Test: Mercedes-Benz E63 AMG-S 4Matic

Ociekająca tłuszczem limuzyna, która dla 99,9 % samochodów poruszających się po drogach może być co najwyżej znikającym punktem? Tak, bo E63 AMG-S przyspiesza sprawniej nie tylko od BMW M5 czy Audi RS6. Ten samochód bez mrugnięcia załatwi na światłach także supersportowców pokroju Ferrari F40 czy Jaguara XJ220. Powiem więcej, Porsche 911 Turbo jest od niego tylko minimalnie szybsze. A mówimy przecież o samochodzie przypominającym biznesmena w dobrze skrojonym garniturze, a nie ulicznego zawadiakę. 

 

Aufrecht Melcher Großaspach (pierwsze dwa człony to nazwiska założycieli, trzeci to miejsce pierwszej siedziby firmy), w skrócie “AMG” lubuje się od lat w przerabianiu statecznych limuzyn Mercedesa w niezwykle mocne sprzęty zdolne zmielić opony w pył już po jednym mocnym wdepnięciu gazu w podłogę. Choć pierwszą limuzyną ze stajni AMG był, jak na tamte czasy agresywnie stuningowany W109 300 SEL 6.3 przygotowany specjalnie do wyścigów, którego silnik szybko zamieniono na jeszcze potężniejsze V8 o pojemności 6.9 litra, jako pierwszy seryjnie produkowany Mercedes AMG klasy średniej wyższej w annałach motoryzacji zapisał się legendarny /8 – najpierw w wersji 250, a potem 280 z odpowiednio podkręconymi silnikami. Jednak dopiero pięciolitrowe monstrum o mocy około 280 KM w Mercedesie W123, popularnej beczce udowodniło jak szybki może być “kanapowóz” do codziennej jazdy. Wraz z modelem W124 nastąpił już wysyp limuzyn z trzyliterowym znaczkiem na tylnej klapie.

Model W124 znany też klinem lub częściej – baleronem występował w wersjach: 300E AMG Hammer, E36 AMG oraz E60 AMG. Ich moce kształtowały się w przedziale od 272 KM do 381 KM, co  wystarczało, żeby poczciwy Merc zamieniał się w prawdziwą torpedę. Minęło 20 lat z hakiem, a średniak klasy wyższej ze Stuttgartu w wersji AMG ma pod maską 5,5-litrową jednostkę, która w zależności od tego, czy do tylnego znaczka doczepiono literkę S czy też nie, legitymuje się mocą od 558 KM (bez S) do 585 KM (z literą S). I właśnie takie auto, w drugiej, bardziej “hardcore’owej” specyfikacji otrzymałem do testu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy patrzę na model W212 po lifcie z zespolonymi przednimi światłami to ziewam z nudów. Niestety dotyczy to także prezentowanej, ultraszybkiej odmiany AMG-S, która od wersji dla podtatusiałych biznesmenów różni się głównie przemodelowanym przodem z agresywną atrapą, drapieżnie poprowadzoną linią przednich błotników ze znaczkami V8 Biturbo (bardzo smaczny dodatek), olbrzymimi 19- lub 20-calowymi felgami, za którymi kryją się kolosalne talerze tarcz hamulcowych przepasane gigantycznymi zaciskami. Całość przyozdobiona jest poczwórnym wydechem osadzonym w dyfuzorze. E63 AMG-S, na pewno nie jest samochodem-choinką z serii filmów klasy B “Szybcy i Wściekli” (przepraszam miłośników), ale moim zdaniem Mercedes mógłby postawić na bardziej brutalny styl. Choć to auto ma zadatki na “sleepera”, w tej kategorii przyznaję mu 6/10.

