Test: Hyundai Santa Fe 2.2 CRDi 200 KM – wczasy na kołach

Patrząc na płaczącą jesień za oknem niejednemu z nas przydałby się urlop. Kierunkiem tym mogłoby być na przykład Santa Fe, niewielkie miasto w USA z przepiękną architekturą. Życie jest jednak przewrotne i zamiast wyjeżdżać, to do mnie przyjechało Santa Fe – Hyundai Santa Fe.

 

Ten spory SUV koreańskiego producenta na rynku obecny jest już od 2012 roku. Mimo, że auto przeszło lekki lifting w 2015 roku, to widać w nim lekki upływ czasu. Mimo sporych gabarytów (prawie 4,69 metra) auto jest pięcioosobowe, chociaż ten Azjata oferowany jest również jeszcze w wersji przedłużonej Grand, która pomieści 7 pasażerów.

Wracając jednak do tej azjatyckiej kreski, wysokie nadwozie (prawie 1,7 metra) zawieszone na sporych kołach (18,5-centymetrów prześwitu) świetnie koresponduje z białym lakierem i nie razi w oczy. Z czarnymi, plastikowymi listwami w dole karoserii i zderzaków auto nie szokuje, ale taki zabieg może chronić lakier przed ewentualnymi uszkodzeniami. Najciekawszym elementem sylwetki Santa Fe jest przód auta. Duży, sześciokątny grill nawiązuje do reszty gamy auta, a nowe, poliftowe reflektory posiadają również światła do jazdy dziennej w technologii LED.

 

 

Z panoramicznym dachem oraz podwójną końcówką rur wydechowych wraz z dyfuzorem w tylnym zderzaku samochód zdradza swoje pochodzenie. I nie mam tu na myśli dalekiego wschodu. Hyundai Santa Fe zdecydowanie (z resztą jak i poprzednicy) kierowany jest na rynek amerykański, a tam musi być dużo, wygodnie i na wypasie.

I tak jest w środku samochodu. Skóra, sporo przestrzeni oraz bogate wyposażenie ułatwia i uprzyjemnia podróż. Mimo, że wnętrze jest ciemne i pełne plastików (w niektórych miejscach są miękkie) to taki styl pasuje do tego typu auta. Uatrakcyjnieniem mają być listwy imitujące karbon. Sam projekt wnętrza jest ergonomiczny i prosty, a materiały dobrej jakości oraz wyglądają na solidne. To wszystko sprawia, że wnętrze nie powinno się brudzić oraz zbyt szybko zużywać.

Hyundai Santa Fe w konfiguracji pięcioosobowej idealnie wpisuje się potrzeby rodziny 2+2. Spory, 528-litrowy bagażnik z podwójną podłogą z elektrycznie otwieraną klapą pomieści wszystkie nasze zakupy, bagaże, a nawet psa.  Zaryzykuje stwierdzenie, że nawet dwa.

 

 

Na problemy z ewentualną klaustrofobią nie będą na pewno narzekać podróżni w kabinie pasażerskiej. Nawet z tyłu nie brakuje miejsca na nogi i głowę. Co ciekawe, nawet 3 osób nie powinna narzekać. A jeśli już zaczną to dodam, że tylna kanapa (tak samo jak przednie fotele) jest podgrzewana i ma regulowane oparcia. Siedzenia z przodu były nawet wentylowane.

I tutaj wielki plus dla Hyundai’a, ponieważ stary projekt (ma w końcu 5 lat) odświeżył systemami elektronicznymi i wszystkimi udogodnieniami znanymi z innych nowszych modeli. Dobre audio, aktywny tempomat, podgrzewana kierownica lub czujniki parkowania z kamerą cofania i 360 stopni to bardzo przydatne systemy podbijające komfort podróży. Nie ma się również co bać manewrowania tym sporym autem, bo w razie potrzeby Santa Fe potrafi również samo zaparkować.

 

 

Hyundai dba również o nasze bezpieczeństwo, ponieważ Santa Fe poinformuje kierowcę o zjechania z pasa ruchu, obecności innych pojazdów w martwym polu lub w razie problemów sam zahamuje samochód.

Skoro mowa już o zatrzymywaniu, trzeba najpierw autem jakoś ruszyć. I nie mam tu na myśli systemu start&stop, który pojawił się w tym SUVie, ale na szczęście rzadko kiedy działa.

