Test: Mercedes Citan 112 AT – chciałby być vanem, ale?

Firma X ma flotę Sprinterów. Do tej pory kupowała dodatkowo mniejsze dostawczo-osobowe auta u innego importera. Wolałaby mieć jednak jedną fakturę na wszystkie niezbędne do prowadzenia biznesu samochody. Nic prostszego. Jest Citan, czyli Renault Kangoo w barwach gwiazdy. Tylko czy musi tyle kosztować? 

 

Zasada handlu stara jak świat brzmi: kupisz wszystko u jednego sprzedawcy, wrócisz już tylko do niego. Do dziś pamiętam, jak przedsiębiorczy pan na bazarku, do którego najczęściej chodziłem, sprzedawał świeże warzywa i owoce, ale nie miał wszystkiego. Pytałem go o kapustę pekińską, a ten – nie mam, ale to nie problem. I już leciał do sąsiedniego straganu po kapustę. Sprzedawał mi ją bez swojej marży, za tyle, ile zażyczył sobie sąsiad ze stoiska obok. Zyskiwał jednak rzesze klientów, bo wiadomo było, że u jednego sprzedawcy zrobi się całe zakupy.

Sytuacja jest bardzo podobna z Mercedesem, który nie mając małego wielozadaniowego dostawczaka kupił taki projekt w Renault. Mercedes jest jednak bardziej przebiegłym panem z bazarku. Ceni się, jest marką premium, więc Citan będący Kangoo w przebraniu gwiazdy jest sporo od francuskiego brata bliźniaka droższy.

 

 

Czy zasłużenie?

Oba auta produkowane są w tej samej fabryce. Mercedes przechodzi jednak bardziej wymagający proces postprodukcyjny, co podobno wpływa korzystanie na jego jakość i trwałość (tak przynajmniej informuje sam producent ze Stuttgartu). Nie da się też nie zauważyć różnic między protoplastą, a niemieckim klonem.

Wygląd przodu Citana jest bardziej bogaty. Zaryzykuję stwierdzenie, że może się nawet spodobać. Z tyłu również mamy elegantsze lampy, co znacznie upodobniło gwiazdę do większych braci. Tak naprawdę tylko linia boku bezsprzecznie przypomina Kangoo. I chyba nie ma sensu nad tym dłużej się rozwodzić.

Wnętrze, bo tu widać najwięcej zmian, zostało zaprojektowane tak, żeby nie straszyć magazynowym przeznaczeniem. W testowanej wersji Citan jest nawet bardziej rodzinny niż dostawczy. Mamy więc przyjemną w dotyku tapicerkę siedzeń, skórzaną kierownicę, bogate wyposażenie, w tym: wszystkie szyby elektryczne, podgrzewane fotele, automatyczną klimatyzację (producent podaje, że jest tylko półautomatem), kamerę cofania, radio z nawigacją… Właśnie – radio. Coś niesamowitego. Przenosi w czasy Beckerów stosowanych w S-klasach na początku wieku. Ekran dotykowy choć mały to jest czytelny i bardzo prosty w obsłudze. Minus, że trzeba na niego patrzeć w dół… Nawigacja jest mała, ale sprawdza się dobrze i o ile działa, robi to płynnie. Niestety podczas testu kilka razy zgubiła zasięg. No i jej cena. 3539 zł. Absurd. Polecam jednak nawigację przyczepianą na przyssawkę do szyby.

 

 

Zostając jeszcze przy wnętrzu. Deska rozdzielcza to morze plastiku. Cierpi na tym funkcjonalność. Między fotelami znajdziemy schowek w podłokietniku – dość głęboki. Poza tym w standardowym miejscu przed pasażerem też jest jeden. Do tego dwie spore kieszenie w przednich drzwiach i dwie zamykane skrytki pod nogami pasażerów kanapy. Znajdziemy też dwa miejsca na kubek czy butelkę – poniżej podłokietnika i pod konsolą w centralnym miejscu, ale niestety są one zbyt płytkie i przy hamowaniu wszystko z nich wypada. I to wszystko. Na desce nie ma półeczki na drobiazgi, brakuje przegródek na drobne. A przecież takimi autami jeżdżą ludzie pracy. Plus za to za świetne spasowanie plastików. Podczas jazdy do uszu kierowcy nie dochodzą żadne niepokojące odgłosy. No i mały plusik za przyjemne akcenty – mowa o czerwonych przeszyciach wnętrza i czerwonych obwódkach nawiewów. Dzięki nim jeszcze bardziej nie czujemy się jak w vanie.

Ogromnie przekonujące w tym aucie są za to możliwości przewozowe. Pięć osób, duży bagaż i nadal nie czuć, że jedziemy załadowani. Raz, że przestrzeni na głowami jest po prostu mnóstwo – w testowanym egzemplarzu to poczucie potęgował częściowo przeszklony dach (z przodu dwa mini daszki można ręcznie uchylić, część na pasażerami wpuszcza jedynie światło do kabiny), a dwa – dostęp do przedniej i tylnej części pojazdu pozwala bardzo szybko zapakować auto. Niezwykła jest też widoczność zza kierownicy Citana. Widać dosłownie wszystko w każdą stronę.

