. Wyglądem budzi respekt, kojarzy się z rosyjską mafią i złotym Rolexem do butów ze skóry węża, ale nie można odmówić mu praktyczności, wygody i niesamowitej przyjemności czerpanej z każdej minuty jazdy. Czy życiowy pragmatyzm oraz zdrowy rozsądek są drogą wyboru takiego auta?

Cóż, gdy chłodna kalkulacja wskazuje, że lepiej będzie kupić małego miejskiego zawadiakę lub spokojnego diesel’ka to znak, że albo Cię nie stać albo doszedłeś do wniosku, że GLS jest cholernie niepraktyczny i kompletnie nieprzydatny. Cóż, jeśli to drugie – masz rację, ale jeśli serce podpowiada Ci, że może jednak warto się nim zainteresować…, to ten test jest specjalnie dla Ciebie. Słowami kluczami są: prestiż , luksus i przepych, a spalanie, koszty eksploatacji i inne drażniące cyferki pozostały na biurku księgowej.

 

GLS500 (12)

 

Wizualnie nie taki klocek 

Testowany egzemplarz jest największym dostępnym w sprzedaży modelem osobowego Mercedesa. Ponad 5 metrów długości, prawie 2 metry szerokości oraz niemal tyle samo wysokości, może na papierze nie brzmi to dumnie, ale na widok tego „Merca” każdy szeroko otwiera usta, a niejeden dorzuca do tego staropolskie „kurde”. Auto, mimo iż nie jest tegoroczną nowością rynkową – rok produkcji egzemplarza testowego to 2015 r.- wciąż wygląda świeżo i atrakcyjnie. Długa maska wraz z dwoma podłużnymi przetłoczeniami oraz agresywny przód, zdradzają jego potencjał. Efekt wizualny jest bardzo przyjemny dla oka, a smaczku dodają tu felgi w monstrualnym rozmiarze 21 cali od AMG. Co ciekawe – nie wyglądają karykaturalnie.

Auto nie zostało zawieszone na ramie, a o reduktorze czy blokadzie mostów możemy zapomnieć. To nie jest auto terenowe, ale spokojnie możemy zjechać nim z utwardzonych dróg bez obaw o urwane części podwozia. Regulowany prześwit oraz tryb jazdy off-road, w połączeniu z napędem 4-matic, zachęcają do eksploracji leśnych dróg, ale gabaryty auta oraz cena egzemplarza testowego (prawie 640 tys. PLN) skutecznie do tego mnie zniechęciła.

 

GLS500 (10)

 

Wielkość auta potrafi zrobić wrażenie – o czym już wiecie – nic więc dziwnego, że w ruchu miejskim znalezienie odpowiednio dużego miejsca na parkingu, może okazać się trudne. Z pomocną „dłonią” przychodzi tutaj kamera 360 stopni oraz nieodzowny zestaw czujników parkowania, ale i tak łatwo nie jest. Nawet jeżeli jakimś cudem zaparkujesz na miejscu dla zwykłego sedana czy kombi, GLS znacznie będzie wystawał z miejsca parkingowego. To akurat i tak najmniejszy problem. Podczas wychodzenia z auta wytrzesz swój jasny garnitur od włoskiego projektanta o karoserię, bo na otwarcie szeroko drzwi w miejskich warunkach nie ma szans.

Przy wysiadaniu i wsiadaniu z pozorną pomocą przychodzi pewien denerwujący „bajer”. Z lusterek bocznych, po otwarciu auta, specjalne diody podświetlają miejsca tuż obok drzwi przednich. To akurat byłoby bardzo praktyczne, gdyby nie fakt, że owe światło to wielkie logo Mercedesa. Może i właściciel, który wydał na auto równowartość ceny mieszkania w Warszawie, musi pokazać, że jeździ nie byle czym, ale czy ordynarne logo u stóp pasażera to dobre rozwiązanie…? Jest jednak informacja pocieszająca – z pewnością da się to wyłączyć w opcjach samochodu.

Ocieka luksusem

Mercedes GLS jest luksusowy – tu chyba nie ma zdziwienia – a na przestronność wnętrza nawet najbardziej rosłe osoby nie będą narzekać. Braki w wyposażeniu? Tu też trudno będzie pogrymasić. We wnętrzu znajdziemy wszystko, co jest potrzebne do wygodnego przemieszczania się, m.in. skórzane, podgrzewane i wentylowane fotele, ustawiane elektrycznie we wszystkich płaszczyznach – do tego stopnia, że skonfigurować można boki oparcia, długość siedziska, podparcie lędźwi. Mało? Zrelaksować może jeszcze 4-stopniowa funkcja masażu. Deska rozdzielcza została obita natomiast w połacie miękkiej, dobrze wyprawionej skóry z charakterystycznymi przeszyciami. To, co wygląda na drewniane rzeczywiście takie jest, a same materiały są bardzo dobrej jakości i mimo dwóch lat eksploatacji, niełatwego dziennikarskiego testowania i przejechaniu równika 1,5 krotnie, auto nie wydawało z siebie popiskiwań, drgań czy innych niepokojących odgłosów plastików (no chyba że mówimy o przyciskach, ale o tym zaraz).