Otóż do napędu tego 1,8-tonowego auta posłużyło połączenie napędu 4×4 (można go zblokować, aczkolwiek steruje nim komputer, więc w większości czasu jeździmy na FWD) z 2,2-litrowym Dieslem pod maską o mocy 200 KM. W naszym egzemplarzu zastosowano spokojny, 6-biegowy automat, który nastrajał do wolnej jazdy. Mimo to, Santa Fe potrafiło przyspieszyć do setki w 9,6 s oraz dobić granicy 200 km/h.

 

 

Niestety robiło to w ospały sposób. Mimo, że to największy dostępny silnik w ofercie Hyundai’a auto przeznaczone jest do eleganckiego pokonywania kolejnych kilometrów szos. Ewentualne dynamiczne manewry wymagają mocniejszego dociśnięcia prawego pedału. Z drugiej jednak strony prędkości autostradowe nie robiły na aucie żadnego problemu. Nie było w nim ani głośno, a prowadził się pewnie.

Co prawda Hyundai wyposażył Santa Fe w opcjonalne tryby jazdy: ECO lub SPORT, ale… O ile ten drugi faktycznie w jakiś sposób wpływa na obroty silnika i reakcję przepustnicy, to ten ekologiczny zbytnio taki nie jest.

Szczerze mówiąc Hyundai’a Santa Fe nie nazwałbym ekonomicznym samochodem w ogóle. Mocno mnie to rozczarowało, ponieważ wcześniejsze spotkania z tą koreańską marką zawsze zaskakiwały mnie pod względem spalania. W Santa Fe nie można zainstalować motoru benzynowego, a zastosowany w naszym egzemplarzu diesel spalał średnio 9 litrów ON na 100 KM. W mieście łatwo było przekroczyć przysłowiową „dychę”. Rekord oszczędności? 7,5 litra naprawdę jednostajnej jazdy poza miastem. Rozumiem gabaryty samochodu, masę i specyfikację motoru wysokoprężnego, ale konkurencja jakoś sobie z tym radzi.

 

 

Duży (jak na polskie warunki) silnik ma jeszcze jeden minus, chociaż jego elastyczność jest spora. Pojemność ponad 2 litrów i produkcja poza Unią Europejską powoduje podwyższoną akcyzę. Przekładając to na cenniki – Hyndai Santa Fe startuje od kwoty 140 tysięcy złotych. Dokładając nasz motor, wyposażenie i napęd dobijamy do 200 tysięcy złotych. Dopłacić również można do 3 rzędu siedzeń (koszt 5 tysięcy złotych). Biorąc pod uwagę świeżych graczy na rynku: Kodiaq lub inną azjatycką konkurencję: Hondę CR-V lub choćby bliźniacze Sorento, Hyundai może mieć problem z pozyskaniem klientów.

Pomimo ostatniego akapitu i tak lubię Santa Fe. Wydawał mi się bezpiecznym i bardzo komfortowym samochodem, w którym nie musiałem uważać na dziury, krawężniki, błoto lub piasek. Sądzę, że polubiłbym go też w zimie (dzięki wyposażeniu i napędowi). Szkoda tylko, że każda wizyta na stacji benzynowej, a było ich kilka, niszczyła to dobre wrażenie.

Hyundai, jest jednak nad czym pracować więc Wasz ruch!

 

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk

 

 

Wygląd: 7 Stars (7 / 10)
Wnętrze: 7 Stars (7 / 10)
Silnik: 6 Stars (6 / 10)
Skrzynia: 7 Stars (7 / 10)
Przyspieszenie: 6 Stars (6 / 10)
Jazda: 7 Stars (7 / 10)
Zawieszenie: 8 Stars (8 / 10)
Komfort: 8 Stars (8 / 10)
Wyposażenie: 8 Stars (8 / 10)
Cena/jakość: 6 Stars (6 / 10)
Ogółem: 7.0 Stars (70/100)


Dane Techniczne:

Silnik: R4
Pojemność: 2199 cm3
Moc: 200 KM/3800 obr./min.
Moment: 440 Nm/1750-25000 obr./min.
Skrzynia biegów: Automatyczna, sześciobiegowa
0-100 km/h: 9.6 s
Prędkość max.: 203 km/h
Cena: ok. 220000 PLN

Dyskusja

komentarzy

Konrad Stopa

Konrad Stopa

Motopasjonat z krwi i kości. Od najmłodszych lat jego ulubioną zabawą było zgadywanie samochodów po dźwięku silnika. Najlepszym prezentem na gwiazdkę, o czym wiedzą najbliżsi, niezmiennie jest prasa motoryzacyjna z całego roku. Pisze dla Was z humorem i pewną dozą uszczypliwości, ciesząc się z każdego komentarza pod swoimi tekstami.