Wewnątrz, jak na niemiecką limuzynę przystało jest bardzo luksusowo i wygodnie, ale widać, że materiały odstają już trochę od tego, co proponuje konkurencja – W212 FL trochę się już zestarzało, ale nie szkodzi, niebawem pojawi się jego następca. Czy jednak powyższe zdanie powinno charakteryzować prawie 600-konnego potwora? Niekoniecznie, ale niestety – Mercedes E63 w środku nie różni się na pierwszy rzut oka niczym, od testowanej przez Artura Ostaszewskiego wersji E350 Bluetec.

Na drugi rzut oka uwagę zwracają gdzieniegdzie rozmieszczone znaczki AMG, gałka zmiany biegów zaopatrzona w logo niemieckiego tunera oraz ułożone wokół niej przyciski, które, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki potrafią zamienić stateczną limuzynę w pojazd prawdziwego lucyfera. Odpowiadają one za włączanie i wyłączanie asystentów jazdy, dodatkowego usztywnienia zawieszenia oraz pełnego wykorzystania potencjału drzemiącego pod maską. Wspominając wnętrze, jak dla mnie jest tam mało sportowo, bardzo komfortowo, trochę odpustowo, a sytuację “podciągnął” jeden gadżet. A mianowicie zegarek IWC Schaffhausen umieszczony między wylotami powietrza na desce rozdzielczej, dlatego daję 7/10.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Złego słowa na pewno nie można powiedzieć o ilości miejsca w środku. Zarówno z przodu i z tyłu jest go więcej, niż pod dostatkiem, a pozytywnych wrażeń nie psuje duży i ustawny 540-litrowy bagażnik. Przednie fotele podczas jazdy dopompowują się raz po lewej, raz po prawej stronie, dzięki czemu o wypadnięciu z fotela przy pokonywaniu zakrętu bokiem nie może być mowy, ale mnie ta funkcja nie przypadła szczególnie do gustu. Zostawmy to jednak. Nie dla takich gadżetów i udogodnień kupuje się to auto. Myślę, że nie ma też sensu rozwodzić się nad wielością bajerów, którymi wnętrze E63 w testowanej wersji było po prostu przeładowane. Wyobrażacie sobie wszystko, co może tylko mieć samochód? Dodajcie do tego drugie tyle i w to właśnie wyposażono prezentowaną E-klasę.

To, na co czekacie, i nie ukrywam – również ja bardzo mocno czekałem jeszcze przed testem, znajduje się pod maską tego auta. Po przekręceniu kluczyka zapomina się bowiem o każdym, nawet największym zmartwieniu, choćby było nawet monstrualnych rozmiarów. Kontrola urzędu skarbowego w firmie? Nieważne! Kochanka, która chce wrobić nas w wątpliwego pochodzenia dziecko? Aaa tam! Żona, która grozi, że zabierze po rozwodzie ukochanego psa? Niech go bierze! Gdy ten 5,5-litrowy silnik gardłowo zagada, nawet zbliżająca się do ziemi planetoida będzie jedynie pretekstem do ostatniej jazdy!

E63 AMG-S napędzane jest prawdziwym agregatem w technologii V8, którego moment obrotowy wynoszący równe 800 Nm i 585 KM dałyby chyba radę przeciągnąć słowacką stronę Rysów na polską stronę. W dodatku ten silnik, zamontowany w tak dostojnym na zewnątrz aucie, powoduje, że ma się wrażenie, jakby wszystko stanęło na głowie. Pojawia się tylko jedna myśl: przecież to jest szybsze od praktycznie każdego Porsche. Potem dochodzi niedowierzanie, które znika zaraz po pierwszym, jeszcze trochę nieśmiałym ruszeniu. Gdy w końcu odważyłem się przycisnąć pedał do podłogi, impuls z mózgu wysyłał do dolnej części ciała informację, że niebawem mogą pojawić się mało smaczne w opisie, ale całkiem ludzkie odruchy. Ten samochód jest bowiem naprawdę przerażający i trzeba mieć mnóstwo motoryzacyjnej ogłady, żeby umieć cieszyć się nim na co dzień. Tym bardziej, że piękny, wręcz zniewalający dźwięk V-8-mki uzależnia!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