Jeśli jesteśmy przy wnętrzu, wszystkimi ważnymi urządzeniami na pokładzie auta steruje się systemem opartym o touch pad, który choć z pozoru wydaje się trudny do opanowania, okazał się intuicyjny, a tym samym korzystanie z niego nie powinno sprawiać trudności nawet mało doświadczonym kierowcom. Warunek – lepiej to robić na postoju. Trzystopniowe menu wymaga starannej obsługi i skupienia, więc wprowadzenie ustawień foteli czy nawigacji podczas jazdy to bardzo odważny i nieodpowiedzialny pomysł.

 

GLS500 (13)

 

Całość informacji o ustawieniach auta, rozrywkach multimedialnych, trybie jazdy i nawigacji dostępna jest na rozsądnej wielkości ekranie, który niekiedy chciałoby się dotknąć i ustawić dotykowo, ale takiej opcji producent dla nas nie przygotował, a szkoda. Poza tym sam ekran sprawia wrażenie tabletu – aż kusi, aby go wypiąć i zabrać razem z kluczykami do domu. Co więcej, za rażące można uznać morze przycisków rozlokowanych na desce rozdzielczej, które wydają z siebie trzeszczące dźwięki po wciśnięciu. Niby odgłosy nie są ordynarne, ale jednak lekko irytujące. Znajdująca się pod tabletem klawiatura numeryczna rodem ze starszych egzemplarzy fińskich modeli komórek trąci już myszką i zdradza, że auto nie jest już świeżynką. Mi do gustu ponadto nie przypadły pokrętła od sterowania systemem klimatyzacji – są duże, przypominają trochę te, które znaleźć możemy w Sprinterze.

Wygoda, spokój, relaks 

A jak się jeździ tym potworem? Można to skwitować jednym zdaniem: jazda jest pełna przeżyć, ale także wybitnie luksusowa. Na pewno chcesz jednak wiedzieć więcej. Przestronna kabina, rozświetlona dzięki panoramicznemu dachowi, zapewnia bardzo dobre warunki podróży w dwóch pierwszych rzędach siedzeń. Dzieci, które zajmą miejsce w trzecim rzędzie elektrycznie rozkładanych i chowanych siedzeń będą zadowolone, natomiast dorośli mogą poczuć, że zostali tam posadzeni za karę. Całej rodzinie chwile spędzone w aucie umilać będzie bardzo dobry system nagłośnienia Harman&Kardon, a w drugim rzędzie również opcjonalne wyposażenie w postaci ekranów ciekłokrystalicznych, które w zastanawiający sposób nie trafiły w zagłówki, lecz nieznacznie poniżej. Cóż wygląda to delikatnie komicznie.

Wróćmy jednak do samej jazdy. Kierowca zajmując miejsce za kierownicą wie, że wsiada do środka by się zrelaksować i odebrać swoją nagrodę w postaci niezwykle wygodnego prowadzenia auta. Mercedes naprawdę zaskakuje (i to podwójnie). Polskie, dziurawe drogi nie istnieją w wyobrażeniu kierowcy tego auta. W GLS-ie ma się wrażenie, że auto przelatuje nad nierównościami i uskokami. Nic dziwnego – GLS-a wyposażono w pneumatyczne zawieszenie z wyborem trybów pracy. Co ciekawe, olbrzymi komfort nie odbiera prawie nic z pewności prowadzenia – jak na tak wysokie auto, własności jezdne – nawet w zakrętach – imponują!

 

GLS500 (22)

 

Mistrz prostych na mefedronie

Po ustawieniu charakterystyki auta na opcję sport, GLS 500 przeradza się z nastolatka po dopalaczach w „chalengującego” pracownika korporacji po działce mefedronu. Zawieszenie usztywnia się, bieg zostaje zredukowany, a horda rozszalałych koników wyrywa do przodu, aby rozpędzić tę ważącą 2,5 tony ogromną maszynę do pierwszej setki w 5,2 sekundy. Auto nie łapie zadyszki i dalej liniowo przyspiesza do kolejnej setki… i to nie koniec jego możliwości. W pracy automatycznej skrzyni widoczna jest lekka zmiana charakterystyki, więc poza trzymaniem obrotów odrobinę wyżej, przekładnia lubi delikatnie poszarpywać, co przyznam szczerze w tym trybie nadaje trochę smaczku. Mercedes w całym tym „upalaniu” udowadnia, że doświadczenia na lekcjach fizyki w gimnazjum były trochę na siłę i prawdziwe oblicze tej nauki poznajemy dopiero za kierownicą tego niemieckiego Suv-a. Oczywiście zabawa w trybie sport winduje spalanie, bez trudu osiągniemy 20 litrów średniego zużycia na 100km, a jak się wyjątkowo  postaramy to pewnie i więcej.

Jeśli dotknęliśmy już kwestii drażliwej w tym aucie, 100-litrowa oaza 95 oktanowej benzyny wysycha szybko, szczególnie pod ciężką nogą – pragnienie wszystkich 455 narowistych koni powoduje szybki ruch wskazówki poziomu paliwa. Test zrealizowany został na odcinku 590 km, co daje średnie spalanie na poziomie 17 litrów, ale podczas rozsądnego traktowania gazu, możliwe jest zejście do 15 litrów. Gdy odkryje się w sobie pokłady cierpliwości emeryta czekającego na ulubiony serial, możliwe jest osiągniecie nawet 11.9 litra na każde przejechane 100km, ale czy akurat w tym samochodzie o to chodzi?

 

GLS500 (3)

 

Podsumowanie 

Spojrzenia zazdrosnych kierowców nie są niczym niecodziennym, a pomruk widlastej ósemki ściąga wzrok przechodniów. Mercedesowi GLS 500 trudno jest odmówić majestatu i klasy. Auto ma informować: „Tak jestem wielki, kosztowałem więcej niż Twoje mieszkanie, opływam w luksusie i nie jestem ekologiczny, masz z tym problem? Ja nie!”. Na widok tego auta ekolodzy siwieją, ale pocieszę ich – na rynku nie brakuje dobrych farb do włosów. Jeśli więc stać Cie na tę maszynę z piekła rodem, posiadasz własne miejsce parkingowe w garażu z wysokim stropem i własną cysternę z paliwem, to życie chyba właśnie po to jest, żeby jeździć czymś równie pretensjonalnym, co niesamowicie uzależniającym… Ale pamiętaj – jest jeszcze wersja 63 AMG.

 

Bartosz Kowalczyk 

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

 

Moim zdaniem: Adam Gieras

Mercedes GLS wygląda monstrualnie i trochę groźnie – nic więc dziwnego, że szczególnie upodobała go sobie rosyjska mafia. Jeżdżąc nim przez 1,5 dnia po Warszawie miałem wrażenie, że kierowcy innych samochodów nie patrzą na mnie przychylnym okiem. Wysiadając z niego czułem spojrzenia na plecach, zupełnie jakbym nie miał majtek. Dziwne uczucie :) Z tego względu bym go nie chciał – jest zbyt ostentacyjny. Natomiast możliwości, które oferuje to auto przeczą fizyce, o czym Bartek wyżej zresztą wspomina. GLS 500 jest tak szybki, że to wydaje się aż niemożliwe. Podczas małego wyścigu ze świateł do 60 km/h szedłem w nim łeb w łeb z Audi RS3. Na co dzień w takim aucie 250 KM zrobiłoby robotę. 455 KM to wariactwo!  

 

 

Wygląd: 8 Stars (8 / 10)
Wnętrze: 9 Stars (9 / 10)
Silnik: 9 Stars (9 / 10)
Skrzynia: 9 Stars (9 / 10)
Przyspieszenie: 9 Stars (9 / 10)
Jazda: 8 Stars (8 / 10)
Zawieszenie: 9 Stars (9 / 10)
Komfort: 9 Stars (9 / 10)
Wyposażenie: 9 Stars (9 / 10)
Cena/jakość: 9 Stars (9 / 10)
Ogółem: 8.7 Stars (87/100)

 

 

 

 

 

 

DANE TECHNICZNE

Silnik: V8, benzynowy, 4663 cm3
Moc: 455 KM przy 5250  obr./min
Moment obr.: 700 Nm / przy 1800 obr/min
Skrzynia biegów: automatyczna, dziewięciobiegowa (9G – Tronic)
Napęd: na cztery koła (4Matic)
Śr. zuż. paliwa: 17 l/100 km –dystansie 590km – (60% miasto, 40% trasa)
0-100 km/h: 5,2 s
V maks: 250km/h (elektroniczna blokada)
Cena:  od: 484 500zł, cena egzemplarza testowego: 638 685 zł

 

 

 

 

Dyskusja

komentarzy

Bartosz Kowalczyk

Bartosz Kowalczyk

Pasjonat motoryzacji od najmłodszych lat. Lubi pogrzebać przy swoim aucie i naprawiać je samodzielnie. W testach zwraca szczególną uwagę na frajdę z jazdy oraz walory użytkowe samochodu. Z wykształcenia logistyk, traktujący dziennikarstwo motoryzacyjne jako przyjemną zabawę i rozwijanie swojego hopla. Miłośnik podróży starający się czerpać przyjemność z każdego pokonanego kilometra w swoim obecnym aucie – audi A3 Sportback. Największe marzenie motoryzacyjne – odrestaurowanie Youngtimera i podróż po zachodniej Europie.