 

 

To co, jedziemy?

Pierwsze zdziwienie przeżyłem po rzuceniu oka na dowód rejestracyjny. Cyfry 112 odpowiadają za… 1.2-litrową jednostkę Renault. 114 KM, które generuje ten silnik, to moc w pełni wystarczająca do podróżowania, także w trasie, małym Mercedesem. Zdziwieni? Ja też trochę byłem. Ale po przekręceniu kluczyka ten motorek naprawdę do siebie przekonuje. Po pierwsze dźwiękiem – miłym, nienatarczywym. Po drugie – elastycznością. No i po trzecie – osiągami. Nawet ze mną i trzema pasażerami na pokładzie Citan dawał sobie radę na drodze. I wcale nie trzeba było go żyłować. Jest jednak jedno ale.

A mianowicie spalanie. Zrzucam to na karb niedotarcia (w momencie odbioru Citan miał przejechane 600 km), ale 9,5 litra średniego spalania z trasy i ponad 11 litrów z jazdy drogą szybkiego ruchu z włączonym tempomatem zatrzymanym na 110 km/h to strasznie dużo. W drodze powrotnej, gdy miałem tylko jednego pasażera i połowę bagażu początkowego, udało mi się zejść do 8,2 l/100 km na trasie – bardzo spokojnie pokonywanej dodam. W mieście wyszło mi bez korków (sobota) około 8,6 l/100km. W korkach ponad 11 l/100km. Poczytałem trochę testów Citana i u kolegów z branży podobnie. 8,5 l/100 km średniego spalania to absolutne minimum. Niby nie jest to bardzo dużo, ale… te półtora litra mniej byłoby zdecydowanie milsze dla portfela.

 

 

Po raz drugi zdziwiłem się, jak zobaczyłem, że zamiast zwykłego manuala, jakiego spodziewałem się w tym aucie, testowany egzemplarz został wyposażony w automat. I to nie byle jaki, bo dwusprzęgłowy. Muszę pochwalić to rozwiązanie – z tym silnikiem ta przekładnia sprawuje się bardzo dobrze. Nie szarpie, nie jest nerwowa, raczej łagodzi temperament kierowcy, ale to na plus. Tyle że trzeba za nią zapłacić aż… 7005 zł. Obawiam się, że mało kto się na takie rozwiązanie zdecyduje.

Idźmy dalej. Będę chwalił ;). Citan prowadzi się pewnie. Kierownica jest dość bezpośrednia w działaniu i dobrze informuje kierowcę o tym, co dzieje się między kołami. Mercedes utwardził Citana, więc pokonywanie z dużą szybkością zakrętów nie jest dla niego trudnym wyzwaniem. Jedynie twardsza konstrukcja tylnego zawieszenia przypomina o sobie niemiłymi stukami na poprzecznych nierównościach – szczególnie na pusto. Podsumowując jazdę – nie ma się do czego przyczepić, a Kangoo pozostaje daleko w tyle.

No dobrze, ale czy zatem warto dopłacić do Citana?

 

 

Trochę na pewno. Podstawowe Kangoo z tym silnikiem w wersji osobowej kosztuje 73 200 zł. Mercedes Citan startuje od 77 490 zł. Różnica niewielka. Tyle że Mercedes nie ma w standardzie np. klimatyzacji. Można ją dokupić za 5311 zł, a to już winduje cenę względem Renault o 10 tys zł. Oczywiście w opcjach można pójść niebezpiecznie daleko. Za daleko. Dodając nawigację, pakiet off road (plastikowe osłonki, trochę lepszy wygląd – jak w egzemplarzu testowym) za ponad 6500 zł, przeszycia wnętrza, ogrzewanie foteli, lepsze wykończenie wnętrza, ładniejsze felgi, itd. itp dochodzimy do 111 936 zł.

Z jednej strony to jeszcze nie jest kosmos. Z drugiej sporo, jak na tego typu auto. Szukając samochodu dla rodziny za taką kasę można kupić sensownego vana z dobrym silnikiem. Ludzie biznesu są z kolei oszczędni. Zaznaczą w opcjach klimę i wyjadą Citanem… tyle, że w wersji z francuskim dieslem pod maską, co wydaje mi się jedynym sensownym wyborem. I takie auto z całego serca i rozumu polecam.

Adam Gieras

fot. Adam Gieras Fotomotografia

 

Wygląd: (6 / 10)
Wnętrze: (5 / 10)
Silnik: (5 / 10)
Skrzynia: (7 / 10)
Przyspieszenie: (7 / 10)
Jazda: (7 / 10)
Zawieszenie: (6 / 10)
Komfort: (7 / 10)
Wyposażenie: (7 / 10)
Cena/jakość: (6 / 10)
Ogółem: (63/100)

 

 

 

Dane Techniczne:

Silnik: R4, t. benzyna
Pojemność: 1192 cm3
Moc: 114 KM
Moment: 190 Nm przy 4500 obr/min.
Skrzynia biegów: automatyczna dwusprzęgłowa, 6-biegowa
0-100 km/h: brak danych
Prędkość max.: brak danych
Cena: ok. 111 936,00 PLN

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...