800 Nm trafia za pośrednictwem 7-biegowej skrzyni biegów MCT zaprojektowanej przez inżynierów z AMG na cztery koła. Dzięki temu auto dosłownie wgryza się w asfalt, osiągając pierwszą setkę już po 3,6 sekundy!!! Dalsze rozpędzanie przebiega również bardzo skutecznie, a strzałka prędkościomierza zatrzymuje się albo na 250 km/h w standardzie albo, po dokupieniu specjalnego pakietu, na 305 km/h. Podróżowanie E63 AMG-S wiąże się oczywiście z niemałym spalaniem, ale chyba nikt nie będzie zaskoczony wynikiem w przedziale 14-26 l/100 km na trasie i przeszło 40 litrami w mieście (przy lekkiej nodze da się zejść ze spalaniem w mieście o ponad połowę).

Zawieszenie i układ kierowniczy mają się nijak do słabszych wersji E-klasy – te w AMG-S to pokaz możliwości współczesnej inżynierii motoryzacyjnej – ale podczas ekstremalnej jazdy po polskich drogach, na poprzecznych nierównościach słychać lekkie dobijanie, a porozumienie na linii koła-kierownica, choć genialne, potrafi sprawić niemiłą niespodziankę – oczywiście tylko w momencie korzystania z pełnych możliwości Mercedesa (jego wymiary dają o sobie znać). Dla kierowców, którzy chcieliby zatrzymać póki co przy sobie prawo jazdy przewidziano ustawienia komfortowe, które zamieniają E63 AMG-S w normalną limuzynę prezesa mającą coś z puchu przy pokonywaniu wszelkich dziur i nierówności. Podsumowując napęd, przyjemność z jazdy i genialne, choć w pewnych sytuacjach powodujące gęsią skórkę na całym ciele prowadzenie zasłużone 10/10 (chyba nie mogło być inaczej)!

Przygoda z Mercedesem E63 AMG-S, choć krótka dostarczyła mi tak pozytywnej energii, że nawet głęboko skrywane w trzewiach negatywne emocje wypalił ogień piekielny. To auto doskonałe, wybitne i na pewno za kilkanaście lat stanie się mocno poszukiwanym klasykiem. Czy jednak zdecydowałbym się na jego zakup, nawet gdybym dysponował kwotą ok. 700 tys. zł? Mimo wszystko chyba nie, bo podobnie jak w przypadku testowanego przeze mnie nie tak dawno BMW X5 40D, jeszcze do niego nie dorosłem…

Adam Gieras

 

Wygląd: (6 / 10)
Wnętrze: (7 / 10)
Silnik: (10 / 10)
Skrzynia: (10 / 10)
Przyspieszenie: (10 / 10)
Jazda: (10 / 10)
Zawieszenie: (8 / 10)
Komfort: (8 / 10)
Wyposażenie: (9 / 10)
Cena/jakość: (7 / 10)
Ogółem: (85/100)

 

 

Mercedes E 63 AMG S 4Matic – dane techniczne:

Typ silnika: V8, benzynowy, turbo
Pojemność silnika cm3: 5 461
Moc KM / przy obr./min: 585 / 5 500
Maksymalny moment obrotowy Nm / przy obr./min.: 800 / 1 750 – 5 000
Skrzynia biegów: automatyczna, 7-stopniowa
Prędkość maksymalna km/h: 250 (ograniczona elektronicznie)
Przyspieszenie (0-100 km/h): 3,6 s
Zużycie paliwa:
Dane producenta (miasto/trasa/średnie): 14,4 / 7,9 / 10,3
Pojemność bagażnika min./max. / l: 540 / b.d.
Wymiary (dł./szer./wys.) mm: 4 879 / 1 854 / 1 474
Cena testowanego egzemplarza w zł: 720 700

 

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem…), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoi obecnie jedynie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę…